15 obserwujących
84 notki
126k odsłon
287 odsłon

O sędziowskim przemykaniu chyłkiem.

Wykop Skomentuj60

To, że Pan Andrzej Duda nie zaprosił na zaprzysiężenie sędziów SN dziennikarzy i cała ceremonia odbyła się (jak to często bywa u "dobrej zmiany") w tajemnicy przed społeczeństwem i po cichu - jakoś jeszcze można pojąć, bo nikt przytomny nie chwali się rzeczami, które mu chwały nie przynoszą, a wykonane być muszą.

Przyjrzyjmy się jednak zachowaniu nominatów, których żurnaliści dopadli przed wejściem na prezydencki podwórzec. Logika winna podpowiadać, że wizyta u prezydenta i nominacja na sędziego Sądu Najwyższego jest dla każdego ukoronowaniem jego kariery, momentem podniosłym, który się fetuje z najbliższymi, kiedy udziela się z uśmiechem wywiadów i dzieli się z wszystkimi swoją radością, bo zaszczyt to niemały, a i związany z dość znacznym uposażeniem, a w przyszłości - z sowitą emeryturą. Czyli w takiej chwili powinna królować radość, wylewność, spontaniczność i serca nominatów winny bić w szczęśliwym takcie, a mikrofony i kamery nie stanowić najmniejszego problemu.

Z czym jednak mieliśmy do czynienia na krótko przed nominacją, gdy kandydaci przemykali chyłkiem (nie bójmy się tych słów) przed szpalerem dziennikarzy i gapiów? Zasłaniali często twarze, jak oskarżeni łapani przez  media na sądowych korytarzach w eskorcie konwojentów, ze wstydem odwracali się od kamer, jakiś bohaterski sędzia zasłaniał się dziećmi, byle nie powiedzieć kilka słów do podtykanych mikrofonów, a wszyscy wyraźnie się spieszyli, by jak najszybciej opuścić przestrzeń publiczną i znaleźć się za budkami strażniczymi, gdzie pismaki już wstępu nie miały. Ogólnie całość sprawiała wrażenie dość żałosnej i wstydliwej groteski, gdzie ci, "którzy mają zastąpić kastę sprzedajnych i komunistycznych sędziów" - zachowywali się, jakby przed chwilą dostali wyrok dożywocia. Czyżby zdawali sobie jednak sprawę w czym tak naprawdę uczestniczą i co poświęcają dla spodziewanych apanaży? Na pewno - inaczej nie zachowywaliby się jak dzieci, które zbiły piłką szybę sąsiada.

I na koniec taka mała dygresja: "dobra zmiana" prawi non stop o zmianie standardów i poprawie sądownictwa, gdzie ponoć panowało bagno i bezhołowie. Na jakie się zmieni teraz, gdy nominaci do SN sprawiają wrażenie skarconych dzieci, które uczestniczą ponadto we wstydliwej i nie aprobowanej przez rodziców hecy? Czy owych sędziów będzie stać na niezawisłość, gdy nie potrafią nawet stanąć z podniesioną głową przed kamerą i wydukać tych kilka zdawkowych słów? Nasuwa się dość oczywiste spostrzeżenie, że ci, którzy mają zastąpić "skorumpowaną kastę" - sami zachowują się jak członkowie mafii, przyłapani na próbie korupcji, albo zasłaniający twarze, czy skute ręce płaszczami, bo wycelowano w nich aparaty i mikrofony.

Zresztą ... Sądząc po standardach, jakie zapanowały w "KRS-ie" - Sąd Najwyższy zamieni się w podobną instytucję, gdzie dziennikarze nie będą mieli wstępu, a decyzje będą zapadały w sposób kunktatorski i spolegliwy dla tych, którzy ich łaskawie nominowali na owe stanowiska. Czy ktoś jeszcze ma czelność nazywać całość "reformą"? Szczerze wątpię.

THX

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka