73 obserwujących
499 notek
648k odsłon
  1131   0

Waszyngtońska monopartia, oficer CIA i rotmistrz Hołub, czyli: otwórz oczy Ameryko!

Choroba jest na ogół początkiem tego równania, którego wynikiem jest śmierć.

S. Johnson

image

Ameryka jest chora. To fakt. Pozostaje jedynie ustalić: na co? Czy przechodzi ciężką grypę, czy też dopadła ją dolegliwość poważniejsza? Bezdyskusyjnej odpowiedzi na dziś nie da się przyjąć. Zbyt mało danych. Nie oznacza to wszakże, iżby maksymalne przybliżenie się do prawdy było zupełnie niemożliwym. Warunkiem sine qua non jest jednak zasięgnięcie języka u ludzi, przed którymi organizm pacjenta nie ma tajemnic. Sądzę, że udało mi się trafić na taką osobę. Jest nią Michael Scheuer. Naukowiec, wieloletni pracownik CIA, pisarz i gorący amerykański patriota. To co powiedział w kontekście ostatnich wydarzeń za Oceanem wbija w fotel i dowodzi, że spośród diagnoz postawionych USA, olbrzymia większość nadaje się li tylko na makulaturę. Zanim o tym opowiem pozwolę sobie na krótką acz stosowną dygresję.

Z wielu stron podnoszone są zastrzeżenia (także na S24), iż twierdzenia o poważnym kryzysie Stanów Zjednoczonych to niczym nie uzasadnione bajędy. To przecież państwo, które przeżywało różne perturbacje i potykało się o wiele przeszkód, ale zawsze wychodziło zwycięsko ze zmagań z losem. Ma olbrzymie zasoby, potężną gospodarkę, rozbudowaną siatkę wpływów, dzielnych obywateli i wbudowane w ustrój liczne mechanizmy zabezpieczające przed deregulacją systemu. Dodatkowo, każdemu niedowiarkowi gotowe jest podesłać ze dwa lotniskowce, na których zgromadzone zostały takie ilości „twardych argumentów”, że równej mocy nie posiada całe Wojsko Polskie. To wszystko prawda. Ale…

Jeśli jako Polacy zerkniemy w przeszłość, np. cztery wieki wstecz, to cóż ukaże się naszym oczom? Wielka, bogata i dość sprawnie funkcjonująca Rzeczpospolita. Do tego tak silna i zasobna w ludzi rycerskich, że regularnie dająca na polach bitew łomot pierwszorzędnym potęgom. Jej przewagę uznawać musiał niemal wszechpotężny Dom Habsburgów, królowie Szwecji, władcy Istambułu i carowie moskiewscy, a gospodarze Berlina drżeli na samą myśl, że któryś z naszych królów zechce przywołać ich do porządku. Zdawało się zatem, że wszystko co dobre jeszcze przed nami. Niestety, licho nie śpi. Przeciwnicy Rzeczypospolitej zdali sobie sprawę z tego, iż receptą na skuteczną walkę z Obojga Narodami jest zasianie fermentu wewnętrznego. Jak pomyśleli, tak uczynili. Z początku były to próby nieśmiałe i mało skuteczne, gdyż poziom świadomości obywatelskiej i szacunku dla zasad moralnych wśród narodu politycznego był wciąż wysoki. Wystarczy wspomnieć, że gdy w przeddzień bitwy pod Byczyną (styczeń 1588 r.) arcyksiążę Maksymilian III Habsburg namawiał dowódcę jednego z oddziałów wojsk koronnych, Hawryłę Hołuba (Rusina!), do przejścia na jego stronę, ten ostatni bez strachu odrzekł: „Więcej zdradziec w Polsce już nie ma, wszyscy u ciebie.” Lata mijały i postawa szlachetnego kozaka znajdywała coraz to mniej naśladowców. Za pomocą przekupstwa, intryg, wykorzystywania niesnasek, szantaży oraz wielu innych metod, znanych tylko pomocnikom Złego, rozkruszono fundamenty gmachu Rzeczypospolitej. W ten sposób obezwładniono jej obywatelski potencjał i uczyniono przedmiotem w grze obcych interesów. Aż wreszcie nadszedł koniec.

Gwoli uzupełnienia dodam, że daleki jestem od naiwnej wiary w przyrodzoną dobroć każdego człowieka. Zdaję sobie bowiem sprawę, że prócz idei i wartości o ładunku pozytywnym równie silnym motorem postępków ludzkich są takie namiętności jak zazdrość, żądzą władzy czy posiadania. Rzecz w tym, że dopóty na polu rywalizacji pomiędzy dobrem i złem utrzymywała się jako taka równowaga, dopóki kraj naszych przodków był kolosem. I to wcale nie na glinianych nogach. Jak sądzę, z podobnym scenariuszem mamy do czynienia za Oceanem… Skąd taki wniosek?

Przywołany wyżej M. Scheuer w CIA nie zajmował się kwestiami trzeciorzędnymi. Był jednym z najważniejszych członków zespołu monitorującego sytuację na Bliskim Wschodzie, w Azji Centralnej i Afryce Północnej. Odpowiadał również za nadzór nad poczynaniami Osamy ibn Ladena i był jednym z tych, którzy wnioskowali już przed 11.09.2001 o… eliminację tegoż terrorysty. Monity u władz zwierzchnich nie znalazły uznania, a sam Scheuer, na znak protestu wobec niektórych niekorzystnych dla USA działań podejmowanych przez czynniki decyzyjne, odszedł z Agencji. Początkowo zajmował się analityką i działalnością dydaktyczną. Napisał też książkę, w której mocno skrytykował relacje łączące jego kraj z Izraelem i Arabią Saudyjską. Kosztowało go to wiele, bo musiał zakończyć współpracę z Centrum Studiów nad Pokojem i Bezpieczeństwem Uniwersytetu Georgetown oraz został zwolniony ze stanowiska starszego członka Fundacji Jamestown. Dziś jest uznawany za wroga opcji demo-liberalnej i przedstawiany w mediach amerykańskich obskurant i propagator teorii spiskowych. Tyle o Scheuer-ze, a teraz o tym co ostatnio powiedział…

Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka