Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską, odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: lot w AZ/UT
115 obserwujących
86 notek
898k odsłon
  2122   0

72. Upadek specpułku: Incydent lotniczy w Smoleńsku 10.04.10

Jak-40 nr 045 zepsuł się, więc 10 kw. A. Wosztyl nie zawiadamiając dow. pułku wziął 044, który miał być zapasowym samolotem Prezydenta!
Jak-40 nr 045 zepsuł się, więc 10 kw. A. Wosztyl nie zawiadamiając dow. pułku wziął 044, który miał być zapasowym samolotem Prezydenta!

W Smoleńsku wkrótce przed katastrofą TU-154 wydarzył się incydent lotniczy lądowania dowódcy samolotu Jak-40, por. Artura Wosztyla. Źródła tych dwóch wydarzeń pokrywały się.  36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego wysyłał 10.04.10 do Smoleńska pilotów nie umiejących ani bezpiecznie latać, przestrzegać reguł lądowania, ani nawet rozumieć komendy kontrolerów. Dramatycznie świadczy o tym zagrażający życiu pasażerów incydent nielegalnego lądowania Jaka-40. Dowódca wykonał podejście i wylądował z 18 dziennikarzami ma pokładzie, w zabronionych warunkach meteo znacznie poniżej minimów (prawdopodobnie widzialność 60x1000m, przy minimum 120x1800m), ignorując wiele poleceń kontrolerów lotniska. Po katastrofie pilot wybielał się jak mógł i szpetnie konfabulował, że dostał wszystkie wymagane zgody na  lądowanie, i że ostrzegał pilotów tupolewa "uważajcie strasznie". Było jednak tyle dowodów przeciwko jego załodze, że po kilku dochodzeniach zostali wszyscy trzej komisyjnie uznani w końcowej instancji (przez Sztab Główny Wojska Polskiego) za winnych wielu wykroczeń. Obecnie Artur Wosztyl nie jest już pilotem tylko radnym PiS z Rembertowa, zaś cały pułk rozwiązano. Za późno. W katastrofie 2010 r. wiszącej na włosku od lat, w istocie już raz widzianej w Mirosławcu,  96 ludzi, w tym najwyżsi dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych i Prezydent, zapłaciło życiem za wadliwe kształcenie pilotów, fałszowanie egzaminów i uprawnień, tolerowanie wykroczeń i brak należytej kontroli nad lotnictwem transportowym. Wosztyl, mając przez ponad godzinę szansę, nie zapobiegł katastrofie. Powinien był zameldować w rozmowie z Warszawą, że wylatujący w tym czasie TU-154 nie ma warunków do lądowania w Smoleńsku. Wylot powinien w takich warunkach zostać opóźniony lub samolot zawrócony nad Polską. Namawiał też załogę TU-154 do zniżania pod Minimalną Wysokość Zniżania. Nie zasiadł jednak na ławie oskarżonych.

WYKROCZENIA ZAŁOGI JAKA-40  

W locie Jaka-40 nr boczny 044, rejs PLF 031 rankiem 10-go kwietnia, por. Artur Wosztyl był dowódcą i pilotem lecącym, chor. Arkadiusz Muś mechanikiem, a por. Rafał Kowaleczko drugim pilotem. Podejście nieprecyzyjne wykonywano w systemie 2 NDB (+GPS), co osobiście potwierdził wielokrotnie w późniejszym czasie Wosztyl. Do tego wymagane było minimum pilota 120 x 1800 (RVR 1800 m, VV lub podstawa chmur = 120 m AGL wg BW). Minimum lotniska i samolotu opiewały na 100 x 1800 dla samolotu oraz 100 x 2000 lotniska. Zatem dowódcę obowiązywały warunki nie gorsze niż 120 x 2000 metrów.

Jak pokażę poniżej, pogoda w czasie podejścia do lądowania wynosiła nie więcej niż  "60 x 2"  lub inaczej 60 x 2000 m, tj. widzialność pozioma na poziomie pasa RVR ~ 2 km (jeśli była tak duża, por. inne relacje niżej) była wystarczająca, ale podstawa chmur o czynnik 2 poniżej minimum meteo. Czym to groziło? Podejście na 2 radiolatarnie niekierunkowe (2xNDB) jest trudnym podejściem nieprecyzyjnym, w którym zanim samolot wejdzie na zniżanie na ostatniej prostej, załoga odbiera z wieży informację o nastawie ciśnieniomierza i warunków widzialności na pasie. Potem niewielką rolę odgrywa to, co mówi wieża. Pilot zniża się w jak mu tak to mówi instrukcja operacyjna do Minimalnej Wysokości Zniżania (Minimum Descent Height,  MDH). W tym przypadku lotnisko zezwalało na MDH = 100 m, a minima pilota 120 m nad pasem, zatem obowiązywało MDH = 120 m. Tej wysokości w żadnym wypadku oprócz nagłego (awaria samolotu, o której trzeba poinformować kontrolę lotów) nie wolno było pilotowi przekroczyć. Przed dotarciem do MAP (Missed Approach Point - w tym przypadku do bliższej radiolatarni) pilot musi wyraźnie zobaczyć otoczenie pasa z wysokości MDH  (pas startowy lub jego światła pozycyjne), zameldować o tym kontrolerowi i uzyskać zgodę na lądowanie. Tylko wtedy wolno mu kontynuować zniżanie i lądować. Złamanie MDH bez spełnienia procedury, zwłaszcza w warunkach braku widzialności pasa, jest ciężkim wykroczeniem ponieważ jest bardzo niebezpiecznie i doprowadziło już do mnóstwa katastrof lotniczych. 

Skąd wiemy, że pogoda była poniżej minimów, a konkretnie "60 na 2" lub mniej? Opowiedział o tym sam por. Wosztyl w rozmowie z wojskowymi na lotnisku Okęcie, po wylądowaniu.

ROZMOWY NA OKĘCIU

Dnia 10.04.10 rano rozmawiali kilkukrotnie chor. Marcin K. Gałek, Dyżurny Meteorolog z Centrum Hydrometeorologii SZ (CHSZ)  i  por. Piotr C. Lauks, kontroler wieży na Okęciu. Od godz. 8:21:33 czasu warszawskiego rozmawiali o możliwości skontaktowania się z załogami samolotów lecących do Smoleńska. Gałek pytał Lauksa czy coś wie o lądowaniu Jaka-40, i czy ma możliwość nawiązania kontaktu z PLF 101. Lauks  z początku myślał, że tupolewem leci por. Wosztyl, ale Gałek wyjaśnił, że Wosztyl już wylądował jaczkiem, a tupolewem leci kpt. Protasiuk, i z nim trzeba się kontaktować. Lauks powiedział, że jeszcze nic nie wie, ale obiecał oddzwonić po ew. kontakcie z załogami. Rozmowa od godz. 8:32:40:

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka