Istnieje taka opinia, że Generał jezuitów jest jednym z najlepiej poinformowanych ludzi na świecie. Wynika to z tego, że u jezuitów istnieje bardzo sprawny system informowania centrali o tym się dzieje w terenie – są to tzw. listy ex officio. Generał otrzymuje corocznie nie tylko sprawozdania od prowincjałów, ale może też polecić, żeby na określone pytania odpowiedzieli mu np. proboszczowie lub wykładowcy teologii. Ponieważ jezuici są wszędzie, jeśli chodzi o geografię, ale także o struktury i warstwy społeczne, czyli pracują od slamsów i obozów uchodźców do uniwersytetów i obserwatoriów astronomicznych, więc informacje otrzymywane przez generała są niezwykle zróżnicowane i bogate, co pozwala mu wypracować sobie pogłębiony obraz tego co się w świecie dzieje.
Że jezuici są wszędzie, to na ten temat jest dobra anegdota z czasów 60tych. Do jednostki wojskowej pod Szczecinem w ramach prowadzenia indoktrynacji politycznej przyjechała pani profesor z Wyższej Szkoły Partyjnej. Spędzono żołnierzy do sali i tym razem pani profesor raczyła ich swoją wiedzą o Kościele Katolickim. Szczególną uwagę poświęciła jezuitom. Mówiła o tym, że są wszędzie i wszędzie knują: w szkołach, w partiach politycznych, w parlamentach, na uniwersytetach itd. Po zakończeniu wykłady wstał jedne z żołnierzy i serdecznie podziękował za tą krynice wiedzy: „Najbardziej mnie poruszyło, to co pani powiedziała, że jezuici są wszędzie i to jest autentyczna prawda, bo widzi pani nawet na tej sali jest ich trzech.” Niestety nikt pani profesor wcześniej nie poinformował, że była to tzw. jednostka klerycka.
Ale wróćmy do tematu. Generał jezuitów, czyli czarny papież, jest dobrze poinformowany, ale i biały papież też ma dostąp do wielu różnych źródeł informacji. Jednym ze źródeł informacji są biskupi, którzy w ramach wizyty ad limina muszą co pięć lat odwiedzić papieża. Biskup, jeśli tylko chce, to ma poprzez swoje ciągłe kontakty z księżmi, świeckimi, zakonnikami, przedstawicielami władzy, bardzo dobrą orientację (z pominięciem pośrednictwa mediów), co w trawie piszczy. I biskupi się tą wiedzą z papieżem dzielą.
Za kilka dni rozpoczyna się wizyta ad limina biskupów ukraińskich i powoli ściągają oni do Rzymu. Bardzo ciekawe jest posłuchać tego co mówią, a szczególnie nie do mikrofonu. Mnie od dłuższego czasu trapiło pytanie, dlaczego Putinowi tak lekko poszło ze wznieceniem wojny w Donbasie, a nie udało się to w Charkowie, Zaporożu, czy Odessie? Przecież, to nie mniej rosyjskojęzyczne miasta niż Donieck i Ługańsk. Charków jest niecałe 40 km od granicy rosyjskiej, więc i z przerzuceniem zielonych ludzików problemów być nie mogło. Propaganda działa. Były też tam najazdy banderowców po Majdanie. Gdzie różnica? Donbas to rejon górniczy, przemysł ciężki, zakonserwowany system radziecki i tereny zamrożonego homo sovieticus. Klasa robotnicza z wielkich zakładów pracy nie ruszonych od upadku komuny. Charków, Odessa, Zaporoże – to miasta uniwersyteckie, z przemysłem wymagającym większej ilości ludzi wykształconych. I ci wykształceni ludzie szybko się zorientowali, że Janukowicz, Putin i sowiecki, imperialny, skorumpowany zamordyzm, który z miejsca zaczęto wdrażać na Krymie po wejściu tam Rosji, im nie w smak. Rosyjskojęzyczni mieszkańcy Charkowa lub Zaporoża, oglądają rosyjską propagandą, ale nie są jej niewolnikami, oglądają też ukraińską telewizją, ale nie są banderowcami, na czym polega wojna w Donbasie wiedzą z pierwszej ręki i dokonują wyboru jaka opcja im się bardziej podoba. Dlatego też banderowców przegnali, ale zielonych ludzików nie wpuścili. Wywołana przez Putina wojna w Donbasie jeszcze ich utwierdziła w przekonaniu, że dokonali właściwego wyboru. Lepiej być w ukraińskim bałaganie, niż w sowieckim obozie. Kto na wojnie w Donbasie najwięcej stracił? Oczywiście mieszkańcy Donbasu i to niezależnie od tego, czyli byli przeciw, czy za faszystami. Wojny nikt w Charkowie nie chce i dlatego od Rosji wolą się trzymać z dala. Tak więc to Rosjanie żyjący na wschodzie Ukrainy dokonali wyboru, i to wyboru nie według kryteriów narodowościowych, ale według różnic cywilizacyjnych. Potwierdzają to wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych, gdzie w regionach graniczących z Donbasem, frekwencja była wyższa niż w południowej Rosji, a wyniki pogrobowców Janukowicza, wiele słabsze niż w wyborach 2012. Co potwierdza moją opinię z poprzedniego felietonu, że na Ukrainie mamy do czynienia konfliktem cywilizacji, a nie tylko narodów czy państw. Oprócz tego można zrobić nieśmiały wniosek, że zajęcie Krymu, wojna w Donbasie mogą być na dłuższą metę oznaką klęski Putina i jego „rosyjskiego modelu rozwoju”, z którego jest tak dumny, a który okazał się niezbyt atrakcyjny dla Rosjan żyjących w Charkowie, Zaporożu i Odessie.
PS: Oczywiście zderzenie cywilizacji jest wielowymiarowe, tak jak pojęcie wolności może być różnie rozumiane. Dlatego też pisze nie o dwóch, a o zderzeniu czterech cywilizacji. W zeszłym roku bardziej patriotyczne deputowane rosyjskiej Dumy chciały wprowadzić prawo zabraniające noszenia przez obywatelki Rosji butów na wysokich obcasach i zakazujące sprzedaży bielizny koronkowej, odpowiedzią Ukrainy były dziewczęta z bluzkami: „Chcę nosić koronkowe majtki”. Wcieleniem takiego rozumienia wolności są ukraińskie aktywistki Feminy.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)