Karol Nawrocki, obecny prezydent, rozwiązał ten sam „problem” inaczej. Bez gaśnicy, bez skandalu, bez międzynarodowych nagłówków. Po prostu nie wysłał zaproszeń. Chanuka w Pałacu Prezydenckim się nie odbędzie. Sprawa zamknięta – koniec i kropka.
Świece chanukowe w Pałacu Prezydenckim były imprezą zapoczątkowaną przez Lecha Kaczyńskiego i kontynuowaną przez Andrzeja Dudę. Dla wielu była to obecność społeczności żydowskiej w polskim życiu publicznym. Nawrocki powiedział jasno: „Obchodzę święta, które są bliskie mojej osobie”. W praktyce oznacza to rezygnację z rytualnych obrzędów, które miały wymiar gestu otwartości, lub jak to ujął Braun parady dominacji.
• Braun: radykalny happening, który miał wstrząsnąć opinią publiczną.
• Nawrocki: chłodna kalkulacja polityczna – decyzja podjęta w ciszy, zgodna z oczekiwaniami elektoratu.
Obaj osiągnęli ten sam efekt: Chanuka nie jest mile widziana w przestrzeni państwowej. Ale różnica jest zasadnicza – jeden zrobił z tego widowisko, drugi załatwił sprawę administracyjnie, niemal niezauważalnie.
Po co Braun zadał sobie tyle trudu, skoro Nawrocki załatwił sprawę bezboleśnie? To pytanie pokazuje, że w polityce gesty bywają bardziej kosztowne niż decyzje.
Braun chciał być bohaterem własnego spektaklu, Nawrocki wolał być reżyserem ciszy.
Efekt końcowy jest ten sam – brak świec w przestrzeni publicznej. Braun został uderzony po kieszeni, a Nawrocki umocnił swoją pozycję – efekt wspólny, metody i korzyści różne.
A może to właśnie Braun uchylił Nawrockiemu polityczną furtkę.
#Braun #Nawrocki #Chanuka #PałacPrezydencki #PolitykaGestów #PolitykaDecyzji #Felieton #Symbolika #Tradycja #Religia #Społeczeństwo #Publicystyka


Komentarze
Pokaż komentarze (9)