74 obserwujących
524 notki
709k odsłon
  1267   1

Polacy, Żydzi i zacięty spór o poziom cierpienia

Zarozumialcy słyszą tylko to, co chcą usłyszeć.
A. de Saint-Exupéry
image

Kilka lat temu Symcha Rotem (urodzony w Warszawie jako Szymon Rathajzer, żołnierz Powstania w Getcie i Powstania Warszawskiego) napisał list do prezydenta A. Dudy. Zawarł w nim m.in. takie słowa: „Poczułem się sfrustrowany, rozczarowany, a nawet zdumiony uporczywą nieznajomością najistotniejszej różnicy między cierpieniem narodu polskiego w wyniku nazistowskiej okupacji, a systematycznym unicestwieniem moich braci i sióstr, polskich Żydów, przez niemiecką, nazistowską machinę zagłady …”. Dodał również:  „Żydzi w Polsce byli ofiarą strasznej i systematycznej zbrodni dokonanej przez hitlerowskie Niemcy, a naród polski znajdował się pod okrutną okupacją, natomiast nie doświadczał systematycznej zagłady. Nie ma żadnej podstawy do porównywania tych pojęć…”

Autora przesłania (niedawno zmarłego)  szanuję za postawę w trakcie II Wojny Światowej i doceniam jego odwagę. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad tezami zawartymi we wspomnianym piśmie. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich dni wiele osób związanych z ośrodkami narracji nieprzyjaznej wobec Polaków zaczęło powoływać się na słowa Rotema (m.in. autorzy portalu Jewish.pl) i wykorzystywać je jako dowód (!) na niewspółmierność tragedii będących w trakcie ostatniej wojny udziałem narodu polskiego i żydowskiego. Cóż… To już niemal standard, że w debacie międzynarodowej miast faktów dominują odczucia i przekonania. Problem w tym, że są pewne żywo dyskutowane  zagadnienia, w których nie można dopuścić do zwycięstwa hagady nad prawdą. Z różnych względów. Czasem niezwykle ważnych i aktualnych.  Rzecz jasna ta notka zapewne nie zmieni poglądów rzesz oponentów, ale nie widzę przeciwwskazań, aby zgłosić zdanie odrębne względem opinii bojownika z getta.

Już od pierwszych dni września 1939 r. Niemcy, czyli jeden z dwóch współtwórców IV rozbioru Rzeczypospolitej, rozpoczęli eksterminację narodu polskiego. Zrównanie z ziemią i wymordowanie mieszkańców wsi Zimnawoda, Parzymiechy, Torzeniec i Wyszanów. Wymordowanie jeńców w Zakroczymiu, Ciepielowie, Zambrowie…  Krwawe zemsty na ludności polskiej w Bydgoszczy, Solcu Kujawskim, Złoczewie… A chwile potem Intelligenzaktion w Poznańskiem, na Śląsku, na Mazowszu, w Łodzi czy na Pomorzu. W Sonderaktion Lublin eksterminacji poddanych zostaje 2 tys. osób (w tym wielu duchownych), w Sonderaktion Krakau aresztowanych zostaje 183 pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczej, którzy zostają wywiezieni do obozów koncentracyjnych. W Akcji AB, przeprowadzonej w połowie 1940 r., w wyniku masowych mordów ginie ponad 3,5 tys. osób spośród czołowych przedstawicieli polskiej inteligencji z Generalnego Gubernatorstwa. A takie miejsca jak Palmiry, Zamek Lubelski, więzienie Montelupich w Krakowie, Jasło, Bliżyn koło Kielc czy Firlej na zawsze pozostaną symbolami niemieckiego barbarzyństwa. Ale to jednak nie wszystko.

image

Mieszkańcy Zamojszczyzny w drodze do niemieckich obozów

W listopadzie 1942 r. Niemcy rozpoczęli operację pod kryptonimem „Aktion Zamosc”. W jej trakcie wysiedlono z Zamojszczyzny ponad 100 tys. ludzi. Gównie mieszkańców wsi. Spacyfikowano ich prawie dwieście, a tam gdzie ludność miejscowa stawiała opór mordowano bez litości. Część Polaków z terenów objętych wysiedleniami wysłano na roboty przymusowe, inną grupę skierowano do obozu koncentracyjnego na Majdanku, tysiące pozostawiono bez dachu nad głową. Tych, którzy w obliczu zaboru ojcowizny sięgnęli po broń ścigano bezlitośnie po lasach i mokradłach w ramach militarnego przedsięwzięcia nazwanego „Aktion Werwolf”. Te wydarzenia są w jakimś stopniu znane polskiej opinii publicznej, lecz mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, iż była to jedynie praktyczna przymiarka do olbrzymiego przedsięwzięcia mającego na celu stworzenie dla rasy niemieckich panów przestrzeni życiowej na wschodzie (Lebensraum).

Już przed wybuchem światowego konfliktu w głowach nazistów począł kiełkować zbrodniczy plan  stworzenia „Nowej Germanii”. Miała ona sięgać granicami od Bugu niemal po Don i od Krymu po Petersburg. Na jej obszarze żyć mieli – jako władcy – przedstawiciele narodów aryjskich (w większości Niemcy), a kilka milionów podległych im pod każdym względem  Słowian, miało pełnić funkcję bydła roboczego. W tym celu należało pozbyć się ponad 40 milionów ludności miejscowej. Głównie polskiej.

Badacze zagadnienia ustalili, że pojawiło się kilka wariantów Generalnego Planu Wschodniego (GPO). Tworzyli je przedstawiciele Komisarza Rzeszy ds. Umacniania Niemczyzny oraz Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy. Szczególnie gorliwym pomysłodawcą okazał się Hans Ehlich, intelektualista, medyk, bliski współpracownik A. Eichmanna i zagorzały zwolennik A. Hitlera. Człowiek ten wykoncypował, iż rozprawienie się z „elementem nieprzydatnym rasowo” winno przebiegać w dwóch etapach. Pierwszy miał zostać zrealizowany w czasie wojny i polegać na wyłowieniu materiału ludzkiego zdatnego do germanizacji, wygnania na wschód pozostałych oraz eksterminacji elementów niepewnych politycznie i kulturowo. Zgodnie zresztą z oceną zaprezentowaną „wierchuszce” nazistowskiej przez dr. Erharda Wetzela, przestrzegającego, że Polacy są „najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obcoplemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje”. W etapie drugim, tj. w ciągu 15-20 laty po zakończeniu konfliktu, narody Europy Wschodniej (a właściwie ich znaczna część) miały zostać poddane systemowej „obróbce”. Twórcy GPO zakładali w oparciu o swoje naukowe osiągnięcia w zakresie nauki o rasach, że takich Estończyków, Czechów, większość Łotyszy i Ukraińców oraz jakąś część Białorusinów. podda się germanizacji lub wysiedli na obszary pokonanej Rosji. Natomiast spośród populacji polskiej, liczącej w przededniu wojny ok. 24 miliony osób, jedynie 4 miliony pozostawi się na miejscu w roli niewolników, a pozostałych (80-85%) eksterminuje lub ekspediuje na zachodnią Syberię. Wyjątkowa rola przewidziana dla Polaków nie wynikała wszak li tylko z bredni rasowych, ale stanowiła efekt obaw Niemców wobec „polskiej buntowniczości”.  Takie to zbrodnicze fantazje rozkwitały w umysłach „kulturalnych Niemców”.

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura