Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
53
BLOG

Kolizja, czyli strategia leminga

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Polityka Obserwuj notkę 18

     Ano jechałem sobie średnim Jumperem ulicą Puławską w kierunku Warszawy. Za skrzyżowaniem prowadzącym do Carrefur'’a zdecydowałem zmienić pas ze środkowego na prawy. Był wolny. Z tyłu w lusterku zauważyłem jakiś samochód, ale był ze 100 m za mną i aby mu przeszkodzić to musiałby jechać dobrze ponad 100 km/h.

      Okazało się że jechał. I aby pokazać mi swe niezadowolenie wyprzedził mój samochód „okrakiem” na linii oddzielającej i skręcił tuż przed maskę zmuszając  do hamowania. No i jeszcze coś tam popokazywał. 
      Cóż, normalna sytuacja w ruchu ulicznym wśród „kulturalnych” kierowców warszawskich.

      Traf jednak chciał, że zmieniły się światła przy skrzyżowaniu Puławskiej z Pileckiego. „Mój” kierowca zatrzymywał się jako trzeci, a na środkowym pasie było tylko 2 samochody. Chciałem skorzystać z okazji i obejrzeć facjatę gościa.

     Tymczasem ten, w dojeździe, mocno „odbił” w lewo, co skłoniło mnie do zahamowania. Chyba mój samochód uznał się za obrażonego, gdyż w ostatniej fazie hamowania (rzecz się miała przy małych szybkościach), albo miał miejsce poślizg, albo hamowanie jak przy zapowietrzonym hamulcu. Dość, że otarłem nieco „mojego” gościa. (Później powtarzałem manewr hamowania w podobnych okolicznościach – nic podobnego nie miało miejsca).

     Nie było moim zamiarem doprowadzić do kolizji, ale przyznam szczerze, kiedy się to już zdarzyło, poczułem duże zadowolenie.

     Szybko rozważyłem następstwa i wyszło, że za mniejsze przyjemności zdarzało mi się już płacić drożej.

Skutki:
      W moim przypadku otarcie 10-letniego busa – nawet nie warto dawać do reparacji mimo, że mam AC + mandat (najniższy z możliwych, bo policjanci zgodnie z prawem, ale i sytuacją; mógłbym sprawę kierować do sądu grodzkiego, ale to duża strata czasu) + utrata zniżki na OC. Nie lubię tracić niepotrzebnie pieniędzy; zbyt ciężko przychodzą. Nie odczuwam też potrzeby pouczania własnym kosztem innych kierowców. Niemniej zachowanie „gościa” było na tyle rażące, że stratę tę przełknąłem bez bólu uznając, że była uzasadniona satysfakcją.

Gość.
     Nie poniósł strat formalnych. Tyle, że stracił ponad 2 godziny czekając na policję. A przecież się bardzo spieszył. No i drobiazg. Naprawa zostanie dokonana na koszt ubezpieczyciela, ale jego samochód (nowa Cordoba), straci znacznie na wartości jako samochód powypadkowy.

     Czemu taki wpis chcę umieścić w tym dziale? Bo bardzo przypomina sytuację „gruzińską”:

      Najpierw Saakaszwili (kierowca Cordoby) zdenerwował „większego” od siebie (Rosja). W efekcie „większy” udzielił lekcji „mniejszemu”. Świat (policja, PZU) stanęli po stronie „mniejszego” udzielając mu pomocy (pomoc humanitarna itd.). Jednak to nie zrekompensuje strat „ukrytych” – poczucie przegranej w społeczeństwie gruzińskim, a także cierpienia narodu ( ranni i zabici, wypędzona ludność pozbawiona środków do życia).
      Straty poniósł i „duży” – finansowe, medialne itd. (odpowiednio mandat, punkty).

Czy warto było kreować taką sytuację?

A podsumowanie?

Życie w niczym nie odbiega od zdarzeń politycznych. To jedynie kwestia skali i właściwej metody porównawczej.



członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka