79 obserwujących
543 notki
735k odsłon
  2163   5

„Ja w tym czasie uciekłem…”, czyli gwałt na Klio w Jedwabnem

Królestwo kłamstwa nie jest tam, gdzie się kłamie, lecz tam gdzie się kłamstwo akceptuje.
Karel Čapek

image

W kilku ostatnich dniach na s24 zaktywizowała się spora grupa blogerów kolaborujących z  J.T. Grossem w zakresie hagady dotyczącej  wydarzeń jedwabińskich z lipca 1941 r. Przypuszczam, iż nie jest to przypadkowe zjawisko, gdyż wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że czynności tego rodzaju stanowią swoistą przygrywkę do kolejnego aktu przedstawienia z cyklu „Pedagogika wstydu”.  Kogo mam na myśli? Mądrej głowie dość dwie słowie! Poprzestanę zatem na stwierdzeniu stanu faktycznego i przejdę do samego gęstego…

Jak to zwykle bywa, spory rozdzierające społeczeństwa są w znacznej mierze oparte o mity. Każda ze stron waśni broni niczym niepodległości swych przekonań i opinii, które dość często nie mają żadnego uzasadnienia w tzw. realu. Cóż począć?! Tak było, jest i będzie. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy, iż od czasu do czasu niewolnicze przywiązanie do historycznych imaginacji jawi się jako niezwykle szkodliwe nie tylko w sferze ideologicznej, ale również, czy też przede wszystkim, ma bezpośrednie przełożenie na codzienność. Komfort psychiczny, poziom samooceny, byt materialny… Do tej grupy niewątpliwie przynależy zagadnienie jedwabińskie. Dziś jest ono jednym z najżywiej komentowanych historycznych kontrowersji. A to, że tak się stało, jest „zasługą” J.T. Grossa, autora – co by nie mówić – bestsellera pt. „Sąsiedzi”. Podobno – bo brak tu pewnych danych - pozycji tej sprzedano na świecie… kilka  milionów. Dzięki temu zaoceaniczny profesor socjologii stał się człowiekiem zamożnym. Przyznam, że jako miłośnika historii, dziwi mnie to niezmiernie. Oczywiście poruszona przez niego tematyka jest swoistego rodzaju samograjem i najczęściej pisanie o niej gwarantuje zwrot kosztów i coś ponadto, ale zaskoczyło mnie niewymownie potraktowanie „Sąsiadów” jako literatury faktu i otrąbienie tego wydawnictwa „najlepszą książką historyczną ery III RP”. Doprawdy?

Krytycy narracji Grossa i jego popleczników dwoją się i troją po to aby sfalsyfikować wnioski zamieszczone w jego książce. To – moim zdaniem - zabiegi godne pochwały. Niestety najczęściej argumentacja prezentowana przez oponentów jednego z głównych  przedstawicieli tzw. Nowej Polskiej Szkoły Historii Holokaustu skoncentrowana jest na dowodzeniu, że J.T. Gross nie lubi Polaków i zaprzedał się wstrętnemu „Mordorowi”. To być może jest prawdą. Nie rozumiem jednak dlaczego nie sięga się głębiej i nie podejmuje się przystępnych prób ukazania, że król jest goły na niwie publicystyki. Co prawda wielu uczonych ze stopniami naukowymi przed nazwiskiem zmieliło Grossa na miazgę, lecz te heroiczne wyczyny dotarły i znalazły uznanie w bardzo wąskich środowiskach. Przekaz ludowy leży i kwiczy. Sam przekonałem się o tym organoleptycznie, gdy kilkanaście dni temu w rozmowie z całkiem bystrymi ludźmi usłyszałem, że najlepszym przykładem dowodzącym tego, iż Polacy to dzika tłuszcza, są właśnie „Sąsiedzi”. Ech...

Sądzę,  a nawet jest przekonany, że najskuteczniejszym sposobem dotarcia do rodaków z informacją o prawdziwej wartości, albo dokładniej, braku tejże „Sąsiadów” jest ukazanie: na jakim fundamencie J.T. Gross zbudował hagadę o Jedwabnem? To, wbrew pozorom, nie jest zadaniem trudnym. Zatem…

Według autora omawianej książki z lektury przejrzanych przezeń źródeł  wypływają następujące wnioski:
- Niemcy nie uczestniczyli w mordzie na jedwabińskich Żydach (może nawet ich wtedy nie było w tym miasteczku),
- inicjatywa zbrodni wyszła z polskiego środowiska,
- mord na Żydach był prostą konsekwencją antysemityzmu podgrzewanego przez Kościół katolicki i stronnictwa prawicowe,
- Polacy dokonali zbrodni m.in. z tej przyczyny, iż mieli zamiar wzbogacić się na majątku pomordowanych współobywateli oraz zemścić się za „wyimaginowaną” współpracę niektórych żydowskich obywateli II RP z Sowietami,
- nienawiść, donosicielstwo, ksenofobia, strach wobec odmienności są immanentnymi cechami narodu polskiego,
-„tysiąc sześciuset jedwabieńskich  Żydów, których tu [ na jednym z pomników w Jedwabnem] pominięto (choć przecież byli „zamordowani na terenie gminy Jedwabne w latach 1939-1956”), zamordowali nie żadni hitlerowcy, ani enkawudziści, ani ubecy, tylko „społeczeństwo”” („Sąsiedzi”, s. 121).

Na jakiej podstawie J.T. Gross doszedł do takich wniosków? Odpowiedź jest prosta i jednocześnie brutalna: zgwałcił Klio. Mocne słowa? Tak, ale i prawdziwe. Aby nie być gołosłownym wystarczy zerknąć na dokumentację – podobno – wykorzystaną przez J.T. Grossa…

Podstawą dla wszczęcia procesu jedwabińskiego był list Całki Migdała z 1947 r., żyjącego ówcześnie od ponad dekady na innym kontynencie. Ktoś, coś, o kimś… Ale ok. Już po kilkunastu dniach (!) uprawnione organy rozpoczęły śledztwo i działania te uzasadniły wykładając na stół – prócz delacji Migdała – zeznaniami niejakiego Szmula Wasersztajna. Człowiek ten złożył swój opis wydarzeń w języku jidysz przed przedstawicielami Żydowskiej Komisji Historycznej z Białegostoku. Machina komunistycznej „sprawiedliwości” ruszyła z kopyta…

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura