Jest to wpis złośliwy, prowokacyjny, niepoprawny politycznie i antyfeministyczny. Tylko dla równie złośliwych lub normalnych.
Swego czasu (20.05. zamieściłem wpis o identycznym tytule (http://kjwojtas.salon24.pl/75443,index.html). Był to jeden z pierwszych wpisów dotyczących tematyki „przemocy” w rodzinie, czyli po prostu fizycznego karania dzieci. Teraz dalsze refleksje związane z tą tematyką.
Jedne z pierwszych zapamiętanych z dzieciństwa sytuacji to takie: mieszkaliśmy na wsi. Miałem mniej niż trzy lata, bo w wieku prawie dokładnie trzech lat rodzice, w trybie natychmiastowym, musieli opuścić miejsce zamieszkania i wyjechać na Ziemie Odzyskane celem uniknięcia „
współpracy” z SB – niewłaściwa przynależność organizacyjna w czasie wojny. No i był tam wśród dzieci zwyczaj przebiegania przed jadącymi końmi. Taka sytuacja się zdarzyła; jechał wóz zaprzężony w dwa konie, przynajmniej kłusa. Wyrwałem się z rąk matki i przebiegłem tuż przed zaprzęgiem. Chyba tuż przed, bo woźnica szarpnął konie, że stanęły „
dęba”, a ja pamiętam, że manewrowałem między końskimi kopytami.
Taki byłem dzielny. No i dostałem w dupę, najpierw od matki, a później, jeszcze raz, i to mocniej, od ojca. Z dupy zeszło, ale plama na honorze została.
Krótko po tym starsi koledzy deliberowali o możliwości wejścia na dach stodoły. Ale się bali. No to ja natychmiast wszedłem i spacerowałem po kalenicy wzbudzając sensację u rodziny i sąsiadów. Nie wiedzieli, jak mnie stamtąd zdjąć. Sytuację rozładowała babcia, która zaproponowała mi cukierka w zamian za zejście. Żaden problem. Niestety, cukierka nie dostałem, a znowu dostałem w dupę i to, i od babci, i od matki
(dobrze, że nie powiedziały ojcu).
Do tej pory uważam, że zostałem oszukany; miały prawo mi włoić, ale powinienem cukierka jednak dostać – żal z tej racji miałem długo. Od tej pory nie dowierzam różnym obiecankom, ale też zawsze, przed wejściem na szczyt, staram się sprawdzić, czy jest droga zejścia.
Tyle wstępu. A temat?
Czy osoba w miarę inteligentna może założyć, że wydarzenia medialne są tematami podejmowanymi spontanicznie? Śmiem wątpić. Tak też traktuję sprawę
„klapsów”, przemocy w rodzinie, a w dalszej kolejności seksualności młodzieży i ciąży nastolatki, czyli faktycznie przybliżeń dotyczących pedofilii.
Śmiem twierdzić, że cała medialna hucpa była dobrze zaplanowanym ciągiem zdarzeń, gdzie ukierunkowani „dziennikarze” podjęli tematy naprowadzające. Taką ideą, z której wyprowadzane są zasady nie używania środków przymusu bezpośredniego w wychowaniu, jest antypedagogika. Pean pochwalny na jej cześć zamieścił, jak mniemam, jeden z dyżurnych redaktorów, na TXT. Taką tematykę zawsze chętnie podejmują osoby zafascynowane – czyli tzw. „
pożyteczni idioci”. Pech chciał, że od razu połączyłem antypedagogikę z pedofilią, co wzbudziło negatywna reakcję zarówno głosicieli tej idei, jak i zainteresowanych pedofilią, gdyż jest to nurt próbujący uzasadnić zboczenie odwołaniem do rzekomej naturalności. W efekcie odsunąłem się od TXT, gdyż nie chcę, aby moje teksty pojawiały się obok promujących pedofilię.
I proszę porównać; po dyskusji o karach fizycznych, pojawił się nowy wątek, dokładnie we wskazanym kierunku – sprawa ciąży, czyli odpowiedzialności za swoje zachowanie nastolatki. Kontekst pedofilski jest tu już wyraźny – dzieci maja prawo do seksu byle tylko nie było skutków ”ubocznych”. I proszę przypomnieć sobie sprawę byłej już Rzecznik Praw Dziecka.
Przyznam, że cała sprawa mnie bulwersuje i to z kilku względów. Pierwszym jest to, że „
prawicowi” blogerzy i dziennikarze dali się „
wpuścić w maliny”, przyjmując „
lewacką” interpretację zaistniałej sytuacji. Dalszym, że nie zauważono celów, które miały zostać osiągnięte – czyli dalsze podważanie roli rodziny, zmniejszenie dyscypliny w procesie wychowania i zwiększenie „
swobody” zachowań nastolatków.
Można powiedzieć, że pierwszy ze wskazanych celów został zauważony, ale dzięki kampanii bezkonfliktowo „
zdjęto” obowiązek mundurkowy w szkołach. Przy okazji zaś
„dowalono fundamentalistycznym katolom” z racji
„nieludzkiego” traktowania przypadłości młodej panienki.
Tymczasem, moim zdaniem, cała dyskusja powinna zacząć się od tego, czy mąż ma prawo wymusić określone zachowania żony. Bo gdzie był ojciec dziewczynki, że pozwolił na tak daleko idącą swobodę zachowania? Co robiła matka, w gestii której tradycyjnie leży wychowanie córki, że doszło do takiej sytuacji?
No i pytanie fundamentalne: czy takie
„przesolenie zupy” jest dopuszczalne? Bo może jednak należy przywrócić prawo do tworzenia relacji rodzinnych zgodnie z ogólnie przyjętymi normami. Chyba, że decydujący wpływ na wychowanie mają mieć osoby pokroju p. Nowickiej, która już się wykazała wychowaniem syna jako polonofoba i skrajnego komunistę o tendencjach terrorystycznych. Czy to jest ten model wychowania?
Wracając do wstępu. Teraz moje zachowania byłyby określone jako syndrom ADHD. Jednak kiedyś tego nie rozważano, a rolą rodziców było takie ukierunkowanie latorośli, aby były zdolne do funkcjonowania w społeczeństwie. Bo inaczej nie miałoby szans na przeżycie. Tak też było; pewna część populacji umierała przed osiągnięciem wieku dojrzałego, ale ci, co przetrwali mogą teraz umieszczać swoje wspomnienia w S24.
Innym wnioskiem jaki się nasuwa, że byłoby korzystnym dla społeczeństwa, aby ograniczyć prawa do prokreacji; dotyczy to zwłaszcza feministek decydujących się na 1 dziecko. Bo to, jak kiedyś mówiono „
z jedynaka – ni pies, ni sobaka”. Pisałem już, że w najstarszej cywilizacji (Sumer) istniała grupa kobiet „leżących odłogiem”, w średniowieczu umieszczano takowe w klasztorach, a w okresie Renesansu palono na stosach jako czarownice. Obecnie jest bardziej cywilizowane rozwiązanie – z feministek należy utworzyć Hufiec Miłości i wysłać do Afganistanu, aby tam krzewiły swoje idee. Dużo taniej (żadnych rosomaków), a skutki mogą być dużo bardziej widoczne. Talibowie w krótkim czasie poddadzą się.
I ostatni wniosek. Mądrość ludowa mówi, że
„jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Nie podoba mi się to porzekadło; widocznie wychowanie „
w duchu miłości” robi swoje. Tusk wyartykułował, że w ramach emocji lepiej od razu zabić. Nie wiem. Niemniej, w ramach wyższej konieczności, może jednak należy zastosować tradycyjne rozwiązania?
Bo jak powinien zachować się Adam, kiedy mu Ewa podała jabłko? Moim zdaniem, powinien wtłuc babie i przykazać, żeby więcej tam nie sięgała. Chcemy powtórki?
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka