Blogerzy S24 rozpatrują różne kwestie związane z wojna. Niestety, z przykrością stwierdzam, że „prawa” strona charakteryzuje się nikłą zdolnością analizy i wyciągania wniosków, także historycznych.
Nie chce tu bezpośrednio odwoływać się do zasad obowiązujących w cywilizacji turańskiej, bo o tym każdy może przeczytać w choćby w moich poprzednich wpisach. Tu chcę zwrócić uwagę na pewien aspekt historyczny.
Który moment Rosjanie uważają za koniec „smuty” mającej miejsce na przełomie XV i XVI w. ?
Wypędzenie ( właściwie poddanie się polskiej załogi, która została następnie wymordowana), Polaków z Kremla w 1612 roku, co obecnie jest obchodzone jako Dzień Jedności Narodowej. W sensie militarnym zdarzenie mało istotne. Jednak stanowiło punkt zwrotny w dalszych poczynaniach Księstwa (wtedy już caratu) Moskiewskiego.
Obecna sytuacja Rosji jest zbliżona. Utrata imperium, szereg dotkliwych porażek militarnych i zmniejszenie prestiżu na arenie międzynarodowej. Dla Rosjan to była nowa „smuta” końca XXw.
Wojna w Czeczenii zaraz na początku kadencji Putina, zamiast konsolidacji, przyniosła dalsze rozprzężenie. Kolos dostał „po łapach”. Jednak stabilna polityka tego prezydenta i wysokie ceny surowców energetycznych (pytanie; w jakim stopniu były to świadome działania wspomagające Rosję?), pozwoliły na otrząśniecie się z marazmu.
Do zakończenia procesu potrzebna była jeszcze „mała i krótka zwycięska wojna”.
Gruzja stała się doskonałym poligonem. Proces oczyszczania się ze „smuty” został zakończony. Widać to nawet w wywiadach udzielanych mediom przez mieszkańców Rosji, gdzie coraz częściej przewija się rosyjski szowinizm pozwalający na ostrzeżenia i groźby kierowane np. pod polskim adresem. Alarmująca sytuacja.
Zastanówmy się, jak do tego doszło? Pierwsza zaatakowała Gruzja, mając prawdopodobnie poparcie warunkowe USA i znacznej części UE, ale pod warunkiem utrzymania zdobytych pozycji przez kilka dni. Tymczasem do tej „wojenki” doskonale byli też przygotowani Rosjanie, którzy błyskawicznie wprowadzili znaczne siły i rozbili gruzińską armię.
Powstaje pytanie o to, kto jest odpowiedzialny za zaistniały scenariusz? Kto wprowadził Gruzinów w błąd , co do szybkości reakcji rosyjskiej armii?
W efekcie Rosjanie uzyskali dokładnie to, czego chcieli – małej zwycięskiej wojny pozwalającej podbić bębenek narodowej dumy.
Dla Polski jest to niesłychanie groźne. Bo mało ważna jest tu ekspansja Rosji na południe i kontrola przesyłu ropy z Morza Kaspijskiego. Także, wbrew pozorom, mało istotne są reakcje świata Zachodu – mniej, czy bardziej stanowcze.
Najgorsze i najbardziej złowieszcze jest rozbudzenie rosyjskiej odmiany nacjonalizmu i poczucia siły „niedźwiedzia północy”.
Dlatego oceniając postawę naszych władz jestem wobec nich krytyczny, a zwłaszcza wobec Prezydenta – realizując, być może, prywatne zobowiązania przyczynił się do zwiększenia zagrożenia ze wschodu. Mało tego, wespół z Rządem wyzbyli się naszej samodzielności militarnej, i to na rzecz gracza (USA), który najprawdopodobniej ukartował tę „strategiczną grę” z Rosją.
Niektórzy z blogerów (waldemar.m) patrzą na sytuacje przez pryzmat możliwych finansowych przekrętów na dużą skalę. Obawiam się, że to uproszczony punkt widzenia.
I obym się mylił.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)