57 obserwujących
409 notek
491k odsłon
1716 odsłon

O Bałtyku, Polakach i utraconym szansach

Wykop Skomentuj52

Morze to jest wielka rzecz.
T. Dołęga-Mostowicz

image

A.Smith w swoim opus magnum zatytułowanym „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” wielokrotnie wspominał o znaczeniu szlaków morskich i oceanicznych dla zamożności narodów. Nie był w tym względzie odkrywcą, gdyż praktyka wyprzedziła jego rozważania o setki i tysiące lat. Co ciekawe, dostęp do dróg wodnych i umiejętnie prowadzone uczestnictwo w wymianie handlowej, nie raz i nie dwa, umożliwiło nieznacznym społecznościom zdobycie takiej pozycji w hierarchii ludów świata, której nie udało by się im uzyskać w żaden inny sposób. Weźmy na przykład Fenicjan, Kartagińczyków czy Wenecjan. Stosunkowo niewielkie populacje, ale ich nazwy wypisano złotymi zgłoskami na kartach dziejów. Podobnie, choć w innej skali, narodziły się potęgi Portugalczyków, Hiszpanów, Holendrów, Francuzów i Anglików. Dziś, w znacznej mierze na skutek posiadania pod kontrolą większości szlaków morskich, powodzeniem cieszą się mieszkańcy USA. Rzecz jasna lądowa droga do mocarstwowości istnieje, lecz jak wykazała historia, jest ona znacznie trudniejsza i przynosi mniejsze korzyści.

Tak się składa, że mamy okres wakacyjny i wielu spośród nas oddaje się wypoczynkowi nad Bałtykiem. Szum fal, lekka bryza, ćwirlenie rybitw kręcących kółka nad głowami plażowiczów, drobiny piasku pod stopami. Woda – jak zwykle – chłodna i nie zachęcająca do dłuższych kąpieli. Jednak w sumie całkiem przyjemnie. Nasze morze! Przypuszczam, iż niewielu rodaków w kanikule zawraca sobie głowy pytaniem o Polskę i Bałtyk, o zmagania przodków pragnących uzyskać doń trwały dostęp i o skali utraconych korzyści.  Wreszcie pytaniem o to: czy gdybyśmy posiadali prawie 800 km wybrzeża już wieki temu, to czy losy naszego kraju I naszego narodu mogłyby potoczyć się inaczej?


Już pierwsi przywódcy powstałego w Wielkopolsce i na Kujawach państwa polskiego łakomie spoglądali na północ. Jeszcze poza ich władzą pozostawały ziemi śląskie i małopolskie, a już aktywnie krzątali się nad dolną Wisłą i Odrą. Oczywiście zabiegi te nie wynikały z zamiłowania Mieszka I czy jego syna do sportów wodnych, ale chodziło w tych zmaganiach o sprawy nieporównanie poważniejsze. W sytuacji gdy lądowe drogi do wielkiego świata kontrolowali rywale i jawni wrogowie szansą na wejście do pierwszej ligi politycznej i gospodarczej było usadowienie się w ujściach wielkich rzek, płynących ku Bałtykowi z głębi polskiego interioru. Sławne emporia w rodzaju Truso oraz Wolina a nieco później  Kołobrzegu, Gdańska, Szczecina  i Kamienia stanowiły oazy niezwykłego bogactwa. Czymże tam nie handlowano i czegoż nie produkowano?! Składy kupieckie zapełniały masy skór i futer z Rusi, miecze i kolczugi z krainy Franków, jedwabie z Bizancjum, wyroby rzemieślnicze ze Skandynawii i Fryzji, bursztyn z Prus i ozdoby z Bułgarii Nadwołżańskiej, srebro z Anglii, miód i czerwiec od Wieletów, suszone śledzie z Rugii, płótno z Czech, iberyjskie wina, niewolnicy… Chyba każdemu przybyszowi znad Gopła i spod Gniezna od wrażeń naprawdę mogło zakręcić się w głowie.

Nie było (najpewniej) dziełem przypadku, że pierwsze znane z kronik zwycięstwo oręża polskiego dokonało się nad dolnym biegiem Odry. Wprawdzie istnieją różne przypuszczenia co do lokalizacji starcia pod Cedynią, ale wydaje się, iż Mieszko wraz z Czciborem zmierzyli się z rycerstwem niemieckim i ich sojusznikami (972 r.) właśnie z powodu zatargów o zwierzchnictwo nad ujściem drugiej co do wielkości polskiej rzeki. W ślady pierwszego historycznego władcy Polski poszli jego następcy. Bolesław Chrobry, Kazimierz Odnowiciel, Bolesław Szczodry, Władysław Herman i najbardziej znany z swej nadmorskiej aktywności, czyli  Bolesław Krzywousty.  Każdy z wymienionych starał się przyłączyć, narzucić zwierzchnictwo lub choćby tylko nieformalnie uzależnić mieszkańców Pomorza i uszczknąć co nieco z przepysznego tortu. Ci ostatni jednak przez niemal dwa wieki zazdrośnie strzegli bogactw i wolności. Nawet za cenę zdrowia i życia. Prawdę powiedziawszy to nasze panowanie nad Pomorzem nigdy nie było trwałe. Pomijając zaciekłe wojny toczone z Pomorzanami żyjącymi w zachodnich regionach pobrzeża, to przecież nawet nie możemy być pewni kiedy zwierzchność panów gnieźnieńskich uznali mieszkańcy Pomorza Wschodniego. Wszak najstarszy gród gdański o profilu znanym z ziem polskich nie powstał – jak do niedawna twierdzono - już za panowania Mieszka I, ale dopiero w drugiej połowie XI w.

 Skąd brała się ta zapiekłość i upór? Przyczyn było zapewne sporo, lecz wydaje się, że do głównych powodów winniśmy zaliczyć przede wszystkim różnice kulturowe, gospodarcze i religijne. Bo chociaż Polacy i Pomorzanie byli sąsiadami i mówili niemal tożsamym językiem, to różniło ich wiele. Wystarczy wspomnieć świetne ośrodki nadmorskie, które postronni dziejopisowie (z pewną przesadą) nazywali największymi miastami północnej Europy, a których zamożność pozwalała na zatrudnianie najemników z powodzeniem broniących swych chlebodawców przed wcale nie najgorszymi zabijakami z Gniezna, Poznania, Włocławka i Giecza. Jakże smutno wyglądała większość Polańskich grodów zamieszkałych, wraz z podgrodziami, przez kilkuset, góra 3 tys. mieszkańców w porównaniu z takim Wolinem, w którym żyło i pracowało nawet 8-10 tysięcy ludzi. Mimo tego jeszcze synowie Krzywoustego utrzymywali pozory w zakresie sprawowania kontroli nad Pomorzem, ale jak to zwykle bywa gdy sił nie starcza, niebawem pojawili się łaknący krwi wilcy.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura