Sześciu republikańskich kongresmenów zagłosowało razem z Demokratami przeciwko cłom Trumpa nałożonym na Kanadę. Chodzi o rezolucję wzywającą do tego, by nie wykorzystywać argumentu sytuacji nadzwyczajnej do nakładania wysokich ceł na Kanadę. Dzięki nim przeszła ona stosunkiem 219 do 211 głosów. Republikańska większość chwieje się coraz bardziej a nadchodzące wybory uzupełniające mogą im tę większość odebrać, gdyż poparcie dla Trumpa w społeczeństwie amerykańskim spada z każdym dniem a jego polityka celna i imigracyjna budzi coraz większe kontrowersje i sprzeciw zarówno społeczny jak i wśród samych Republikanów.
Utrata większości w niższej izbie Kongresu przez Republikanów oznaczać będzie możliwy impeachment Trumpa, któremu ten został poddany już dwukrotnie w czasie pierwszej prezydentury, ale nie przeszedł on przez Senat. Tym razem może być inaczej. Tak czy owak, będzie to oznaczać koniec dominacji Repubikanów w Kongresie i możliwości Trumpa forsowania swoich najbardziej kontrowersyjnych pomysłów. Trump będzie rządził już tylko nominalnie.
Nie przeszkadza to jednak wielu naszym prawicowym politykom ślepo zapatrzonym w republikańskiego prezydenta atakować polski rząd i marszałka za dystansowanie się do niektórych jego inicjatyw jak Rada Pokoju, która nie jest niczym więcej jak tylko prywatnym klubem Trumpa, w którym wszystko będzie zależeć od jego kaprysu a zaproszenie do niej zbrodniarzy wojennych typu Putina czy Łukaszenki powinno być decydujące do odrzucenia udziału w czymś takim. Putin i Łukaszenka powinni stanąć przed międzynarodowym trybunałem karnym, a nie zasiadać w radach (sic!) pokoju.
Nawrockiemu ściganemu listem gończym przez Federację Rosyjską za burzenie pomników czerwonej armii jak widać nie przeszkadzałoby zasiądnięcie przy jednym stole z Władimirem Putinem. Może miałby okazję omówić z nim również kwestię zwrotu wraku samolotu prezedenckiego, który rozbił się pod Smoleńskiem. Wątpię czy w jakichkolwiek innych kwestiach Trump czy Putin będą brać pod uwagę zdanie polskiego prezydenta w kwestii pszyszłości Strefy Gazy. Trump w radzie potrzebuje po prostu jak najwięcej klakierów bez własnej siły przebicia, którzy mają zajmować miejsce i stanowić przeciwwagę dla tych z prawdziwymi wpływami zdolnych do przeciwstawienia się mu. Rola Polski w wydarzeniach na Bliskim Wschodzie jest minimalna, albo wręcz żadna. Na co innego miałby mu być potrzebny tam Nawrocki?
Marszałek Czarzasty pokazał, że nie tylko Trump czy JD Vance mają prawo do otwartej krytyki obcych rządów i prezydentów, i że szacunku nie zdobędzie się samym potakiwaniem... tym bardziej w stosunkach z kimś takim jak Trump. Era Trumpa się kończy, a nadchodzące wybory uzupełniające do Kongresu nie pozostawią już złudzeń. Najwyższa pora, żeby polscy politycy, szczególnie ci z prawej strony, zaczęli realistycznie oceniać możliwości i dokonania Trumpa, które - abstrahując od jego własnej ich oceny dalekiej od wszelkiej rzeczywistości - raczej nie wyglądają najlepiej, i zacząć się do niego dystansować. W przeciwnym razie zatoną razem z nim musząc po drodze świecić jeszcze oczami za jego proputinowską politykę. No chyba, że Putin to teraz będzie ten dobry.
...



Komentarze
Pokaż komentarze (20)