Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
68
BLOG

O współpracy z organami bezpieczeństwa

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Polityka Obserwuj notkę 21
 

      Fizyczne niszczenie Narodu poprzez „eliminację” elit prowadzone w równym stopniu przez Niemców jak system komunistyczny trwa do dziś, a ma tylko nieco łagodniejszą formę; teraz „jedynie” utrudnia się możliwości awansu, czy rozwoju osobowego w pracy naukowej, jeśli nie ma się „odpowiednich” poglądów.

    Tuż po wojnie likwidacją czynnika narodowego, poza specsłużbami wschodniego okupanta (Smiersza), zajmowały się także „własne” specsłużby. 

     Tu jednoznacznie należy stwierdzić, że w UB na szczeblach kierowniczych lokowali się głównie ludzie pochodzenia żydowskiego. Dlatego współpraca z tymi służbami miała tak odrażające konotacje: było to nie tylko donosicielstwo, ale i zdrada narodowa.

      Zawikłanie ma swą dramaturgię również z innej przyczyny. Jest pytaniem, czy można zbudować państwo bez wiedzy o procesach społecznych i postawach ludzi je tworzących. Np. w czasie wojny istniały nie tylko patriotyczne oddziały partyzanckie, ale także uzbrojone grupy przestępcze. Zwykłym ludziom trudno było niekiedy dokonać rozróżnienia (patrz działalność GL)

      W okresie tworzenia II Rzeczypospolitej także korzystano ze służb specjalnych. I chociaż był to znacznie mniejszy zakres zaangażowanych środków, to trudno odmówić potrzeby infiltracji różnych środowisk w państwie , gdzie 1/3 społeczeństwa stanowiły mniejszości narodowe, i gdzie niektóre z nich prowadziły walkę zbrojną z tym państwem (Ukraińcy, a także Niemcy i Żydzi). W tamtym czasie współpraca Polaków z polskimi służbami nie miała negatywnej konotacji, a wręcz mogła być uważana za przejaw patriotyzmu.

   Czy zatem każdy rodzaj współpracy ze specsłużbami należy uznać za kompromitujący? I dlaczego, jeśli są to instytucje antyspołeczne, dalej istnieją?

       Współpracę ze specsłużbami koniecznym jest poddać wartościującej ocenie poprzez narodowe kryterium. Na swój użytek wprowadziłem rozróżnienie odnośnie czasu współpracy.

- Do 1956 roku bezwzględna zdrada narodowa; ludzie współpracujący z własnej woli to najniższy szczebel drabiny społecznej, kierujący się najniższymi pobudkami; „złamani” przez UB mogą jedynie liczyć na współczucie.

- 56 – 68. W tym okresie nawiązanie współpracy ma mniejszy czynnik zdrady narodowej, a większy wpływ karierowiczostwa. Warto wspomnieć, że po 56 roku do Polski zostało „wyekspediowanych” sporo ludzi pochodzenia żydowskiego, jako tzw. „repatriantów” z ZSRR.

      Być może ich obecność i konieczność „ulokowania” w strukturach społecznych przyczyniła się do fermentu zakończonego czystkami 68. Ta opinia wymaga analiz historycznych.

      Ważnym wtrętem jest stwierdzenie, że po 68 roku,  po usunięciu znacznej części osób pochodzenia żydowskiego, w świadomości Polaków, państwo zaczęło nabierać charakteru narodowego. Zatem czynnik zdrady narodowej przy współpracy z SB miał znacznie mniejsze znaczenie. Także czynnik etyczny nie odgrywał poprzedniej roli; 25 lat po wojnie żyło już pokolenie, które nie było tak mocno związane z narodowymi tradycjami i ich rozumieniem. Zwłaszcza, że przecież polska inteligencja bądź została wymordowana, bądź w naturalny sposób wymarła, bądź też była „zneutralizowana” wiekiem i przeżyciami. 

- 68 – 70 bez oceny. Stan przejściowy.

- 70 – 80. Zwłaszcza w pierwszych latach dekady istniał rodzaj społecznej euforii. To czas pewnego zaufania, że nawet w socjalizmie, wspólna pracą możemy przyczynić się do wzrostu dobrobytu. Zaufania, że władze będą doceniać i dbać w większym stopniu o narodową tradycję. Czy były to przesłanki obiektywne – to już inna bajka. Niemniej był to czas najmniejszego dystansu między władzami, a narodem, i gdzie współpraca z SB miała najmniej negatywne konotacje.

- 80 i dalej. To już ostatnie opracowania i można dokonać samodzielnej oceny.

      Dlatego rozważając okoliczności; jeśli współpraca ta nie miała rzeczywiście negatywnych konotacji odnośnie innych ludzi, a dotyczyła np. niepolskich środowisk zagranicznych, to ocena nie musi mieć jednoznacznie negatywnego charakteru. Infiltracja środowiska np. związanego z Wolną Europą jawi mi się teraz niekoniecznie jako jednoznacznie negatywna. Wszak Wolna Europa finansowana była przez USA, kraj, gdzie blisko 90% administracji jest pochodzenia żydowskiego. A jak się daje pieniądze to i stawia się wymagania. 
      Tymczasem w Polsce także w SB - ludzie Moczara, stanowili w znacznej części czynnik narodowy. (Wielu bliskich Moczarowi współpracowników pochodziło z kielecczyzny).

       Czy zatem można jednoznacznie i bezkompromisowo odsądzić ”od czci i wiary” np. ludzi, którzy pod naciskiem, gotowi byli podjąć ograniczoną współpracę?

      Znaczne ograniczenia w dostępie do materiałów źródłowych ograniczały możliwości poznawcze ludzi chcących zdobyć rzetelną wiedzę o świecie. Dążność do tego celu, przy wielkich brakach w tej dziedzinie, nawet za cenę pewnych ustępstw, nie może być oceniana negatywnie; był to wręcz rodzaj patriotycznego obowiązku. Skutkiem niedowartościowania takiej postawy jest sytuacja po roku 90, gdzie brak dostatecznie wykształconych ludzi zaowocował przejęciem kontroli nad państwem przez czynniki obce ze szkodą dla całego narodu. Gdy tymczasem młodzież pochodzenia żydowskiego nie miała przeszkód w studiowaniu za granicą (por. Geremek).

O Kościele

      Niezwykła i specyficzna pozycja Kościoła Katolickiego wynika z nałożenia trzech czynników wzajemnie się wspomagających: elementu narodowego (a należy pamiętać, że pojęcie narodu zostało po raz pierwszy w Europie określone przez żonę Władysława Łokietka), doktryny chrześcijańskiej w tradycji rzymskiej i związanej z tym cywilizacji łacińskiej.

      Bardzo często podkreśla się rolę Kościoła jako strażnika narodowej tradycji, wskazując tym samym na Jego znaczenie w świadomości mieszkańców Polski. Wydaje się jednak, że ten punkt widzenia jest pewnego rodzaju „przegięciem” lub nadinterpretacją, gdyż w znacznej mierze pozycja Kościoła wynika właśnie z „narodowego” charakteru.

      Z kolei rzymski ryt w połączeniu z cywilizacją łacińską, gdzie dostrzegana jest jednostka, a gdzie społeczeństwo stanowi zbiór jednostek, współgra z polskimi cechami narodowymi. Bliskie tożsamości określenie Polak i katolik ma w tym sensie szczególne znaczenie. Warto jedynie podkreślać, że jest tu też silne i jednoznaczne powiązanie z cywilizacją łacińską. A Polska pozostaje bastionem, gdzie cechy tej cywilizacji są najbardziej widoczne, zwłaszcza w odniesieniu do skomercjalizowanych krajów będących jej kolebką. 

      Kościół i ludzie Kościoła przez długi okres czasu stanowili jedyną ostoję w walce z komunizmem jako zagrożeniem narodowym i etycznym. Jednak ta pozycja oblężonej twierdzy słusznych wartości zaowocowała także negatywnymi postawami. Znaczna część kleru zaczęła w sobie dostrzegać rolę władczą zamiast służebnej. Ich celem stała się nie ochrona wartości niesionych przez Ewangelię, ale walka o zachowanie pozycji „zarządcy” w społeczeństwie, gdzie świętość związana jest z osobą, a nie wykonywaną posługą. I oczywiście „przynależnymi” przywilejami.

     Doceniając rolę Kościoła w kultywowaniu narodowych tradycji należy też pamiętać, że pozycja i znaczenie Kościoła w Polsce wynikało także z wpływu świeckich na sposób sprawowania ewangelicznej posługi. Tymczasem zabrakło czynnika narodowego, z racji fizycznej eliminacji elit, co było już opisywane, a który to czynnik stanowił przeciwwagę dla zawsze pojawiających się tendencji alienacyjnych. W efekcie hierarchia Kościelna zaczęła spełniać rolę samoistnej wartości, przy malejącym wpływie czynnika społecznego. Zjawisko musiało się nasilać także z racji zaniku w Europie zachodniej wartości niesionych przez cywilizację łacińską, co stanowi również istotne zagrożenie dla tamtych społeczeństw. Można by stwierdzić, że upadł drugi z filarów tworzących polską specyfikę.

    Pozostał tylko Kościół.

     Trudno wyrzec się tak pojmowanej przez ludzi Kościoła roli. Zmiana ról w społeczeństwie to zwykle długi, przynajmniej kilkunastoletni, okres. Proces kształcenia osobowości jest długotrwały. A przecież księża musieli być przygotowywani do sprawowania swych funkcji wbrew postawom i żądaniom władz świeckich. Także w sobie musieli znaleźć wystarczającą siłę woli, aby przeciwstawiać się ogłupieniu i często schamieniu szerokich rzesz „owieczek”. Nie może więc nawet dziwić postawa, gdzie każdy zarzut kierowany przeciw księżom jest traktowany jako szarganie świętości i atak na Kościół.

      Podsumowując te dywagacje można wysnuć wniosek, że istnieje niezwykle pilna potrzeba podjęcia kroków do odbudowania narodowych elit, dla których wartości chrześcijańskie i reguły cywilizacji łacińskiej będą zasadniczymi wyznacznikami wartości.

     Drugim wnioskiem jest twierdzenie, że żadne publiczne dywagacje nad "podłością" poszczególnych TW nie mogą mieć charakteru uniwersalnego; każdorazowo oceny mogą dokonywać jedynie środowiska w których TW działali. Dlatego konieczne jest otwarcie archiwów i pełny dostęp do danych o tych ludziach.


członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka