Mało się o tym pisze, ale chyba nie ulega wątpliwości, że w powstaniu państwa Izrael największy udział mieli Żydzi polskiego pochodzenia (pochodzący z terenu Polski).
Warto też wspomnieć o „wkładzie” w to dzieło władz II RP. Bo poparcie udzielane tej idei miało konkretny wymiar w postaci dostaw broni, ułatwień w wyjeździe do Palestyny itp. Nie od rzeczy będzie dodać, że znaczną i to dobrze wyszkoloną kadrą dowódczą ugrupowań zbrojnych będących zalążkiem przyszłej armii byli żydowscy dezerterzy z armii Andersa.
Te sprawy są znane i niekiedy, dla porządku, odnotowywane. Jednak zapomina się o innej państwowotwórczej pomocy jaka została udzielona; przed wojną, aby Żyd miał prawo emigracji do Palestyny musiał najpierw przejść roczne przeszkolenie w pracy na roli. Kiedyś słyszałem, że takie gospodarstwa były zlokalizowane w okolicach Warszawy. (Może ktoś ma szerszą wiedzę w tym temacie?).
Założeniem tego szkolenia było przekonanie, że tylko praca umożliwiająca samodzielne utrzymanie może być podstawą odbudowy państwa. Cóż, Żydzi nie mieli i nie mają inklinacji do pracy na roli, a medialne harce i piękny musical nie zmienią rzeczywistości. Jak dotąd wszelkie próby tworzenia żydowskich okręgów autonomicznych, gdzie mieszkańcy byliby w stanie zapewnić sobie warunki utrzymania, były nieudane.
Syjoniści dążący do odbudowy żydowskiej państwowości liczyli, że we własnym kraju, w biblijnej Ziemi Obiecanej, proces ten może mieć szanse powodzenia. Polska i Polacy zawsze pomagali tej nacji w wybiciu się na samodzielność. W tym wypadku efektem było powstanie kibuców w Palestynie, gdzie pierwsi „kolonizatorzy” uczyli się trudnej sztuki życia.
Mam tylko fragmentaryczną wiedzę o organizacji tego ruchu, ale o ile mi wiadomo, już po powstaniu Izraela istniał obowiązek przynajmniej rocznej pracy w kibucu dla wszystkich chcących się tam osiedlić. Wspólna praca była koniecznością, gdyż samodzielne gospodarowanie przekraczało możliwości adaptacyjne osadników.
Bycie gospodarzem jest trudną sztuką , którą to umiejętność trzeba chyba „wyssać z mlekiem matki”. Pewnie dlatego tak mało jest dobrych polityków umiejących myśleć w kategoriach państwa, a nie grupy interesu.
Ostatnio chyba ten obowiązek obywatelski w Izraelu przestał istnieć, a został zastąpiony dotacjami amerykańskimi i powszechną służbą wojskową. Czy w dłuższej perspektywie są to czynniki pozwalające utrzymać państwo w morzu antyżydowsko nastawionej miejscowej ludności? Można mieć wątpliwości, zwłaszcza wobec zbliżającej się recesji na wielką skalę i możliwych zmianach politycznych.
Wydaje się, że warto byłoby pomyśleć o powrocie do początkowych idei leżących u podstaw państwowości. Pytanie, gdzie Żydzi mogliby zdobyć te cenne umiejętności.
Obecne rolnictwo USA, czy UE jest nastawione na produkcję masową; tu potrzeba byłoby indywidualnych umiejętności. I tu polskie rolnictwo mogłoby być niezwykle cennym terenem nauki.
Zatem żydowska młodzież mogłaby być wysyłana na roczne kursy do polskich gospodarstw rolnych. Chyba mogłoby to zostać zaakceptowane przez polskich gospodarzy zwłaszcza wobec ograniczenia napływu Ukraińców z racji ograniczeń związanych z członkostwem w UE. Z pewnością byłoby to znacznie lepsze niż obligatoryjne "spędy" młodzieży żydowskiej w Auschwitz.
Praca w rolnictwie jest trudna i odpowiedzialna (tu doświadczenia osób zajmujących sie rolnictwem mogą być odniesieniem), a błędów nie daje się łatwo naprawić i jest to związane z dużymi kosztami. Dlatego cały proces winien mieć swe uwarunkowania finansowe zgodnie ze znaną zasadą „ kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi”. Myślę, że koszty takiej operacji byłyby znaczne i kwota 65 m byłaby właściwą.
Pewnie wiele osób czytających obruszy się na tę ideę. Ale proszę pomyśleć.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)