50 obserwujących
359 notek
432k odsłony
519 odsłon

Czy istnieje odtrutka na zarobaczenie antykulturą?

Wykop Skomentuj40

Dobrzy ludzie naprawdę nie rozumieją zła.
Agatha Christie

image

W sobotę miałem w domu skromną imprezę. Towarzystwo prawie rodzinne, bo jakże inaczej nazwać znajomych z czasów młodzieńczych, z którym zjadło się beczkę soli. I jak to zwykle bywa - tematy wesołe, o czasach przeszłych i przyszłych, plany, anegdoty, dzieciaki,  drink i coś na ząb. W pewnym momencie błysnęło, trzasnęło, zawirowało… Zamiast zachowywać się jak normalni ludzie, poczęliśmy rozważać: czy warto iść pod prąd i czy nie jest to czasem zachowanie o znamionach samobójstwa?

Zarzewiem wymiany zdań stała się drobna z pozoru kwestia dotycząca tzw. edukacji seksualnej. Poglądów na te temat jest tyle ilu dorosłych w naszym  państwie i trudno zaprawdę na poważnie przyjąć opinię, że wspomnianą „innowację” edukacyjną, implementowaną coraz powszechniej do programów szkolnych, popiera w naszym kraju większość lub mniejszość obywateli. Ja tam swoje zdanie na ten temat mam, ale ze spokojem starałem się wysłuchać argumentacji, iż nie ma sensu przeciwstawiać się trendom nadchodzącym do nas z ośrodków dominujących nad naszą krainą, praktycznie pod każdym względem. A dodatkowo edukacyjne nowości zalecane są przez organizacje typu WHO, czyli takie instytucje, które z pewnością nie życzą nikomu źle. Gdyby jednak ktokolwiek na poważnie próbował rzucić wyzwanie progresywistom, to wkrótce okaże się, iż jego postawa dobrze wpisuje się w syzyfowy topos. Krótko mówiąc – lipa. Aha!

Zaznaczę, że zasygnalizowane wyżej przekonanie reprezentowała osoba naprawdę zacna i dobra. Czy wynikało to hołdowania przez nią  surowemu realizmowi? Wątpię. Wszak nigdy nie dostrzegałem w niej zabójczych instynktów, tak przecież (podobno) przydatnych we współczesnym świecie. Może fiołkowy idealizm? Też nie. A mimikra przeniesiona z pracy (szkoła!) na grunt spotkania towarzyskiego. Nie sądzę, a nawet zaprzeczam. Więc co?! Nie znalazłem satysfakcjonującej mnie odpowiedzi i wbrew własnej naturze nie podgrzewałem sporu. Uznałem bowiem, że szkoda zamieniać fajny wieczór na wyborcze studio telewizyjne.

Dziś poszperałem nieco w sieci i natrafiłem na wypowiedzi dość ogarniętego człowieka, którego kilkukrotnie już niegdyś wysłuchałem.  K. Karoń, bo o nim mowa, wzbudza sporo emocji i - z tego co wiem – grupa jego zwolenników (że użyję takiego zwrotu) jest równie liczna co zastępy zagorzałych przeciwników. Nie o tym jednak… Traf chciał, że prelegent wspominając o kolejnym przejawie „antykultury” wtrącił informację o pewnym filmie. Zaciekawiony postanowiłem zapoznać się z nim. Poszukałem, odnalazłem, włączyłem, obejrzałem… Pragnę z czystym sercem zapewnić, że znalazłem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Brzmi ona: niewiedza! Nikt przy zdrowych zmysłach, po zaznajomieniu się z produkcją pt. Syndrom Kinseya, nie może mienić się stronnikiem „edukacji seksualnej” w proponowanym Polakom wydaniu. Dlaczego? A to już trzeba zrozumieć samemu…




Wykop Skomentuj40
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo