85 obserwujących
564 notki
761k odsłon
  916   5

Opiłowywanie Żołnierzy Niezłomnych rozpoczęte. Kazus dr. Poleszaka.

Lżyć wiedzę i cnotę, by móc żyć, drogi to chleb!
Denis Diderot

image

Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia natrafiamy na następującą enuncjację zamieszczoną w pewnym medium: „W dniu wczorajszym miejscowością X wstrząsnęła potężna eksplozja, spowodowana nieszczelnością instalacji gazowej. Ofiar śmiertelnych i rannych naliczono do tej pory kilkanaście. Niezwykle interesującym jest fakt, iż cztery dni wcześniej przez tą samą miejscowość przejeżdżał wraz ze współpracownikami Jarosław K. Jak podkreśla nasze źródło: „Wódz przemknął przez miasteczko i zniknął w tumanach kurzu, budząc postrach wśród zasiedziałych wróblich kolonii.” To jednak nie wszystko, bo według nie do końca potwierdzonych informacji, w ostatnich wyborach ugrupowanie reprezentowane przez psującego nieustannie nasze stosunki z Unią prezesa, wygrało w X jedynie 23% głosów. Co więcej! Osobisty sekretarz przywódcy koalicji rządzącej potwierdził nam, że przez kolejnych kilka miesięcy Jarosław K. nie planuje odwiedzać swoich wyborców z X. Czyż brak w grafiku Jarosława K. wizyty w X przez kilka kolejnych kwartałów nie wydaje się zastanawiającym? Nie mamy zamiaru niczego sugerować, ale koincydencja czasowa pomiędzy tragiczną eksplozją a pojawieniem się szefa partii sprawującej władzę, daje sporo do myślenia. Będziemy przyglądać się tej niezwykle tajemniczej sprawie”. Wariactwo? A gdzieżby tam! To stara i wypróbowana wielokrotnie metoda, której skuteczność jawi się jako dość wysoka. Nie mają przy tym znaczenia sens, logika, fakty, ale tylko i wyłącznie emocje. Napędzane - rzecz jasna – bzdurami. Dla udowodnienia, że nie przesadzam opowiem krótka historię, która wybuchła całkiem niedawno…

Zacznę od cytatu:
IPN pozbył się kolejnych historyków. M.in. dr. Sławomira Poleszaka, autora krytycznego artykułu naukowego o jednym z najważniejszych dla władzy „wyklętych”. […]  Chodzi o artykuł dr. Poleszaka w sprawie wojennej przeszłości Józefa Franczaka „Lalusia”, ostatniego „wyklętego”, zamordowanego przez SB w 1963 roku. W niezwykle drobiazgowym, liczącym 46 stron druku tekście, dr Poleszak omawiał kilka epizodów z wojennej biografii „Lalusia”. W sposób niezwykle ostrożny i pełen zastrzeżeń, historyk pisał o:
•    udziale Franczaka w strzelaninie z grupą partyzantów żydowskich;
•    oskarżeniach o wydanie Niemcom ukrywającego się żydowskiego krawca;
•    zarzutach o udział w pobiciu małżeństwa Polaków ukrywających Żydów.
Dr Poleszak stawiał także hipotezę, że niechęć Franczaka do ujawnienia się po wojnie i pozostawanie w podziemiu wynikało z obawy przed poniesieniem odpowiedzialności za okupacyjne przestępstwa wobec Żydów.”*

Prócz Oko.press temat podjęły m.in.: GW, Kurier Lubelski, Dziennik Wschodni i wiele innych mediów. Większość z nich wpisała się w narrację głoszoną przez ośrodki zwane „lewicowo-liberalnymi”. Znalazły się jednak i takie, które rzeczowo podeszły do zagadnienia i oceniły artykuł dr. S. Poleszaka oraz powstałe na jego bazie opowieści za pozbawione obiektywizmu i po prostu nieuczciwe. Na takie dictum zareagowali niemal natychmiast dyżurni odbrązawiacze naszej historii. Pośród nich szczególną aktywnością wykazał się prof. Rafał Wnuk oświadczając, że  Józef Franczak "został w wymiarze propagandowym sprowadzony do roli symbolu, stał się ikoną, zwłaszcza dla ludzi, którzy nie traktują historii jako nauki. Uczynili oni z „Lalka” instrument budowania wspólnoty politycznej, tożsamościowej. Każde niewygodne pytanie badawcze czy ustalenie faktów niepasujących do wyidealizowanego obrazu traktują oni jako szarganie świętości, targnięcie się na wspólnotę narodową. Celem budowniczych mitów – także mitu „Lalka” - nie jest ustalanie prawdy, lecz narzucenie własnych „jedynie słusznych” przekonań otoczeniu bez oglądania się na ustalenia historyków, a często też przeciwko tym ustaleniom”. **

Cóż leżało u podstaw gremialnego ataku na ostatniego, zamordowanego w październiku 1963 r. na Lubelszczyźnie, Żołnierza Niezłomnego Rzeczypospolitej? Odpowiedź znajdziemy w artykule ww. byłego pracownika IPN pt. "Czy okupacyjna przeszłość sierż. Józefa Franczaka „Lalusia” miała wpływ na powojenne losy „ostatniego zbrojnego”? Pominę fakt, iż samo pytanie - jak na osobę z tytułem doktora nauk historycznych -  jest de facto niezwykle infantylne. Wszak każdy człowiek zaangażowany w konspirację niepodległościową w trakcie niemieckiej i sowieckiej okupacji w jakiś sposób odczuwał w dobie PRLu skutki tej działalności. Pomińmy tę oczywistość i przejdźmy do samego gęstego.

Dla zrozumienia problemu ostatniego Niezłomnego niezbędnym jest przybliżenie pewnych okoliczności z czasów wojennych. Otóż w owej dobie linie konfliktu na naszych ziemiach nie przebiegały w sposób prezentowany publiczności przez twórców „Stawki większej niż życie”, czy też podobnych produkcji. Trzeba pamiętać, że obok sił reprezentujących ideę wolnej Polski i skupionych militarnie w takich strukturach jak AK, NSZ czy BCh, funkcjonowały różne inne formacje. Jedne związane z Sowietami i walczące o podporządkowanie Rzeczypospolitej Moskwie, inne mające charakter autonomiczny i nie przyznające się do podległości wobec jakiejkolwiek realnej reprezentacji politycznej, wreszcie takie, które z wojny i okupacji uczyniły złoty czas na zrealizowanie swoich bandyckich snów. W tym miejscu pozostawię powyższe bez szczegółowego opisu i wspomnę tylko, że trup padał gęsto i wcale nie tylko na skutek wymiany strzałów pomiędzy Niemcami a resztą formacji zbrojnych działających w warunkach okupacji.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka