Pod moim poprzednim wpisem pojawiło się kilka komentarzy, do których postanowiłem się odnieść osobno, gdyż ze względu na brak promocji wpisu nikt już raczej tam nie zajrzy.
beska zadała pytanie:
Kto będzie dowodził armią europejską?
Wszyscy wiemy, że Niemcy, tak jest ze wszystkim. Kto im ufa mówiąc delikatnie jest naiwny.
Droga besko! Armią dowodzą w istocie generałowie i ktoś musi stać na czele takiej armii, ale to politycy określają kierunek, zakres i czas jej działania. Nie sądzę, żeby w takim przypadku jedynie politycy niemieccy czy niemiecki rząd o czymś samodzielnie decydował. To powinno być logiczne dla każdego świadomego działania wojska w naszej części świata. Nie jesteśmy wojskową dyktaturą, ani czymś w tym rodzaju. Nawet w komunizmie to nie wojskowi podejmowali decyzje o użyciu armii.
quahadi zbulwersowany (i słusznie) usunięciem jego dwóch komentarzy przez administrację/salonową sztuczną inteligencję na koniec zadał kilka istotnych pytań, ale jakoś nie omieszkał na nie odpowiedzieć... tak jakby odpowiedź na nie była sama w sobie oczywista.
Kto ma tym dowodzić i dlaczego mamy budować strukturę niezależną od NATO?
Jak już odpowiedziałem besce, o użyciu takiej armii będą dowodzić w istocie demokratyczne rządy poszczególnych krajów na podstawie zawartego wcześniej szczegółowego porozumienia. Wojskowi zaś będą dowodzić jedynie samymi działaniami zbrojnymi, o ile do nich dojdzie.
Kto ma wykładać kasę? Kto ma dostarczać mięso armatnie?
Jak sądzę każdy z sygnatariuszy porozumienia o utworzeniu wspólnej armii europejskiej.
I jakież to wspólne militarne cele mają suwerenne, narodowe państwa unijne, których nie wypełnia uczestnictwo w NATO?
Nie będą mieć żadnych wspólnych militarnych celów, tak jak zresztą i NATO, które ma tylko cele obronne. Tak samo będzie z armią europejską.
Utworzenie armii europejskiej w żaden sposób nie będzie konfliktować z NATO, wręcz przeciwnie. Armia europejska odciąży w dużym stopniu USA, o co chodzi zresztą Trumpowi, co nie znaczy, że w razie konfliktu z Rosją NATO i USA powiedzą: macie swoją armię więc się nią brońcie, na co wam jeszcze NATO? A to jest to czego, jak sądzę, obawiają się owi komentatorzy i inni krytycy utworzenia takiej armii. W razie ataku Rosji na Litwę czy Estonię te będą miały prawo zażądać uruchomienia 5 art. NATO o wspólnej obronie, lecz zanim ta rozproszona armia NATO się zbierze minie sporo czasu, szczególnie w przypadku niespodziewanego ataku za pomocą pocisków dalekiego zasięgu etc. Na miejscu zaś będzie armia europejska, która już będzie mogła stanąć w obronie takiego kraju. Taka armia przyda się też w sytuacji, kiedy USA zdecydują się nie angażować w czynny konflikt z Rosją, a dopóki w Białym Domu będzie rządzić taka polityka jak aktualnie, jest to wysoce prawdopodobne. Będziemy więc zdani tylko na siebie, przynajmniej w tej pierwszej fazie konfliktu. Warto więc byłoby mieć w odwodzie własną, wspólną armię, gdyż takiej zawsze Rosja będzie się bardziej obawiać, niż pojedynczych armii litweskiej czy estońskiej.
To są moje argumenty. Chętnie wysłucham w końcu jakichś innych, a nie tylko rzucanych w przestrzeń pytań bez próby odpowiedzi na nie.
...



Komentarze
Pokaż komentarze (10)