Obecnie przyjęło się traktować granice jako stabilne, a ich zmiana może być początkiem wielu konfliktów. Ta sytuacją dotyczy Europy (Kosowo pomijam). Czy jest jednak podobnie widziana w innych częściach świata?
Mało tego, powstają coraz nowe problemy wraz z tworzeniem się wyodrębnionych społeczności aspirujących do roli narodu i żądających prawno-terytorialnego statusu dla swych aspiracji. (Baskowie, Abchazja itd.).
Czy te aspiracje należy pomijać?
JPII w którejś z homilii wspominał nie tylko o prawach człowieka, ale także o prawach narodów. Warto to mieć na uwadze.
Wydaje się, że pierwszym elementem na którym opierało się poczucie wspólnoty była wspólnota religijna. Żydzi wychodząc z Egiptu nie stanowili narodu mimo poczucia odrębności względem Egipcjan. Dopiero podporządkowanie się prawu mojżeszowemu opartego na podległości jednemu bogu (wtedy jeszcze monolatria), dało możliwość wytworzenia więzi o cechach narodowych. Podstawą bytu narodowego nie była wspólnota terytorialna, a „ideowa”.
Wg podobnych zasad tworzono pierwsze imperia w Mezopotamii – władca podporządkowywał „swoim” bogom ludy zamieszkujące odlegle miejsca, ale zasadą było zwiększenie ilości wyznawców, co miało urzeczywistnić przekonanie o nadrzędności własnego boga (bóstw) względem bogów „cudzych”.
Tytuły władców w pierwszym okresie dotyczyły przywództwa ludom, a nie dotyczyły krain. Dżingis Chan swe olbrzymie terytorialnie państwo tworzył na zasadzie włączania pod jedno władztwo wszystkich ludów mongolskich. Węgrzy, jako potomkowie Hunów i Madziarów mieli temu władztwu podlegać (1241). Inne zaś ludy, nie należące do "mongolskiej rodziny”, mogły być podbijane i łupione, ale nie stanowiły mongolskiego dziedzictwa.
Pokłosiem była doktryna Breżniewa zakładająca pomoc wszystkim ruchom rewolucyjnym na całym świecie, a obecnie swe ‘trzy grosze’ dołączył Miedwiediew.
Zatem nic się nie zmieniło w zasadach leżących u podstaw polityki rosyjskiej. Tylko czy my, jako zaliczający się do Cywilizacji Zachodu, takie stanowisko akceptujemy?
Tu jest dylemat. Bo w tej sprawie Zachód ma poglądy tożsame z bieżącymi interesami.
W Europie Kosowo obdarzył statusem państwa wbrew wcześniejszym deklaracjom o potrzebie zachowania terytorialnej integralności. Ale już względem separatystycznie nastawionych prowincji gruzińskich powrócił do wcześniejszych deklaracji.
Rzekomo nie jest nastawiony agresywnie, ale względem Iraku i Afganistanu zastosowano środki militarne celem włączenia monokulturowych (cywilizacja arabska) krajów o dużej tolerancji w obręb nietolerancyjnego!!! systemu multikulturowego. (Oczywiście ropa jest tu tylko mało znaczącym czynnikiem, a fakt wymordowania blisko miliona mieszkańców pomijany ). Efekt widoczny. Obecnie próbuje się zastosować podobne środki względem Iranu.
Co można napisać w podsumowaniu?
Że Rosja była i jest naszym przeciwnikiem stosującym najbardziej podłe, a niekiedy bestialskie środki dla realizacji swoich celów. Jest jednak w swych intencjach i działaniach przewidywalna.
Tymczasem Zachód, mimo demokratycznych deklaracji i szermowaniu hasłami wolności i praw człowieka, jest nieprzewidywalny, i możemy liczyć się ze zmianą priorytetów. Zawsze liczą się bieżące interesy. Typowa hipokryzja.
W tych warunkach możliwość pojawienia się nowego „Hitlera” jest tylko kwestią czasu. Więcej. Pojawiające się ataki na zdroworozsądkowe partie i organizacje (np. PiS), gdzie używa się argumentacji o rzekomo faszystowskich nawiązaniach, wyraźnie wskazują, że rzucający takie oskarżenia chcą tym sposobem ukryć swe zamiary.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)