Brzdęk małej kolby, przypadkowo zahaczonej nogawką kombinezonu, był tak cichy, że sam ledwo go usłyszał. Agent SBP, obserwujący obu mężczyzn z galerii kilka metrów nad pomieszczeniem, zaklął w myślach na swoją nieostrożność. Spojrzał w dół. Przed konsolą stał tylko niższy mężczyzna. Agent runął w stronę drzwi. Błyskawicznie otworzył je kartą kodową, przecisnął się, zanim się do połowy otwarły, i uderzył w przycisk ręcznego zamykania.
Wstęp
W jaskrawo oświetlonym białym światłem jarzeniówek pomieszczeniu, przed wielką konsolą nad którą umieszczony był ogromny ekran, stało dwóch mężczyzn. Obaj nosili kombinezony laboratoryjne, przeznaczone do pracy w sterylnych warunkach, dlatego tylko po wzroście, sylwetkach i głosach był w stanie rozpoznać ich płeć.
- Zginą miliardy - powiedział grobowym głosem niższy, stojący po lewej.
- Ten, no, to oczywiście straszne i jest mi z tego powodu bardzo przykro i takie tam ale skupiając się na tu i teraz, to ten, najważniejsze, że nie ja. Uprzejmie na drugim miejscu wspomnę, że prawie równie ważne, iż nie ty. A na koniec, jako że omne trium perfectum, jak możemy na tym wygrać? - odparł wyższy, lekkim, niemal swobodnym tonem.
- Właściwie dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego nazywają cię czarnym...
Brzdęk małej kolby, przypadkowo zahaczonej nogawką kombinezonu, był tak cichy, że sam ledwo go usłyszał. Agent SBP, obserwujący obu mężczyzn z galerii kilka metrów nad pomieszczeniem, zaklął w myślach na swoją nieostrożność. Spojrzał w dół. Przed konsolą stał tylko niższy mężczyzna. Agent runął w stronę drzwi. Błyskawicznie otworzył je kartą kodową, przecisnął się, zanim się do połowy otwarły, i uderzył w przycisk ręcznego zamykania.
Wyższy ze stojących w laboratorium mężczyzn, który natychmiast po brzdęku wskoczył na konsolę i wyskoczywszy w powietrze chwycił palcami wyciągniętych rąk ramię podtrzymujące ekran, kończył właśnie podciąganie się na nim. Poświęciwszy ułamek sekundy na rozejrzenie się, poderwał się na rękach, obrócił i zaczepił nogami o balustradę galerii, przyciągnął się siłą mięśni nóg, już biegł do drzwi. Zamknęły się pół sekundy przed tym, jak do nich dobiegł.
1. Ważka
- Pana aplikacja została zaakceptowana - drgnął, całkowicie zaskoczony i obrócił się. Przed nim stała kobieta - młoda, zgrabna, jasne włosy, wyjątkowo długie nogi, około 25 lat. Zanim zdążył odburknąć, że mają bajzel w papierach powiedziała, patrząc na niego z uwagą - Proszę się upewnić, że zamknął pan drzwi do swojego baru. W przypadku wy-jazd-u lepiej żeby nie doszło do włamania bądź wypadku pod pana nieobecność. Właściwie może niech pan wróci i zakręci główny zawór gazu, żeby wyeliminować możliwość wybuchu.
Zorientował się prawie natychmiast ale nie dał nic po sobie poznać, błyskawicznie rozważył możliwości.
- Zasadniczo, zawsze zamykam zawór przed wyjściem ale może w takiej sytuacji powinienem sprawdzić ponownie? - spytał ze spokojem.
- Nie każdy jest tak staranny, stąd i moja, ewidentnie w tym przypadku zbędna, uwaga. Proszę za mną - powiedziała, obracając się i odchodząc w kierunku stojącego dokładnie pod znakiem "zakaz postoju" samochodu. Poszedł za nią.
Jechali ogółem chyba dobrze ponad godzinę, nie licząc krótkiej rozmowy na początku, kiedy na jego pytanie odpowiedziała, że szczegóły pozna na miejscu, podczas jazdy nie odezwała się do niego ani razu. On do niej też nie. I nawet nie dlatego, że na samochodowej wycieraczce którą miał pod nogami znajdował się napis: "Mowa jest srebrem, milczenie złotem". Gdyby tej
sentencji tam nie było i tak by się nie odezwał, nie chciało mu się.
Zjechała z drogi asfaltowej w przylegającą do niej ukrytą leśną, po kilku minutach jazdy przez las nagle zatrzymała samochód i otworzyła okno od strony kierowcy. Po paru sekundach do wnętrza samochodu wleciał mały dron. Ważka! Rozpoznawszy model bezwiednie się uśmiechnął, darzył ten typ wyjątkowym wręcz sentymentem. Ważka przyjrzała się im i wyleciała. Kobieta
zamknęła okno i ruszyła.
- Walczył pan? - spytała naturalnie ale i tak się zirytował
.- Jeśli nie wiedziałaś, to mogłaś to rozpoznać tylko po tym, jak uśmiechnąłem się na widok drona. Ten model to tak zwana Ważka, nie jest dostępny na rynku cywilnym i nie da się znaleźć informacji o nim w internetach. Wie o nim tylko armia i ochotnicy. Walczyłem. Jako ochotnik. Operator. A ty walczyłaś? Ochotnik? Meduza? -
- Nie, proszę pana. -
Już miał spytać czy nie Meduza, czy nie walczyła, kiedy nagle się opamiętał.
W milczeniu dojechali do spowitej mgłą płyty lotniska. W tej części stał jeden, wielki helikopter, nie znał modelu ale ewidentnie transportowy, właśnie podjeżdżały do niego wojskowe ciężarówki. Z pak wysypywały się kolejne sylwetki, słyszał śmiechy i przekleństwa.- Pana plecak jest w bagażniku - poinformowała go nie obracając nawet głowy w jego stronę.
Spojrzał na nią ostatni raz. Miała ciekawą twarz, nie tyle klasycznie ładną co interesującą, i długie włosy które wcześniej mylnie ocenił jako przyciemniany blond. Teraz zorientował się, że jej włosy są szare. Taki odcień szarości mógł powstać tylko w jeden sposób. W przypadku naturalnej brunetki bądź szatynki której włosy całkowicie osiwiały.
- Do widzenia – powiedział.
Nie odpowiedziała. Wyszedł z samochodu, podszedł do bagażnika, zabrał leżący w nim plecak i zarzuciwszy go na ramię podszedł do ciężarówek. Pomógł wyjść kilku niezdarom mającym z tym problem po czym wszedł do helikoptera. Odlecieli parę minut później.
Inne tematy w dziale Kultura