56 obserwujących
237 notek
479k odsłon
  3615   0

Tęczowa reedukacja kleryka

 „W tej sytuacji państwo powinno się przyjrzeć procesowi formowania kapłanów w seminariach duchownych i zaproponować środki zaradcze, np. poprzez przymusowe wprowadzenie do programów nauczania dodatkowych lekcji z zakresu konstytucjonalizmu, wielokulturowości i nowocześnie rozumianych praw człowieka”. Czytam i aż przysiadłem z wrażenia. Czytam jeszcze raz z otwartą gębą i wstrzymanym oddechem, bo może to nie Redaktorowi się w głowie pokiełbasiło, tylko mnie? A może za ten okres co mnie w Polsce nie było GW przeprofilowała się na czasopismo humorystyczne i artykuł „Seminaria – inkubatory nietolerancji” (GW 05.04.19) należy odczytywać w kluczu satyry? Nie, Wojciech Maziarski pisze to ze 100 % powagą. A może zarobki dziennikarzy GW są już tak niskie, ze względu na spadający nakład, że autor postanowił zemścić się na pracodawcy i w duchu strajku włoskiego go tym tekstem ośmieszyć? Nie, Maziarski rzeczywiście jest szczerze zaniepokojony, że w seminariach wychowuje się „propagatorów ciemnoty, ksenofobii i zabobonu”. Roni krokodyle łzy, że Kościół w Polsce został „opanowany przez ludzi niekompatybilnych ze współczesnością”. W ogóle słownictwo artykułu to miód i cymes – mam nawet podejrzenie, że autor zerżnął sobie je z jakiejś gazety z czasów stalinowskich. Bolszewizm w czystym stylu, którego by się nie powstydzili najwspanialsi piewcy podstępu z czasów PRL.

Przejdźmy do meritum. Redaktor Maziarski jak każdy lewicowiec zamiast obserwować rzeczywistość kształtuje ją sobie w głębinach swojej postępowej duszy. Otóż jest absolutną pomyłką twierdzenie, że „seminaria stały się wylęgarnią ksenofobii, nietolerancji i nacjonalizmu”, bo młodzież do seminariów już taka przychodzi, a zasługą tego są właśnie artykułu typu radosnej twórczości Pana Wojciecha. Do seminarium przychodzą chłopaki ze świata, gdzie tolerancja i wielokulturowość cieknie z ekranu i internetu bezustannie i właśnie dlatego ci chłopcy są tacy jacy są. Seminarium kleryków bynajmniej nie wychowuje na nazistów, bo tam się wykłada teologię dogmatyczną i sakramentologię - ani to podniecające, ani z bieżącą sytuacją polityczną w kraju powiązane. Jak znam wykładowców seminaryjnych to przeważającej większości nie jest to ludek zbyt radyklany, ani ideologicznie zacietrzewiony.

A dlaczego ideowa młodzież jest dzisiaj właśnie taka? Bo można kleryka nie lubić, ale nie można mu nie przyznać, że młody człowiek, który w dzisiejszych czasach internetu i związków partnerskich gotów jest ze względu na swoje poglądy zdecydować się na celibat, jest człowiekiem ideowym, gotowym za swoje poglądy zapłacić wysoką cenę. Jak by się Redaktor zastanowił, dlaczego młodzi wolą chodzić na spotkania ONR, a nie do klubów GW, to może by krzyknął: Eureka! Ale nie krzyknie, ponieważ się nie zastanowi, a nie zastanowi się, ponieważ lewicowość nie opiera się na obserwacji rzeczywistości, tylko na powtarzaniu dogmatów.

Załóżmy, że władze oświatowe się przestraszyły i rzeczywiście wprowadziły do seminarium lekcje postępu, tolerancji i multikulti. Byłby to zabieg na który sobie nawet bolszewicy nie pozwolili. I co? No i nic! A raczej dokładnie na odwrót. Po takiej edukacji to młody ksiądz już nie byłby narodowcem, ale wręcz nazistom i nie życzyłbym redaktorowi Maziarskiemu spotkać w ciemnym zaułku jakąś klerycką bojówkę. Skąd to wiem? Otóż z praktyki.

W PRL uczyłem się w szkole gdzie było kilka wybitnych przedmiotów, które miały nam wcisnąć do głowy „konstytucjonalizm i nowoczesność”, o których tak marzy Autor. Oto te przedmioty: wychowanie do życia w rodzinie socjalistycznej, wiedza o społeczeństwie, religioznawstwo, przysposobienie wojskowe, język rosyjski (w moim wypadku jeszcze i niemiecki, gdzie podręcznik bez ustanku wychwalał jak wspaniałe jest życie w NRD), lekcje wychowawcze i jeszcze różne okazyjne czytanki wygłaszane np. przez oficerów politycznych LWP. W wielu szkołach do tego można dodać było lekcje historii i język polski. No i co? No i napompowany przez edukację całym tym postępem zaraz po maturze zgłosiłem się do nowicjatu. Kiedy jako młody zakonnik zjawiłem się w moim liceum i spotkałem mojego profesora od religioznawstwa, to mu podziękowałem, że tak mi pięknie pomógł w rozeznaniu powołania. „Byłeś tylko na dwóch lekcjach!” – oburzył się szczerze (przyznaję wiele wtedy wagarowałem). „Sorze i te dwie lekcje mi już wystarczyły” – odpowiedziałem równie szczerze.

Zaraz, zaraz przecież pomysł reedukacji kleryków to nie jest bynajmniej idea Pana Wojciecha! To plagiat! Otóż w latach 60tych w ramach gomułkowskiej walki z Kościołem stworzono 3 jednostki wojskowe, do których kierowano wszystkich kleryków z seminarium. Klerycy oczywiście nie uczyli się tam strzelać z kałasznikowa, tylko bez końca siedzieli na lekcjach postępu i nowoczesności. Oprócz tego zapraszano dziewczęta ze szkoły pielęgniarskiej na potańcówki. Rezultat był taki, że nawet ci, którzy chcieli zrezygnować z kapłaństwa, czekali aby wyjść z woja, wracali do seminarium, zakładali sutannę i następnego dnia ją zdejmowali: żeby tylko komuchom nie dać satysfakcji. Jednym z takich reedukowanych kleryków był Jerzy Popiełuszko.

Lubię to! Skomentuj160 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo