Jedną z podstawowych wyznaczników cywilizacji łacińskiej jest monogamia. Nigdzie indziej związek między kobietą, a mężczyzną nie jest tak silny.
Dla porównania: w cywilizacji chińskiej, czy bramińskiej istnieje religijny nakaz posiadania syna, co prowadzi do możliwości poligamii. Także w cywilizacji żydowskiej istniały długo zasady wynikające z odwołań do patriarchy Jakuba.
Pozycja kobiety jedynie w cywilizacji łacińskiej, związanej z katolicyzmem, gdzie związek ten miał charakter sakramentalny i tym samym nienaruszalny, była zbliżona do pozycji mężczyzny. W tym kierunku ewaluowało również prawo cywilne. Ale już w mutacji kulturowej krajów protestanckich pozycja ta była obniżana.
Nierozerwalność małżeństwa pozwoliła na partnerską pozycję kobiety w związku. To z kolei przyczyniło się do rozłożenie odpowiedzialności w sprawach dotyczących podstawowego celu małżeństwa – zrodzenia i wychowania dzieci.
W porównaniu do innych cywilizacji ten model rodziny jest najtańszy społecznie, gdyż rodzice solidarnie zajmują się wychowaniem nowego pokolenia, wspólnie przekazując swą wiedzę, doświadczenie i umiejętności.
Takich możliwości brak jest już w warunkach dominacji mężczyzny, gdzie np. w judaizmie ojciec miał prawo nawet zaprzedać dzieci w niewolę.
Właśnie dzięki temu „cywilizacja białego człowieka”, jak ją niektórzy określają, uzyskała przewagę rozwojową, czego dowodem jest kilkusetletnia ekspansja tego systemu wartości.
Rozpatrując kwestię rodziny jest oczywistym, że ta podstawowa komórka społeczeństwa w konflikcie cywilizacji musi stać się jednym z pierwszych celów ataku.
Ostatnie kilkadziesiąt lat jest tego ewidentnym przykładem, gdyż brak trwałych związków między kobietą, a mężczyzną godzi w podstawy cywilizacji.
Atak jest prowadzony nie tylko w odniesieniu do cywilizacji łacińskiej; pierwsze działania przeciwko trwałości rodziny w sposób systemowy miały miejsce w porewolucyjnej Rosji, później także w Chinach, jednak największe spustoszenia zostały dokonane w cywilizacji zachodu.
Wraz z rozluźnieniem relacji rodzinnych zwiększa się presja na ograniczenie odpowiedzialności za potomstwo. Nie jest więc żadnym zaskoczeniem dążenie do legalizacji aborcji. Drugim kierunkiem ataku jest ograniczenie wpływu rodziców na wychowanie dzieci. Najpierw dotyczy to ograniczenie roli ojca . W istniejącym systemie prawnym już jest zasadą, że prawa rodzicielskie, w przypadku konfliktu, przyznawane są matce.
Kolejnym etapem jest ograniczenie roli także matki.
To system, czyli nawet nie państwo, a instytucje międzynarodowe o nieokreślonym charakterze, będą decydować o sposobach wychowania. W tym kierunku, rzekomo w interesie dziecka, chce się wprowadzić zakaz jakiejkolwiek formy przemocy w rodzinie.
Warto się przyjrzeć w jakim kierunku zmierza ten proces. Bo być może, w dobie wolności jednostki może wytworzyć się inny system relacji społecznych, a moje rozważania są bredzeniem w malignie.
Obecnie dąży się do sytuacji, gdzie decyzja w sprawie potomstwa należy do kobiety; ma mieć prawo do aborcji na życzenie, albo też , jeśli zdecyduje się urodzić dziecko, to rola mężczyzny ogranicza się do świadczeń na wychowanie.
Mam pytanie: jeśli w procesie decyzyjnym mężczyzna jest pomijany, to dlaczego obciążany jest skutkami nie swoich decyzji?
Dlaczego niekiedy krótka i przypadkowa zażyłość ma skutkować tak wielkim obciążeniem finansowym? Dlaczego od mężczyzny, traktowanego jako reproduktor, co wymaga jak by nie było sporego wydatku energetycznego, żąda się dalszych świadczeń?
Wydaje się, że nawet w sprawie urodzenia (lub aborcji ) , winna być także, na równych prawach, decyzja mężczyzny.
Spójrzmy dalej. Jeśli ogranicza się prawa ojca, to w ramach kompensaty należy też obniżyć obowiązki. Bo mamy sytuację, że kilkunastoletni syn nie dostosowuje się do zasad obowiązujących w rodzinie. Na próby normalizacji reaguje agresywnie, a zagrożenie karą zgłasza na policję jako stosowanie przemocy. Ojciec idzie do więzienia.
Zatem ojciec nie ma możliwości wpływania na postawę syna z racji obowiązującego prawa, a jednocześnie jest obowiązany do świadczeń materialnych. Mało tego. Jeśli zdarzy się sytuacja kryminalna, to nie mając żadnych możliwości wpływu, ponosi odpowiedzialność za swe dziecko.
Takie jest prawo. To złe prawo jest.
Prawo winno w równym stopniu obciążać obowiązkami jak i przyznawać uprawnienia. Winno więc być uzupełnione możliwością zrzekania się praw rodzicielskich (bo sytuacja tu przedstawiona może dotyczyć także matek), i to w dowolnym momencie procesu wychowawczego.
W końcu dziecko donoszące na swoich rodziców musi mieć świadomość, że zostanie ich pozbawione - wraz z konsekwencjami. Wtedy „prawa i obowiązki” rodzicielskie przejmuje państwo jako prawodawca i może wdrażać narzucane metody wychowawcze.
Oczywiście jest sprawa kosztów, gdyż utrzymanie w Domu Dziecka jest kilkukrotnie droższe niż w rodzinie, ale
niby czemu rodzice maja ponosić koszty wychowywania dzieci służących reszcie bezdzietnego społeczeństwa?
Obecnie istnieje możliwość pozbawienia przez państwo praw rodzicielskich, ale w ewolucji istniejących zależności społecznych, również winna znaleźć się możliwość zrzeczenia się tych praw.
Do czego doprowadzi zaproponowana możliwość – to już odrębna sprawa. W końcu byli „bezprizorni” do których Lenin kazał strzelać. A jeśli społeczeństwo nie potrzebuje następstwa pokoleń, to czemu zajmować się tak męczącą, stresującą i kosztowną sprawą, jak wychowanie dzieci.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka