38 obserwujących
255 notek
257k odsłon
1775 odsłon

O czym Biedroń z Rabiejem nie wiedzą, a wiedzieć koniecznie powinni?

Wykop Skomentuj14

Rozdwojenie człowieka to koniec człowieka.
F. Dostojewski

image

„Siedzieliśmy sobie ostatnio na ławce i ja mówię: "Paweł, jak ja bym chciał, żebyś ty był moim mężem". A on na to: "Przecież ja jestem twoim mężem, tylko mamy odroczony termin ślubu". Bo chcemy go wziąć w Polsce. I kiedyś weźmiemy.” Ta poruszająca scena z udziałem P. Rabieja i M. Cessanisa przywołana została w jednym z numerów Wysokich Obcasów. Niejednemu czytelnikowi łza się w oku zakręciła i z hukiem upadła na klawiaturę komputera. Tak już bowiem jest, że większość z nas (nawet urodzonych twardzieli) wzruszają dziewczynki z zapałkami, wirujące motylki i zagubione kocięta. A już wszelkie bariery pękają, gdy zza kamery narrator o pięknym tembrze głosu  przekonuje, iż świat tych dwojga, kociąt, motylków i dziewczynek z zapałkami skomponowany jest li tylko z barw pastelowych. Na dodatek takim był zawsze i ci, którzy taplają się na co dzień w szaro-burej codzienności, winni to multi-kolorowe uniwersum docenić, zaakceptować, a może nawet weń odważnie zanurkować. Takie opowieści są niezwykle powabne i poprzez to dla wielu pociągające, a zwiększająca się ostatnimi czasy intensywność „wystrzeliwania” ich w stronę opinii publicznej dowodzi, że jako społeczeństwo stanęliśmy przed wiekopomnym i dramatycznym wyborem.

Osobiście nie mam tyle wiedzy, iżby rozstrzygać  psychologiczne i biologiczne kwestie związane z zagadnieniami nie normatywnych zachowań seksualnych. Wiem, iż są one immanentną cząstką człowieczeństwa i jako takie były nią i będą. Z tej przyczyny toczenie zażartych bitew o to czy osób dotkniętych tym nieszczęściem jest 1% czy też - jak twierdził znany fałszerz Alfred C. Kinsey - 37%, wydaje się problemem ważkim, lecz drugoplanowy. Tak naprawdę najistotniejszym jest pytanie o stosunek do parafilii prezentowany przez lwią część społeczeństwa nie dotkniętą tą przypadłością. A to z tej przyczyny, że jednym z argumentów aktywistów LGBT jest twierdzenie, że przez większą część historii ludzkości odmienność seksualna była czymś absolutnie akceptowanym. Ba!, traktowano ją na równi z heteroseksualnością, a czasem wynoszono ponad nią. Skoro tak, to dzisiejszy stan prawny, mentalność i dominujące zasady moralne są tylko i wyłącznie dziejową aberracją, czyli odchyleniem od stanu normalności. Na takie dictum trudno odpowiedzieć z marszu, ponieważ kto tam wie - bez zgłębienia tematu - jak drzewiej bywało…

Wspomnieć należy, iż atypowe zaspakajanie popędu seksualnego przez ludzi z zamierzchłej przeszłości znalazło istotne odzwierciedlenie w świadectwach spod każdej szerokości geograficznej. Szczególnie wiele informacji dotyczących niestandardowych zachowań dotyczyło homoseksualizmu. Podobnie działo się w kręgach etniczno-kulturowo-religijnych, z których wyrosła nasza cywilizacja i twierdzeń o nieposzlakowanych w tym względzie zachowaniach dawnych Hellenów, Rzymian i chrześcijan nie da się żadną miarą obronić. Jednocześnie nie wolno przyjmować, iż ogół spoglądał na wynaturzenia z akceptacją.

image

image

Według R. J. Tritta „Tematyka homoseksualna w najgłębszy sposób odzwierciedla istotne cechy kultury starożytnej Grecji. Kultura grecka cała była przesycona erotyzmem i to znajdującym główny wyraz w homoerotyce.” Autor dodaje także, że „większość Spartan uprawiała homoseksualizm. Było to nie tylko dopuszczalne, ale wręcz zalecane przez wychowawców, którzy uznali ten sposób zaspokajania potrzeb za zdrowy i naturalny.” Co prawda p. Tritt podaje bibliografię dla tych twierdzeń, ale prawdę mówiąc nie są to źródła jeno opracowania. O ich „mocy” niechaj świadczy fakt, że opinia o  powszechności  homoerotyki w kulturze helleńskiej (i hellenistycznej) zwykle opiera się na przedstawieniach figuralnych zamieszczanych przez greckich artystów na wytworach ceramicznych. Nikt nie podnosi przy tym, że w całym zbiorze zachowanych przedstawień tematyka homoseksualna stanowi tylko 3-4%! Czy to oznacza przesycenie? Podobnie żywą jawi się legenda o relacjach homoseksualnych pomiędzy wojownikami dawnej Hellady. Dla zobrazowania mistyfikacji można podać przykład tzw. 300 Tebańczyków (zwanych Świętym Zastępem)  poległych w roku 338 p.n.e. pod Cheroneą. Jednostkę tę i jej losy przywołuje się często jako potwierdzenie wysokiego statusu i akceptacji osób nie heteroseksualnych w starożytnej Grecji. Pamiętać jednak trzeba, iż piszący o nich Plutarch nie identyfikował ich jednoznacznie jako ludzi złączonych więzią homoseksualną, gdyż wyraźnie wspomniał, że „niektórzy mówią…”. Zresztą wychwalane obecnie i wskazywane jako „oczywista oczywistość” duchowo-cielesne relacje pomiędzy erastesem (dorosły mężczyzna) a eromenesem (młodzieńcem) nie znajdywały w rzeczywistości powszechnego uznania. Kolejnym dyżurnym nadużyciem jest przywoływanie jako prawzorca żeńskiego homoseksualizmu postaci poetki Sofony. O jej odmienności mają świadczyć fragmenty zachowanych wierszy, ale są to wyłącznie interpretacje, które w starciu z rzetelnymi świadectwami (mówiącymi wyłącznie o jej związkach z mężczyznami) absolutnie nie wytrzymują próby. Generalnie postawy homoseksualne były tak naprawdę tolerowane a nie akceptowane. Dowodzą tego m.in. opinie Arystofanesa, Ksenofonta czy Ajschinesa. Sam wielki Arystoteles w Etyce Nikomachejskiej zaliczał homoseksualizm do chorób i dziwactw na miarę kanibalizmu.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo