73 obserwujących
521 notek
700k odsłon
  1556   8

Krótka wzmianka o „pokoleniu przełomu”. Moim pokoleniu

Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.

A.    Sapkowski

image

Czegoż to ludzie nie wymyślą?! Właśnie dowiedziałem się, że przynależę do pokolenia „Nic na serio”. Tak twierdzą niektórzy polscy badacze zajmujący się naszym społeczeństwem. Być może zasugerowali się zbyt mocno opiniami socjologów zachodnich, którzy ludzi urodzonych w latach 1966-1975 nazwali „Pokoleniem X” (Generation X) i z głębokim przekonaniem twierdzą, że wyznacznikiem przynależności doń była i jest abnegacja, nonszalancki styl oraz sposób życia, bezbarwność. No popatrz pan…

Być może tak smutna, a zarazem zaskakująca diagnoza  przystaje do warunków świata zachodniego, ale jeśli chodzi o grunt nadwiślański, to wspomniany opis oceniam jako strzał Panu Bogu w okno. Bo jakże inaczej? Rzecz jasna nie dysponuję aparatem badawczym, którego używają pracownicy szacownych polskich uczelni, lecz przecież nie urodziłem się wczoraj. Dlatego konfrontując własne doświadczenie z treściami wygenerowanymi przez przywołaną frakcję polskiej szkoły socjologicznej muszę rację przyznać… sobie. Wiem, brzmi to tromtadracko i zarozumiale, ale…

„Nic na serio”? Poważnie? Przecież wielu, jeśli nie większość, moich rówieśników u progu dorosłości traktowało mnóstwo spraw niemal ze śmiertelną powagą. Poczynając od przynależności do subkultur, poprzez przywiązanie do określonego stylu muzycznego, aktywność społeczną i kibicowanie danej drużynie, aż na „spiskowaniu” przeciw komunie kończąc. Ktoś kto ówcześnie, czyli w latach 80. nie interesował się niczym, był zaprawdę rzadkim okazem dojrzewającego homo sapiens. Młodzież wówczas kipiała energią. Oczywiście drogi jej ujścia były mocno ograniczone i kontrolowane, ale był to bardzo pozytywny potencjał, który jednak władze postrzegały jako zagrożenie. Wiedziały bowiem, iż dalsze trwanie w skostnieniu najprawdopodobniej doprowadzi do wybuchu. I to niekoniecznie stricte politycznego, lecz motywowanego przede wszystkim ekonomią.  Dziś już wiemy, ze tzw. transformacja była z pewnością „maskirowką” i ucieczką do przodu. W znacznej mierze przed niebezpieczeństwem wynikającym z pragnień i oczekiwań młodego pokolenia. Zdecydowano uniknąć niebezpieczeństwa.

Pamiętam entuzjazm panujący wśród moich koleżanek i kolegów. Pierwsze próby zarabiania poważnych pieniędzy, odrodzenie wiary, iż porządne wykształcenie otwiera drzwi do sukcesu, ogromny wzrost aktywność społecznej, tworzenie śmiałych planów rozwoju, radość z otwarcia granic… Ten stan trwał jednak bardzo krótko. Bo przecież tak naprawdę zmieniło się niewiele. Pozostały układy, algorytmy nepotyzmu, megatony administracyjnych ograniczeń, legiony „dziadków leśnych”, terror dyżurnych autorytetów, kręte ścieżki na drodze samorealizacji. Ba!, nawet materialny anturaż wciąż okazywał drwinę postkomuszym szczerbatym uśmiechem. Krótko mówiąc: to była nadal  opanowana przez zbirów, rozlatująca się i przeżarta smrodem speluna z… nowym szyldem.

Tym wchodzącym w dorosłe życie, którzy nie mogli liczyć na koneksje lub łut szczęścia, „wielcy reformatorzy” zaoferowali grubo ponad 30% (sic!) bezrobocie z kuroniówką w pakiecie. Albo pracę na pół etatu. Albo schłodzenie gospodarki i zaduszenie nowo powstałych przedsiębiorstw. Albo karierę w instytucjach państwowych czy na uczelniach z perspektywą uzyskania angażu na młodszego specjalistę ds. nieważnych po dekadzie lub obrony doktoratu w wieku niemal lat czterdziestu. Albo… Tak to wyglądało. Marzenia i nadzieje mnóstwa przedstawicieli „pokolenia przełomu” poszły do piachu.

Trzeba dodać, że emigrowanie poza granice Rzeczypospolitej, choć wpisane od wieków w genotyp Polaków, nie przybrało masowej skali dopiero po wejściu naszego kraju do UE. O nie! Już w latach 1990-1999 wyjechało z polskich miast i wsi prawie 220 tysięcy obywateli. W przeważającej mierze młodych. I to nie czasowo (jak to jest modne dziś), ale na stałe. Nie szukali oni bowiem tak jak obecnie li tylko lepszych zarobków, lecz po prostu pracy. Sam mógłbym w tym kontekście sparafrazować słowa J. Kaczmarskiego i zanucić „co się stało z Moją klasą?”.

Tak sobie myślę, że Klio niełaskawie obchodzi się z naszym narodem. Co rusz w polskiej sztafecie pokoleń dochodzi do mniejszej lub większej katastrofy. Są chęci i potencjał, lecz brak ciągłości, spokoju, czasu, warunków, mądrości… W efekcie mamy taką sytuację, że o ile dziś nawą państwową wciąż steruje pokolenie naszych rodziców lub starszego rodzeństwa, o tyle za lat kilka czynić to będzie najprawdopodobniej pokolenie „Milenialsów”, tj. naszych potomków. „Pokolenie przełomu”, tak jak „Pokolenie Kolumbów”, nie otrzymało i nie otrzyma szansy na  zrealizowanie swoich planów i zamierzeń. Ci drudzy zostali zdziesiątkowani i upokorzeni.  My zostaliśmy z premedytacją oszukani. 

-------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


Lubię to! Skomentuj150 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo