78 obserwujących
545 notek
737k odsłon
  837   6

„Dziki Zachód” i „Klub Krokodyla”, czyli kto chce zjeść Polskę?

Kiedy ma się wroga, mądrze jest znać jego zwyczaje.
James Clavell

image

Nie ulega wątpliwości, że europejski Zachód, rozumiany jako ośrodek powstawania idei i pomysłów, wyeksportował w świat mnóstwo rozwiązań podnoszących dobrostan człowieka. Tu sporu być nie może. Jednocześnie - o czym często się zapomina -  w tej samej części globu zakiełkowało, wyrosło, dojrzało i zatruło umysły ludzi sporo koncepcji zbrodniczych, kuriozalnych, antyhumanistycznych  i po prostu głupich. Wystarczy wspomnieć, iż to właśnie tam powstał „Młot na czarownice”, rewolucyjny terror, twierdzenie o wyższości jednych ras nad drugimi, „naukowy” komunizm, nazizm i programy eugeniczne. Z dzisiejszej perspektywy wymienione koncepty potępiane są w czambuł (i słusznie!), ale jeszcze całkiem niedawno wzbudzały one intelektualne orgazmy u milionów ludzi Zachodu. Tych zasiadających w akademickich, parlamentarnych i korporacyjnych fotelach, jak i wśród mas zwykłego ludu. Ile łez, ile biedy i ile krwi kosztowały te eksperymenty - Bóg jeden raczy wiedzieć. W każdym razie wydaje się, że z tych tragicznych wydarzeń przez elity Zachodu, a nawet znaczną część obywateli tej ekumeny, nie zostały wyciągnięte poprawne wnioski. A może nawet żadne! Dlaczego tak wolno sądzić?

Ostatnie wystąpienie Mateusza Morawieckiego w Europarlamencie oceniam jako godne pochwały. Abstrahując od tego, czy premier zaprezentował faktycznie to co myśli, czy nie było to jedynie zaplanowane widowisko, czy wreszcie za słowami pójdą pożądane czyny? Tego nie wiem. Nie zmienia to jednak postaci rzecz, że takiego stanowiska oczekiwała  znaczna część, a może nawet większość,  Polaków, ale także – można to śmiało przyjąć - olbrzymia rzesza Europejczyków. Premier Rzeczypospolitej zachował się niczym jedyny sprawiedliwy w hollywoodzkich westernach, broniący przyzwoitości, dobrych obyczajów i zasady pierwszeństwa prawa nad siłą. Brawo! Żeby być jednak uczciwym trzeba wspomnieć o pewnych kwestiach, które nie wybrzmiały (a powinny!) w trakcie przemowy.

M. Morawiecki powiedział m.in.:
„Polityka musi opierać się na zasadach. Naczelną zasadą, którą wyznajemy w Polsce i która stanowi podstawę Unii Europejskiej jest zasada demokracji.”


Dodał również, że:
„Unia jest wielkim osiągnięciem państw Europy. Jest mocnym sojuszem gospodarczym, politycznym i społecznym. Jest najsilniejszą, najbardziej rozwiniętą organizacją międzynarodową w historii. Ale Unia Europejska nie jest państwem. Państwami  jest 27 krajów członkowskich Unii! To Państwa pozostają europejskim suwerenem – są „panami traktatów” – i to państwa określają zakres kompetencji powierzonych, przyznanych Unii Europejskiej.”

Zgoda, zgoda, zgoda… Czy jednak polski premier posiadający dużą wiedzę, w tym historyczną, nie powinien wyrazić się jeszcze mocniej? Przecież wiadomo doskonale, że pod pojęciem tzw. wartości europejskich kryje się znów potencjalnie zbrodnicza idea. Wdrożenie jej w życie będzie musiało być kosztowne, ale odejście od tej fantasmagorii może kosztować Europę  jeszcze więcej bólu niż zdarzyło się to kiedykolwiek. Co bowiem proponują i do czego dążą skupione w Brukseli europejskie elity? Odpowiedź leży w zasięgu ręki i wystarczy chcieć po nią sięgnąć.

Nie jest tajemnicą, iż idolem grupy kierowniczej UE był i jest Altiero Spinelli. Eurokomunista i propagator federalizmu. Obecnie w niektórych środowiskach Zachodu postać ta ma status półboga, a funkcjonariusze Komisji Europejskiej w niemal religijnym uniesieniu piszą o nim tak:


„Chociaż nie wszystkie jego ambitne plany zostały urzeczywistnione, Altiero Spinelli z niepowstrzymaną energią realizował swój cel stworzenia ponadnarodowego rządu europejskiego, aby zapobiec nowym wojnom i połączyć państwa kontynentu w ramach zjednoczonej Europy. Jego idee stały się inspiracją dla wielu zmian w Unii Europejskiej, w szczególności znaczącego zwiększenia
uprawnień Parlamentu Europejskiego. Ruch federalistów zaś nadal odbywa regularne spotkania na małej wysepce Ventotene. Altiero Spinelli zmarł w 1986 r. Jego imieniem nazwano główny
budynek Parlamentu Europejskiego w Brukseli.”

Kult zatwardziałego włoskiego komunisty nie przejawia się li tylko w peanach na jego cześć, ale skutkuje działaniami zmierzającymi do wdrażania jego pomysłów w życie. Warto wiedzieć, że zabiegi te są głęboko przemyślane, skoordynowane i realizowane z wielką konsekwencją. Natomiast o to, aby proces wciąż trwał, dba wiele wpływowych osób, skupionych m.in. w założonym przez Spinellego i jego kamratów „Klubie Krokodyla”. Nazwa ta pochodzi od nazwy strasburskiej restauracji, w której w latach 70. bohater eurofederalistów spożywał posiłki i gawędził z podobnymi mu indywiduami. Podobnie jak A. Hitler w monachijskich piwiarniach, a W. Lenin petersburskich spelunkach.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka