W meczu towarzyskim rozegranym na Stadionie Śląskim w Chorzowie Polska ostatecznie pokonała Koreę Południową 3:2.
Pierwsza połowa należała do biało-czerwonych. Najpierw bramkę zdobył Robert Lewandowski, potem Kamil Grosicki. Do szatni było 2:0 dla naszych. W drugiej połowie po zmianach selekcjonera nastąpiła szarża Koreańczyków i wyrównanie. Zrobiło się nerwowo. W końcu trzecia bramka Piotra Zielińskiego przypieczętowała zwycięstwo polskiej reprezentacji. Ale drużyna nie może być z siebie zadowolona. Takie błędy, jakie dziś popełniono na mundialu nie mogą się zdarzyć.
(Press Focus/x-news)
W kilku ostatnich towarzyskich meczach (m.in. w przegranym 0:1 w piątek z Nigerią we Wrocławiu) trener Adam Nawałka testował system gry z trzema obrońcami. Tak było również dziś – od początku w tej formacji wystąpili Łukasz Piszczek, Kamil Glik i nieobecny w meczu z Nigerią Michał Pazdan. Ofensywniej niż zwykle zagrał Artur Jędrzejczyk.
W środku pomocy zadebiutował w kadrze pochodzący z Ukrainy Taras Romanczuk, mający od lutego polskie obywatelstwo.
Koreańczycy zaczęli defensywnie, z piątką obrońców, ale to oni pierwsi stworzyli groźną sytuację. W 12. minucie płasko strzelił Jae-Sung Lee, jednak Wojciech Szczęsny nie dał się zaskoczyć. W odpowiedzi dziesięć minut później mocno głową uderzył Robert Lewandowski, rozgrywający tego dnia 93. mecz w reprezentacji, ale świetną interwencją popisał się Sueng-Guy Kim.
W 32. minucie Lewandowski już się nie pomylił. Po dośrodkowaniu z lewej strony Kamila Grosickiego (nie grał z Nigerią) kapitan reprezentacji uderzył głową nie do obrony, zdobywając swoją 52. bramkę w drużynie narodowej. Niedługo później Grosicki też mógł strzelić gola, ale w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza.
Co się jednak odwlecze... Tuż przed przerwą piłkarz Hull City znów znalazł się w znakomitej okazji i tym razem trafił bez kłopotu do siatki. Po golu popularnego „Grosika” sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy.
W przerwie trener Nawałka dokonał kilku zmian, m.in. Lewandowskiego zastąpił Łukasz Teodorczyk, a w bramce Szczęsnego Łukasz Skorupski. Brak na boisku napastnika Bayernu Monachium jakby ośmielił gości, którzy ruszyli odważniej do przodu. W 49. minucie świetnej okazji nie wykorzystał Jae-Sung Lee.
Kulminacyjnym punktem było zejście z murawy Macieja Rybusa, którego zastąpił Rafał Kurzawa. Zawodnik Lokomotiw Moskwa grał co prawda brzydko, ale skutecznie przeszkadzał Koreańczykom. Gdy go zabrakło, zawodnicy z Azji w 85. minucie strzelili naszym gola. Precyzyjnym strzałem z dystansu bramkę zdobył Chang-Min Lee. Chwilę potem było już 2:2. Tym razem strzałem z bliska popisał się kolejny z rezerwowych graczy gości - Hee-Chan Hwang.
Ostatecznie jednak to Polacy cieszyli się ze zwycięstwa. W doliczonym czasie gry ładną bramkę technicznym strzałem zdobył Piotr Zieliński, który zmazał tym strzałem kilka wcześniejszych wpadek.
Kibice z mieszanymi uczuciami odbierają testowanie nowych zawodników przez Nawałkę. Gdyby na boisku za każdym razem był "zrównoważony" skład, zapewne oba mecze - z Nigerią i z Koreą - potoczyłyby się inaczej. Chwilami widać było, że rezerwowi nie zgrywają się z podstawowym zespołem. Z kolei doświadczeni w kadrze zawodnicy popełniali niemal szkolne błędy - szwankowało przyjęcie i celność podań. Widać było także, że przy słabszym składzie niezbyt sprawdza się ustawienie z trzema obrońcami. Jak dotąd skuteczniejsze było rozstawienie 4-4-2. To był cenny sprawdzian przed letnim mundialem. Piłkarze i trener muszą z niego wyciągnąć wnioski.
W ciągu kolejnych lat legendarny Stadion Śląski, nazywany „Kotłem Czarownic”, przeszedł gruntowną modernizację, został m.in. zadaszony, a jego pojemność zwiększyła się do 55 tysięcy. I we wtorkowy wieczór, mimo przenikliwego zimna, na trybunach był praktycznie komplet widzów - ponad 53 tysiące.
źródło: PAP
ja
© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.


Komentarze
Pokaż komentarze (78)