Jako doświadczony działacz stowarzyszeniowy wiem doskonale, jak trudno jest funkcjonować mając wsparcie finansowe władzy państwowej. Władza zawsze ma pokusę wykorzystywania i instrumentalnego traktowania stowarzyszenia, któremu pomaga, np. "skoro dajemy im pieniądze, to niech wezmą udział w obchodach... - a tymczasem te obchody wcale nie są związane z celami stowarzyszenia.
W rządzonym przez postkomunistów kraju, o tak młodych tradycjach demokratycznych, jak Polska, stowarzyszenia powinny konsekwentnie odmawiać przyjmowania finansowej pomocy administracji państwowej. Organizacja charytatywna, która chce się zapisać do rejestru "pożytku publicznego" często musi się w ten czy inny sposób zeszmacić, żeby zasłużyć na taki wpis.
Opisuję oczywiście postsowiecką patologię. Władza demokratyczna w państwie prawa nie stawia żadnych warunków stowarzyszeniom - jeśli chce im pomagać i płaci, to dlatego, że popiera ich działalność. Ale władza, która przykładowo żąda (daje do zrozumienia, że będzie łatwiej o pieniądze) zmiany statutu, żeby jeden wiceprezes był wyznaczany przez państwo, to taka władza jest władzą skażoną przez ideologię bolszewicką lub nazistowską.
Nasza partia, po wejściu do rządu będzie walczyć z tymi ludźmi we władzach, które próbują uzależniać od siebie wspierane organizacje rządowe. Zasada nasza jest prosta - państwo pomaga finansowo tylko tym stowarzyszeniom, które popiera bez zastrzeżeń - na takie stowarzyszenia urzędnikom nie wolno wywierać żadnego wpływu. Jakiekolwiek rady, żądania, pomysły itp. mogą od administracji być kierowane tylko w do tych stowarzyszeń, którym państwo nic nie płaci. Odebranie pomocy finansowej państwa powinno następować bez ostrzeżenia, ale nie może skutkować na nadchodzący rok budżetowy. Przykładowo, jeżeli stowarzyszenie uchwałę budżetu przesyła administracji we wrześniu, a rok budżetowy zaczyna w styczniu, to państwo może skutecznie wycofać wsparcie najpóźniej w październiku .



Komentarze
Pokaż komentarze