85 obserwujących
565 notek
762k odsłony
  783   4

Czy Jezus z Nazaretu był Żydem?

image

W latach 60. II w. p.n.e. zdolny i dzielny dowódca żydowski Juda Machabeusz, mimo odnoszonych w trakcie powstania sukcesów militarnych zdawał sobie sprawę z tego, iż nie będzie w stanie utrzymać w ręku wszystkich ziem zamieszkiwanych przez współwyznawców. Dlatego podjął odważną decyzję i wysiedlił w okolice Jerozolimy Izraelitów żyjących dotąd w Galilei. Czy zmusił do tego niemal wszystkich? To pozostanie tajemnicą. W każdym razie kraina ta w oczach prawowiernych wyznawców mozaizmu stała się pogańską. Dopiero wywodzący się z rodu  Machabeuszy Jan Hirkan I (134-106 r. p.n.e.) wykorzystując słabość hellenistycznej Syrii oraz wsparcie Rzymu, wszedł w buty swych poprzedników i ogniem oraz mieczem pacyfikował ludy ościenne. Nie poprzestawał jednak na tym, bo przyłączał do swego władztwa kolejne krainy. O ile w zdobytej Idumei oraz Samarii czuł się w miarę pewnie, co przełożyło się na zasiedlanie tych ziem licznymi migrantami z Judei, o tyle do Galileli wysłał jedynie poszczególne jednostki. Urzędników, wojaków, kupców. Ponadto bez oglądania się na konsekwencje - uwaga! - zmuszał przemocą ludność nie-żydowską do przechodzenia na judaizm. M.in. w Galilei.


W owym czasie na Bliskim Wschodzie upowszechnił się etnonim „Żydzi” (dosłownie: czciciele Jahwe, z hebrajskiego Jehudim). Występował on już wcześniej, bo tak mieszkańców Jerozolimy i okolic zwali Persowie, ale właśnie dopiero wtedy nazwy „Hebrajczycy” i „Izraelici” zeszły na drugi plan. Dodać należy, iż ówczesny mozaizm, a przynajmniej niektóre jego odłamy, praktykowały z powodzeniem działalność misyjną. Prozelitów pozyskiwano spośród Egipcjan, Asyryjczyków, plemion arabskich i – szczególnie – Greków. Doszło do tego, że na przełomie er nawet w samej Jerozolimie funkcjonowało wiele synagog (domów modlitwy i nauki), w których obrzędy i dysputy odbywały się w języku Homera. A w Galilei?

Nie ulega wątpliwości, że około daty narodzenia Chrystusa region ten był multietniczny. Grecy, Asyryjczycy, Ormianie, Rzymianie, Aramejczycy (w tym języku najpewniej nauczał Chrystus), Egipcjanie, Żydzi i inni stanowili populację, w której wychował się Jezus z Nazaretu, z którą obcował, rozmawiał, wymieniał poglądy, nauczał… Kim jednak był? Z jakiej nacji się wywodził? Kogo uważał za rodaków?

To niezwykle trudne pytania. Z wielu powodów. Jednym z nich jest sposób podejścia do problemu. Jeśli bowiem przyjąć, że rozpatrujemy go z perspektywy wiary, to odpowiedź może być tylko jedna: Jezusowi z Nazaretu nie da się przypisać żadnej narodowości. Przecież był On zapowiadanym w proroctwach mesjaszem. Bytem, który już w chwili poczęcia miał w sobie dwie, niezmieszane natury. Boską i człowieczą. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami (wśród nas). Nie da się w takim przypadku, nawet przy pomocy najbardziej wyszukanej intelektualnie ekwilibrystyki słownej, przypisać Jezusa z Nazaretu do jakiejkolwiek nacji. Bóg to Bóg. Nie ma najmniejszego sensu, aby Pan Wszechrzeczy musiał podczas spisu powszechnego wybierać odpowiednia rubrykę o nazwie „język ojczysty”.

Powie ktoś: a Maria, matka Chrystusa? Przecież była człowiekiem z krwi i kości. To oczywiście jest prawdą, choć co do jej etnicznych korzeni istnieją spore wątpliwości. Nikt bowiem nie jest w stanie autorytatywnie i ze stuprocentową pewnością oświadczyć, że wywodziła się z rodu Dawida. Takie sugestie są znacznie późniejsze albo niepewne, tak zresztą jak sugerowane pokrewieństwo ze św. Anną, mającą powiązania z najszlachetniejszymi z rdzennych rodów Izraela. Wynika to choćby z historii Galilei, która była tak skomplikowana i pełna ekstraordynaryjnych zawirowań, że przypisywanie Maryi jakiejkolwiek narodowości jawi się jako arcyryzykowne i tak naprawdę pozbawione poważnej dawki prawdopodobieństwa. Gdyby jednak… Cóż! Rola Maryi była niezwykle ważna. Nie każda kobieta mogła być Theotokos. Rzecz w tym, że w oświetleniu religijnym jej wybraństwo nie wynikło z tej przyczyny, że miała ona – ewentualnie – pochodzenie żydowskie, ale Bóg zwrócił swą uwagę na nią dlatego, że jako osoba o odpowiednich przymiotach była najbardziej odpowiednią kandydatką do odegrania roli „naczynia”, w którym zagnieździło się Logos. Idźmy dalej…

Ze strony ojca, tego ziemskiego rzecz jasna, sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Karykaturalne i pełne złości zapisy talmudyczne wspominające o Jezusie jako o „Ben Panthera”, czyli synu rzymskiego żołnierza, są li tylko powtórzeniem anegdot Greka Celsusa z II w. n.e.. Spójrzmy na relacje poważne.  Na przykład św. Mateusz w swojej Ewangelii przywołuje rodowód Chrystusa od Abrahama aż do Józefa, syna Jakuba. Według ks. prof. W. Chrostowskiego w niemal wszystkich przypadkach na tej liście ewangelista używa formuły brzmiącej „x spłodził y” i tylko odnośnie św. Józefa twierdzi, iż ten był „ojcem Jezusa, zwanego Chrystusem”. Nie „spłodził Go” a „był Jego ojcem”! Ma to wielkie znaczenie, gdyż pokazuje, iż doskonale rozróżniano spłodzenie od bycia opiekunem, ojczymem. Wnioski płynące z takiej interpretacji są niezwykłe ważne. Okazuje się bowiem, że o ile Józef miał korzenie etnicznie żydowskie, o tyle Jezus jako przybrany syn, takich nie miał. Albo inaczej…  O tychże nikt expressis verbis nie wspomina. Zatem Syn Boży – z ludzkiego punktu widzenia – miał pochodzenie z rodu Dawida po mieczu, ale jedynie w sensie prawnym, w wyniku przysposobienia.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale