38 obserwujących
502 notki
502k odsłony
  788   4

Czy Tusk się rozwija

     Pytanie jest całkiem zasadne, bo kiedy się ma do czynienia z kimś zamierzającym przejąć władzę - lepiej mieć pewność, że się nie poparło kogoś na to nie zasługującego lub nie odmówiło wsparcia temu, komu by się ono jak najbardziej należało.  A czemu takie kryterium - zdolność do rozwijania się?  Proste:  co się nie rozwija - to więdnie i usycha, a Chińczycy powiadają, że idący  silniejszy jest od siedzącego.  Warto więc popatrzeć, jak to z tym rozwojem:  siatkarze się nie rozwijali - i proszę.

    Ocena nie zawsze jest łatwa.  Spojrzawszy np. na Szymona Hołownię nie wiadomo, co sądzić;  zaczynał od prośby, żeby wpłacać choćby po dysze - a ostatnio,  poszedłszy chyba po rozum do głowy ogłosił, że przydałoby się też parę żarówek.  Niewątpliwie jest to poszerzenie zakresu uprawianego przezeń proszalnictwa, a więc - w pewnym sensie - coś w rodzaju rozwoju;  jeśli tak na sprawę patrzeć - to ok.

   A co z Tuskiem?  Konwencja dostarczyła sporo materiału do rozważań - nie tylko o rozwijaniu się.  Zadbano, jak się zdaje, o wszystko;  przy wcześniejszych wystąpieniach DT ktoś tam ziewał czy też przysypiał w tle, a tym razem  młodzieniec w błękitnym krawacie ustawiony tuż obok mówcy, rzecz jasna - w drugiej linii, tak wytrwale kiwał potakująco głową, że zacząłem podejrzewać u niego jakąś dolegliwość objawiającą się ruchami mimowiednymi.  Ale jeśli idzie o rozwój - to sam nie wiem, co myśleć.  Była mowa o cenie chleba, a to powtórka z 2007 roku;  wtedy DT też obkuł się z cen żywności.  Było wspomnienie mamy znaczącej krzyżem napoczynany bochenek i deklaracja przynależności do społeczności katolickiej - a kiedyś ta nabożność wypadała jakby okazalej:  ślub w kościele i domowy ołtarzyk.  Z dowcipem - też chyba nic nowego:  przedtem - coś tam zakopano w Zakopanem (błyskotliwe!), a teraz - żarcik o mieszkaniu za milion i drugi - z rżnięciem, jako motywem przewodnim;  poziom ten sam.  W sumie - powtórka, kontynuacja czy jak tam to nazwać - może stagnacja?   Jednym słowem - o rozwijaniu się ani mowy. Chyba to mało racjonalne - powtarzać zagrania, po których w końcu nastąpiło jednak oddanie władzy i emigracja zarobkowa.  Prawda - trochę świeżości wniosły akcenty autoironiczne - że niby, mam trudności z wymawianiem "r"  i lubię lajki, choć to przecież niemądre;  na tej kokieterii można trochę pojechać, ale nie za daleko.

   Niesprawiedliwie byłoby jednak  zdolności do rozwijania się odmawiać Donaldowi Tuskowi tak już całkiem i bez reszty.  Niedawno w jednym z wystąpień użył mądrego i obcego słowa - paradygmat;  w dodatku - wedle mego rozeznania - prawidłowo.  A podczas konwencji błysnął ponownie:  anturaż (entourage).  Niby nic takiego, ale pamiętam jak jakieś 10 lat temu indagowany przez dziennikarza na okoliczność uczczenia pamięci Ofiar Smoleńskich DT odparł, że trzeba to będzie zrobić przy pomocy jakiegoś postumentu.  Postumentu!!!  Wypada więc zauważyć, że w ciągu dziesięciu lat umiejętność posługiwania się wyrazami obcego pochodzenia wyraźnie poszła do przodu;  przedtem zrobił to raz i się potknął, a teraz - dwa razy jak trzeba..  Coś się niewątpliwie rozwinęło, choćby to miało polegać tylko na zaglądaniu do słownika wyrazów obcych przed każdym wystąpieniem.

   A serio:  władza kradnie na niewyobrażalną skalę, a kiedy tego nie robi - to chyba zabrania kobietom dostępu do ginekologa, bo Tusk musi się o to upomnieć;  do tego - rozkazuje ona żołnierzom hańbić mundur, a jakby tego wszystkiego było za mało -  wyprowadzi nas o drugiej w nocy z Unii, co on - DT wie z całą pewnością, bo słyszał rozmowy  (a może głosy?).  Przy tym - ta władza  "ma pomysły, które nikomu nie pasują" i dziw tylko bierze, że ktoś na nią głosuje.  W sumie - nic takiego, czego byśmy już nie słyszeli:  prymitywna, mijająca się z prawdą i ordynarna w gruncie rzeczy treść wyartykułowana sprawnie i gładko;  wszystko to skierowane najwyraźniej do swoich,  bo trudno sobie wyobrazić przekonanie i porwanie niezdecydowanych za pomocą takiej produkcji.  Ja - wysłuchawszy tego uświadomiłem sobie, że ani trochę ciśnienie mi nie skoczyło - popadłem raczej w nastrój czegoś w rodzaju pobłażliwości: - a niech tam,  niczego to nie zmieni!   Skoro tak się sprawy mają, to Tusk, zamiast moc rażenia rozwinąć - raczej ją osłabił;  przynajmniej wobec mnie.

   A wracając do chleba:  obrazek namalowany przez przewodniczącego  tak był rzewnie sielsko - polski z tym zapachem chleba przypominającym dzieciństwo, krzyżykiem kreślonym na skórce chleba i wszechogarniającą atmosferą patriotyzmu daleką od niechęci do dźwigania niechcianego brzemienia polskiej nienormalności, że zabrakło w nim tylko małego Donka niosącego dwojaczki w pole.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka