Zajmuję się bylinami ogrodowymi takimi jak lilie, liliowce, piwonie, czy irysy. Mam też kawałek pola, gdzie utrzymuję swoje „zasoby”. I co kilka lat trzeba zmieniać stanowiska tych roślin.
Akurat wypadło „dać ziemi odpocząć” i na pewnej części areału, celem utrzymania pola w kulturze, zasiałem żyto (z ręki). Było to kilka „poletek” o łącznej powierzchni ok. 500 m2. Żyto zasiane gęsto odchwaszcza glebę i może stanowić tzw. zielony nawóz, jeśli przeorze się je na początku maja. Tak zamierzałem. Tyle, że moja działalność to szkółka pojemnikowa, a w uprawach zewnętrznych korzystam z pomocy sąsiadów. I niestety w maju nie „ułożyło” się; zboże przerosło. W tej trudnej sytuacji, przy aprobacie żony zdecydowaliśmy się zrobić sobie „żniwa”.
Piszę to w cudzysłowie, bo oboje nie mieliśmy w życiu kontaktu ze zbiorem zbóż. Mało tego, brak nam jakichkolwiek narzędzi służących do tego celu. Ale postanowiliśmy przeprowadzić doświadczenie dla sprawdzenia jak się takie prace odbywają, ile zajmują czasu, jakim wysiłkiem i ile można zebrać? A wszystko po to, aby podzielić się doświadczeniami z Czytelnikami S24.
Ziemia na której posiane było żyto to V i VI klasa. Raczej piasek. Ale w tym roku zboże urosło „na chłopa”, a czerwcowa susza tylko trochę je „przypaliła”.
No to pierwszy problem – jak to ściąć? Żaden sprzęt na takie małe kawałki nie wjedzie. Najpierw myśleliśmy o sierpie, później, że kosą, ale ta nie klepana i bez pałąka.
Ten sam rezultat, ale mniejszym wysiłkiem, uzyskałem kosą spalinową. Sporo trwało zanim się nauczyłem, a i tak pokosy „różnie” mi się układały (też bez pałąka). Sporo pracy było z zebraniem w snopki zwłaszcza, że na jednym kawałku zboże było „wyłożone”.
Zebraliśmy w mendle i... co z tym dalej robić?
Popytałem w starszej części rodziny, zajrzałem do Wikipedii i narządziłem sobie
cep celem młocki. (
Jeśli teraz ktoś użyje określenia „proste jak konstrukcja cepa”, to będzie miał ze mną do czynienia jako posiadacza wymienionego narzędzia – jest to finezyjny produkt ludzkiego geniuszu). No to dokonaliśmy w/w czynności uzyskując ok. 150 kg „nieprzewianego” zboża. Teraz muszę coś wymyślić, jak je oczyścić. Słomę ułożyliśmy w stertę – nie mamy miejsca na przechowanie.
WNIOSKI
1. Koszenie, wiązanie i ustawianie zajęło nam 3 dni po ok. 3 – 4 godziny pracy; na więcej brak sił - ja jestem młody, miejski rolnik (60 lat), a żona to już stara baba (wszystkiego 8 lat młodsza).
(Zdegustowanym oświadczam, że mam pozwolenie na używanie takich określeń - w razie potrzeby pieczęć może przyłożyć proboszcz i wójt). Młocka zajęła nam ok. 5 godzin. Wszystkie prace były wykonywane w upalne dni, co było męczące, ale dzięki temu zboże było suche i wszystko mogliśmy wykonać na świeżym powietrzu (inaczej w ogóle by to było niemożliwe).
2. Na podstawie uzyskanych wyników mogę twierdzić, że przy pewnej wprawie można zebrać bez nadmiernego wysiłku poletko ok. 0,5 ha, co wystarcza na potrzeby żywieniowe rodziny – ok. 1500 kg zboża. Także na chów drobiu itd.
Uchodzimy za społeczeństwo w którym nadmierna ilość ludzi zatrudniona jest w rolnictwie. Dąży się do dalszego zmniejszenia związków z tą dziedziną gospodarki. Jednocześnie mamy też nadmiar rąk do pracy w ośrodkach miejskich (ostatnio zmniejszony emigracją zarobkową).
Powstaje pytanie jaki jest kierunek społecznego rozwoju? Czy ma to być model, gdzie garstka rolników ciężką harówką produkuje żywność, która następnie jest rozdysponowywana przez zgraję urzędników wśród motłochu, co zapewnia sterowanie procesem wyborczym?
Od dziesięcioleci istnieje czarna propaganda dla rolnictwa. Zawód ten jest traktowany jako poniżający. Tymczasem na wytwarzaniu żywności oparty jest rozwój cywilizacyjny. Brak żywności zawsze prowadzi do załamania.
Obecnie zbliżamy się do kryzysu gospodarczego o skali przekraczającej kryzys lat 20-tych. Możliwe jest „cofnięcie cywilizacyjne”.
Kilkanaście lat temu pracowałem przy zbieraniu truskawek w Norwegii. I obserwowałem tamtejsze realia. Tam przyjętym modelem życia jest małe gospodarstwo – kilkuhektarowe, dające podstawy egzystencji. I jednocześnie resztę czasu wolnego można wykorzystać w innych dziedzinach – podnosząc tym standard życia.
Czy w obecnej sytuacji nie powinniśmy dążyć do podobnego modelu? Warunki (komunikacja, zaopatrzenie), jest na wsiach takie samo jak w mieście. Dotyczy to też informacji. Jest trend do posiadania działek, czy posesji na wsi.
Już widać, że emerytury nie będą na tyle wysokie, aby plażować na wyspach hula-gula. Może zatem środki powinny być kierowane na tworzenie możliwości spędzenia spokojnej starości na wsi? Czyli dofinansować wieś. A życie tam jest tańsze, można też trochę "dopracować" i kryzys energetyczny nie będzie aż tak dotkliwy.
Niniejszy wpis umieściłem w cyklu „Wojna cywilizacji” z racji sugerowanej zmiany kierunku rozwoju z czysto miejskiej na taką, która przywraca kontakt z naturą; ludzie związani z ziemią lepiej zadbają o czystość otoczenia. Jest też przeciwstawieniem tendencjom alienowania od środowiska z którego się wywodzimy, zwłaszcza, że aktualne kierunki zmian cywilizacyjnych prowadzą do coraz większych napięć społecznych. Stanowić też może drogę złagodzenia rysującego się kryzysu.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka