Niniejsza notka jest z inspiracji wpisem Michała St. De Zieleśkiewicza poświęconej Beaujolais nouveau.
Dwukrotnie „wbijałem” komentarz i dwukrotnie miałem zaburzenia na łączach kasujące moje uwagi. Ponieważ notki piszę osobno i dopiero je „przeklejam” – zdecydowałem o tej formie komentarza.
Tą inspiracją była uwaga o korzeniach francuskiego „święta młodego wina”. Z kolei kiedyś będąc w dolinie Renu trafiłem na niemieckie święto „feder weiss” – „białe pióro".
To z kolei jest związane z piciem winnego moszczu – po winobraniu i wyciśnięciu soku do kadzi mus zaczyna gwałtownie fermentować tworząc białe pęcherzyki powietrza przemieszczające się do góry – biały puch.
(Każdy blogowicz, któremu tradycja grunwaldzka jest droga, wie o co chodzi).
I taki, fermentujący moszcz, zawierający może 1 może 2 % alkoholu, jest spożywany.
Ważne jest co innego – to, że na ten dzień wszyscy właściciele winnic wystawiają stoły ( na podwórka, do stodół – jeśli pada, czy robią zadaszenia) i oczekują gości.
Cena 1/2 l wynosiła (początek lat 90-tych) 1 markę. Ale też tradycja ta była traktowana jako patriotyczny obowiązek.
Pomyśl Drogi Czytelniku.
W tym roku mamy nadmiar owoców. Ich wartość często jest mniejsza od poniesionych kosztów. Znajomy sadownik z okolic Warki zalecał swoim pracownikom:
„Jeśli ci jabłko upadnie, to nawet najpiękniejszego nie podnoś, bo cena twego czasu jest wyższa od wartości jabłka”.
Zadaniem i obowiązkiem
polskich elit (prawdziwych, a nie przyszywanych), jest organizacja życia społecznego, gdzie wszystkie warstwy mają swe miejsce i godne warunki życia. Bo wolność wyraża się relacjami społecznymi.
Nie byłoby niczym zdrożnym, gdyby poświęcić trochę wysiłku nie tylko propagowaniu walki i martyrologii, ale też ideom cementującym społeczeństwo.
Można więc zaproponować
ŚWIĘTO JABŁKOWEGO SOKU.
Proszę zauważyć, że takie święto, traktowane jako obowiązek patriotyczny byłoby formą zasilenia rolnictwa w pewną ilość środków finansowych koniecznych do bieżącej działalności, bo wraz z sokiem można też sprzedawać wiele innych rzeczy typowych dla danego regionu.
I jeszcze uwaga; "obejścia" niemieckie wcale nie były w lepszym stanie niż spotykane na polskiej wsi - z pewnością nie mamy się czego wstydzić.
Można martwić się prasami do wyciskania soku itd. Ale zbliża się kryzys – taka drobna działalność mogłaby nieco wspomóc także przemysł.
Całość zaś może przyczynić się do powstawania lokalnych inicjatyw gospodarczych.
I na zakończenie. Cztery lata temu postanowiłem urządzać przed swoim domem Bożonarodzeniową Szopkę. Brakowało mi wtedy środków na wszystko (jak zawsze), ale zbiłem z kawałków drewna „budkę” i umieściłem w niej figurki (zrobił mi je znajomy rzeźbiarz ze Szczyrku – p. Węzik – robione na raty, bo od razu nie było mnie na to stać).
Powoli ta idea „zagnieżdża się”. A dzisiaj zauważyłem w reklamówce Praktikera ofertę figurek do szopki.


członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka