44 obserwujących
296 notek
322k odsłony
379 odsłon

Czy Angela M. naprawdę lubi imigrantów i co z tego wynika dla Polski?

Wykop Skomentuj3

Złe wybory karzą po latach.
K. Kampa

image

Nie od dziś wiadomo, że Republika Federalna Niemiec była i jest organizmem wysoce „higroskopijnym”. Zachodnioniemiecki rząd już w latach pięćdziesiątych podpisał szereg umów dot. napływu nad Ren siły roboczej. Najpierw  z Włochami (w 1955 r.), potem Grecją i Hiszpanią (1960 r.), Turcją (1961 r.), Marokiem (1963 r.), Portugalią (1964 r.), Tunezją (1965 r.) i Jugosławią (1968 r.). Nie zakładano trwałego osiedlenia się oraz opcji przyjazdu rodziny gastarbaitera. Pracownicy byli rekrutowani na określony czas (początkowo na kilkanaście miesięcy), a warunkiem ich przebywania w RFN była przydatność na rynku pracy. Po okresie zatrudnienia mieli wracać do państw pochodzenia, czego jednak niemieckiemu państwu nie udało się wyegzekwować. W 1950 r. cudzoziemcy trwale przebywający w RFN łącznie stanowili 1% populacji. W 1961 r. 1,2%, ale w 1971 r. już 5,6%, co oznaczało 3,5 mln osób... Trzeba nadmienić, iż w tej liczbie nie znalazły się setki tysięcy przesiedleńców z Mazur, Warmii i Śląska, gdyż na dobrą sprawę poczęli oni wyjeżdżać znad Wisły dopiero od lat siedemdziesiątych.

Kolejna wielka fala migrantów zalała Niemcy w latach 1989-1992. W skład tej grupy weszli powracający tzw. późni przesiedleńcy – Spätaussiedlern, emigranci zarobkowi i uchodźcy oraz Żydzi. Łącznie przybyło ich ok. 2,6 miliona, a w latach 1993-2000 kolejne 2,5 - 3 miliony. Tzw. późnych przesiedleńców było wśród nich ponad 1,5 miliona, głównie z Kazachstanu, Polski, Rosji i Rumunii. Ostatnimi czasy z zaproszenia kanclerz A. Merkel skwapliwie skorzystało ponad milion (a może i dwa) „uchodźców” z Bliskiego Wschodu i Afryki, co dzięki własnym oczom i uszom mogliśmy zanotować. Obecnie osób z korzeniami spoza Niemiec żyje w tym kraju 17-18%. W liczbach bezwzględnych jest to ok. 14-14,5 milionów ludzi. Dużo.

Rozsądek podpowiada aby zapytać: dlaczego Niemcy zaprosili tylu migrantów? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Zanim jednak o niej napiszę proszę spojrzeć na załączone tabele…

image

Ranking największych gospodarek świata (GDP wg. parytetu siły nabywczej) - prognoza

image

Ilu mieszkańców będą liczyć kraje europejskie za trzy dekady (100% - rok 2017) ?- prognoza

Już na pierwszy rzut oka widać, iż według prognoz Republika Federalna Niemiec w ciągu najbliższych dekad ma (może) utracić miejsce w ścisłej czołówce potęg gospodarczych świata. Co najważniejsze, degradacja ta ma się dokonać  nie dlatego, iż w kraju nad Łabą i Renem upadnie nauka i technika, a Niemcy przesiądą się na konne wozy i hulajnogi. Oczywiście nie! Podstawową przyczyną kłopotów jest bowiem wygodnictwo i lenistwo, czyli niechęć do prokreacji i multiplikowania blond włosych  Hansów i Gertrud.

Do niedawna problem ten władze w Bonn i Berlinie rozwiązywały skutecznie ściągając do kraju a to reprezentantów słowiańskich nacji z Jugosławii, a to Turków, a to Portugalczyków, a to Polaków i różnych Wasserpolaków. Ogromna większość z nich łapała za ciężki koniec i odkładając mareczkę do mareczki, a później euraska do euraska budowała dobrobyt swój i państwa, które ich przyjęło. Tak było, ale się skończyło. Przynajmniej w skali oczekiwanej przez niemiecki przemysł, handel i usługi. Uradzono zatem, iż w podobnej roli co ww. odnajdą się spragnieni pracy migranci spoza Europy. Można by rzec: ha, ha, ha! I chyba trzeba użyć „śmiacia”, bo według niemieckich reportów jedynie mniej niż połowa przybyszów wykazuje zainteresowanie pracą zarobkową. Dodam – uczciwą. Nie wspominam o tym z satysfakcją, jeno przywołuję fakty, które dla władz niemieckich niczego dobrego nie wróżą. Czy wobec tego nasz zachodni sąsiad utraci swą pozycję w rankingu gospodarczych mocarzy? Nie jest to wykluczone.

No dobrze, ale czy to powinno nas interesować? Jasne! Zawsze powtarzam, iż Niemcy są doskonałym wzorcem dla narodów aspirujących do potęgi. Rzecz pewna, że nie należy ich naśladować we wszystkim, lecz jeśli chodzi o ekonomię to na pewno tak.  Przez wiele lat zastrzyki w postaci ściąganej zza granicy siły roboczej, umożliwiały gigantyczne wzrosty niemieckiej gospodarki. Plan Marshalla był ważny, ale pod względem długofalowego znaczenia nie może się równać z napływem gastarbeiterów. To wydaje się bezdyskusyjne. Ostatnie uchylenie drzwi dla rzesz - głównie - muzułmańskich imigrantów okazało się jednak błędem. Nie dość, że w swej masie nie są oni chętni do ciężkiej i systematycznej pracy, to na domiar złego (z punktu widzenia Niemców) nie ma wielkich szans na pełne zintegrowanie ich z resztą mieszkańców.  Jakie ten fakt ma znaczenie przekonamy się w pełni  dopiero za dwie lub trzy dekady.

Baczny obserwator ulokowany w jednym z budynków rządowych Warszawy winien przyjrzeć się tej historii i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nie jestem suflerem i nie mam również ambicji do wypisywania cudownych recept, ale… Widać wyraźnie, że bez utrzymania (co najmniej!) liczebności naszego narodu, obywatele Rzeczpospolitej będą coraz zamożniejsi, lecz głos Polski będzie co raz mniej słyszalny. I nie chodzi o to, że nasi przyszli prezydenci, premierzy czy ministrowie nie będą zapraszani na rauty i konferencje organizowane przez możnych tego świata. Rzecz w tym, że Polska zamieszkała przez bogatych staruszków i celowo bezdzietnych yuppies, noszących na rękach wypielęgnowane do granic przyzwoitości „syjamy”, będzie łakomym kąskiem dla wielu światowych zbójników. Tych bogatych i tych biednych, ale ludnych . Takie są prawa natury i… polityki.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka