Na tle zjawisk politycznych powodowanych wewnętrznymi i zewnętrznymi konfliktami na tle sporu o intermobilia ustrojowe w Polsce rośnie zaniepokojenie ludzi poszukujących odpowiedzi o przyczyny tego stanu.
Obecne polityczne zróżnicowanie w społeczeństwie nie jest samo w sobie zjawiskiem złym czy anormalnym, ale jest nim atmosfera sporów przesiąkniętych gniewem i nienawiścią politycznych antagonistów powszechnie obecnych w polskiej debacie publicznej.
Publicystyka socjologiczna i politologiczna upatruje źródło tego upadku w zjawisku autorytetów rezygnujących z przekonań opartych na wartościach moralnych i humanistycznych zamienionych na koniunkturalizm korzyści spodziewanych od polityków sprawujących władzę. Zanik tych wartości jest powszechnie dostrzegany w postawach ludzi odpowiedzialnych w społeczeństwie za ich kształtowanie. Głównymi adresatami tego zarzutu są w Polsce przedstawiciele takich instytucji jak Kościoła Katolickiego i władza państwowa.
Do niedawna ośrodki te były niepodważalnymi autorytetami w zakresie wartości moralnych (Kościół) i interesu publicznego (praworządne państwo).
Pozycja KK w Polsce jest nadal olbrzymia, choć wyraźnie umiejscowiona w środowiskach o mniejszym zainteresowaniu problemami ogólnokrajowymi skupionych bardziej na prozie dnia codziennego.
Dotyczy to głównie środowisk wiejskich i prowincjonalnych (bez pejoratywnych konotacji) zdanych na opinie lokalnych autorytetów tradycyjnie utożsamianych z miejscową inteligencją (proboszcz, nauczyciel, lekarz, aptekarz) uznawaną z - tytułu społecznej pozycji - za lepiej zorientowaną i godniejszą zaufania.
Postęp cywilizacyjny naruszył jednak obraz takich autorytetów powszechną dostępnością mediów społecznego przekazu sięgającą dzisiaj do najodleglejszych zakątków kraju,
To spowodowało polityczny bój o te media ze strony środowisk egzystencjonalnie zależnych od społecznego poparcia obywateli, czy to głosami wyborców (politycy) lub pieniężną ofiarnością wyznawców religijnych (Kościół).
Tak więc kształtowanie poglądów społeczeństwa władcy mediów sprowadzili z wzniosłych praktyk „niesienia kagańca oświaty” do nizinnego (żeby nie powiedzieć niskiego) propagowania idei i poglądów „narzucanych” ludziom przez posiadaczy owych mediów społecznego przekazu z użyciem naukowych metod skutecznego przekonywania ludzi (PR) do swoich „racji” sztuczkami przypisywania wiarygodności tematom nieprawdziwym – albo mocno kontrowersyjnym – ogólnikową narracją w brzmieniu sprawiającym wrażenie prawdziwej.
Pokusie tej ulegają wszystkie autorytety.
W sferze państwowości najwyższym autorytetem w państwie Konstytucja ustanawia Prezydenta RP tak sprecyzowanym:
„Art. 126. 1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. 2. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium. 3. Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach”.
W opinii znawców konstytucji prezydent nie respektuje tych reguł, co jest głównym powodem utraty autorytetu „głowy państwa”.
Podobnie Episkopat Polski utracił autorytetu postawą tolerowania gorszących różnic dotyczących ewangelicznych postaw w Kościele od biskupów po proboszczów.
Pan Andrzej Duda, prezydent RP zostawi po sobie historykom niezły orzech do zgryzienia. Po dwóch latach prezydentury wahadło ocen pana prezydenta mocno się rozbujało od ugodowego akceptowania wszystkich ustaw większości parlamentarnej po zawetowanie dwóch ustaw sądowniczych o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa i niezrozumiałej akceptacji ustawy trzeciej o ustroju sądów powszechnych. Wszystkie te ustawy – w opinii niezależnych ekspertów – są niezgodne z konstytucją.
Zawiodła też nadzieja na naprawę niekonstytucyjności zawetowanych ustaw po autorskich poprawkach prezydenta – obecnie procedowanych w Sejmie – nadal obciążonych „grzechem” niekonstytucyjności potwierdzonej przez Biuro Legislacyjne Sejmu.
W tej postawie prezydenta tkwi powód utraty autorytetu?
Zaś postawa polskiego Episkopatu – głównie w kwestii uchodźctwa – nie jest jednoznacznie czytelna z powodu niezrozumiałej powściągliwości w ocenach antychrześcijańskich postaw wielu biskupów i proboszczów, którym patronują toruńskie media określane katolickimi.
Piękne słowa przewodniczącego Episkopatu abp Stanisława Gądeckiego i Prymas abp Wojciecha Polaka wygłaszane w ślad za Papieżem Franciszkiem, przywołujące chrystusowe: „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie” głoszone w mediach i rzadziej w homiliach nie znajdują oddźwięku w parafiach, a więc nie docierają do wiernych całego Kościoła Powszechnego w Polsce.
Dlaczego w świetle tego milczenia, a często wręcz narracji odwrotnych w homiliach biskupów i proboszczów Episkopat nie wystosował do wiernych „listu pasterskiego”?
Czy w tych okolicznościach można mówić o istnieniu autorytetu Kościała Katolickiego w Polsce?
Brak zgodności postaw z czynami jakie okazują hierarchowie KK i prezydent Polski są dowodem utraty ich autorytetu. To niezmiernie smutny obraz polskiej rzeczywistości, tym bardziej, że nie ma oznak na zmianę tych postaw.
Pozostał duży zawód.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)