73 obserwujących
517 notek
691k odsłon
  449   4

Imaginacje prof. Hartmana, czyli ośla ławka i Aleksander Macedoński

Jeszcze jeden profesorek, ojczyzna trafi do Tworek.
M. Rybiński
image

Zacznę od tego, że podzielam opinię, iż Aleksander Macedoński to był gość. Oczywiście z mojej perspektywy. Gdybym bowiem stanął kiedykolwiek przeciw niemu, to z pewnością byłbym nieco bardziej krytyczny. Nie zmienia to jednak postaci rzecz, że mnóstwo ludzi pragnie podążać śladami wielkiego Macedończyka i zapisać się złotymi zgłoskami w dziejach ludzkości. Tego rodzaju aspirantów spod każdej szerokości geograficznej mógłbym wymienić na pęczki, ograniczę się jednak do jednego przypadku. Bardzo mi bliskiego, bo naszego nadwiślańskiego.

Profesor Jan Hartman wywodzi się z szacownej rodziny. Ma wśród swych antenatów ludzi nauki, kultury, biznesu i polityki. Jest m.in. praprawnukiem rabina Izaaka Kramsztyka, który należał do głównych reprezentantów nurtu asymilacyjnego na obszarze XIX wiecznego Królestwa Polskiego. Za bezkompromisową i propolską patriotyczną postawę zapłacił dość słono. Był bowiem prześladowany przez władze rosyjskie i kilka lat spędził na zesłaniu. Szacunek! Jako swych dziedziców pozostawił lekarzy, adwokatów, fizyków i matematyków. Jednym z nich był ojciec naszego bohatera. Okupację przeżył w Polsce, a po wojnie zajął się nauką. Jego syn, czyli Jan, wziął z niego przykład i po „emigracji” z Wrocławia do Warszawy zajął się filozofią. Wykaz prac prof. Hartmana jest dość obfity i – być może – wniósł on sporo nowości do praktykowanej dziedziny wiedzy. Nie mnie oceniać, gdyż nie jest to moja ulubiona dziedzina wiedzy, a po wtóre już prof. Wolniewicz stwierdził, że tytuł filozofa tak naprawdę winien przynależeć tylko Arystotelesowi. Po nim to już wyłącznie  rzemiosło. Mniejsza z tym…

Tak czy owak prof. Jan Hartman najpewniej pozazdrościł przodkom i postanowił zabłysnąć tak jak oni. Problem w tym, że o ile brani przez niego za wzór potrafili (zwykle!) być oryginalni i przysłużyć się nauce czy społeczeństwu, o tyle wspomniany pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego począł szukać sławy babrając się w szambie. Stwierdził na przykład, że „jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku”. Inspirowany niezdrowym zainteresowaniem kwestiami erotycznymi zdobył się także na taki passus: „Jan Paweł II, był szefem organizacji, która dawała swoim funkcjonariuszom w Polsce bezwzględną gwarancję, że w razie zgwałcenia dziecka nie zostaną wydani polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.” Dorzucił również, że miliony Polaków są - jego zdaniem - kwintesencją chamstwa i przyjdzie czas kiedy z tymi milionami będzie można się rozliczyć. To znaczy, rozliczy się prof. Hartman. Jak? Nie mam pojęcia, ale zadęcie i pasja zawarte w jego tekstach pozwalają przyjąć, iż będzie to naprawdę solidny rewanż. Czy taki jaki zastosowali funkcjonariusze UB oraz Informacji Wojskowej w latach stalinizmu wobec polskich Niezłomnych? Nie da się tego wykluczyć. Wreszcie, kilka dni temu, prof. Hartman zabawił się w egzegetę rzucającym koło ratunkowe wyjątkowo odrażającej postaci zwanej Mashą Gessen. Ta osobopostać raczyła zasugerować, że Polacy są odpowiedzialni za śmierć trzech milionów Żydów. Gdy podniosły się głosy sprzeciwu, to w chórze obrońców kłamczuchy zabrzmiał głos naszego kandydata na podbójcę Polski i świata. W artykule zamieszczonym na własnym blogu i zatytułowanym „New Yorker” napisał prawdę! ABC polsko-żydowskie” nasz profesor wił się niby przysłowiowy piskorz i wyskrobywał z banana takie oświadczenia, że nawet ledwo kumaty człowiek musiał zorientować się, iż ma do czynienia z najwyższą formą pajacingu. Bajdurzył ponadto w kwestiach historycznych tak straszliwie, że np. oddział braci Bielskich, zabawiających się często w złodziei i morderców, postawił na piedestale jako wzór oporu przeciw hitlerowcom. Co ciekawe i jednocześnie smutne, znalazł podczas prezentacji tych bredni niewielki zastęp internetowych klakierów. Cóż, ludzie to niezwykle skomplikowana forma bytu…

W związku z aktywnością prof. Hartmana rodzi się fundamentalne pytanie: czy on już tak ma, czy też obrazoburcze formy i treści są przez niego produkowane z innych powodów? Uważam, że bardziej prawdopodobnego rozwiązania zagadki należy upatrywać w tym drugim wariancie. Wskazuje na to droga – nazwijmy ją roboczo – polityczna naszego bohatera. Pan profesor nie skąpi swego pióra. Popełnia teksty w „GW”, „Tygodniku Powszechnym”, „Newsweeku”, „Przeglądzie Politycznym”, „Liberté!”, „Przekroju” itd. W ten sposób stara się budować swą rozpoznawalność. Prawdę powiedziawszy udaje mu się to bardzo słabo, o czym mogą świadczyć efekty uzyskiwane na niwie działalności stricte politycznej. Cytuję: „Był członkiem Unii Wolności, a także członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego jako kandydata na urząd prezydenta RP w 2010 w przedterminowych wyborach. W wyborach parlamentarnych w 2011 był bezpartyjnym kandydatem do Sejmu z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej (nie uzyskał mandatu). W 2012 przystąpił do think tanku Ruchu Palikota „Plan zmiany”, w tym samym roku został również wiceprzewodniczącym rady polityczno-programowej SLD. W 2013 został koordynatorem Europy Plus w województwie małopolskim. W tym samym roku wstąpił do partii Twój Ruch (był inicjatorem jej powołania), w której objął stanowisko przewodniczącego krajowej rady politycznej. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 bezskutecznie ubiegał się o mandat w okręgu małopolsko-świętokrzyskim, startując z pierwszego miejsca na liście komitetu wyborczego Europa Plus Twój Ruch i uzyskując 14 280 głosów.” „W maju 2015 zapowiedział tworzenie inicjatywy politycznej pod nazwą Wolność i Równość, a w sierpniu tegoż roku został przewodniczącym rady politycznej partii o takiej nazwie (wcześniej działającej jako Unia Lewicy). Później zaangażował się także w działalność Komitetu Obrony Demokracji. W wyborach samorządowych w 2018 kandydował bez powodzenia na radnego Warszawy z listy komitetu wyborczego SLD Lewica Razem, otrzymując 2,93% głosów w okręgu (1941 głosów).” Taki z niego zwierz polityczny!

Przypuszczam, że dusza (o ile ją posiada) prof. Hartmana targana jest wielkimi namiętnościami. Być może chciałby, aby jego nazwisko znalazło się w każdym podręczniku historii. Zostać wielkim, znanym sławionym, podziwianym… Brylować w parlamencie, na salonach, w mediach, w Brukseli, Paryżu, Moskwie, Nowym Jorku… Na szczęście lud nadwiślański wciąż nie dostrzega geniuszu „wybitnego etyka” i nie zdobywa się na powierzanie mu publicznych funkcji. Śmiem nawet twierdzić, że znaczna część polskiego społeczeństwa widziałaby chętnie prof. Hartmana w tzw. oślej ławce, która do niedawna służyła w niemal wszystkich szkołach podstawowych jako miejsce „odosobnienia” klasowych łobuzów. To byłoby moim zdaniem rozwiązanie akuratne. Tę oczywistość winien pojąć również, inteligentny wszakże, prof. Hartman. Bo przecież na zostanie współczesnym Aleksandrem Wielkim nie ma - dzięki Bogu! - najmniejszych szans. Nie pomoże mu grzebanie się w moralnych fekaliach, ściąganie majtek na krakowskim Starym Rynku oraz praktykowana publicznie intelektualna masturbacja. A jeśli jednak wciąż będzie wątpił, to niech weźmie do serca słowa własnego prapradziadka, który ostrzegał współobywateli przed kolejnymi wcieleniami Macedończyka…

„Lew ryczący i niedźwiedź łaknący —
Złoczyńca panujący nad ludem biednym.
Panujący gdy zważa na słowa kłamliwe,
To wszyscy jego słudzy — złoczyńcy.
Źródło mętne i studnia zepsuta, —
Sprawiedliwy, płaszczący się przed złoczyńcą.
Gdy się mnożą sprawiedliwi, raduje się lud,
A gdy panuje złoczyńca — jęczy lud.”


Przysłowia Salomona w tłumaczeniu I. Kramsztyka

Link:
https://hartman.blog.polityka.pl/

------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka