W notce „Autorytety Kościoła i Prezydenta w Polsce to przeszłość” (29. listopada), wyraziłem opinię, że przyczyną spadku autorytetu tych instytucji to brak transparentności w ich deklaratywnych postawach i czynach.
Obecna debata w Sejmie nad projektami prezydenckich ustaw o sądownictwie uświadamia Polakom, że brak owej transparentności postaw w polskiej polityce przekształcono z elementu politycznie wstydliwego w normę.
Bardzo negatywnej ostrości temu zjawisku nadaje PiS osobą swojego posła Stanisława Piotrowicza, przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, kierującego procedurami przygotowania projektów ustaw pod obrady Sejmu.
Niesmak zachowań pana Piotrowicza w czasie debaty na posiedzeniu Komisji polega na demonstracyjnym lekceważeniu powagi tych obrad butną postawą ograniczania wypowiedzi posłów opozycji i skandalicznym tempem obrad.
Znakomicie oddaje to tempo bloger Lchlip w notce: „103 artykuły na godzinę czyli PiS-owska reforma (byłego) tow. Piotrowicza”.
Wszystkie te skandale Piotrowicza są szeroko komentowane w mediach, więc nie będę ich powtarzać. Warto jednak przypominać dlaczego i komu powierzył PiS ową kompromitującą ich rolę.
Odpowiedź na to pytanie zna tylko prezes PiS, który namaścił Piotrowicza do tej roli. Więc nie ma sensu próbować odgadywać tych intencji. Sensownym jest jednak zestawiać postać Piotrowicza z antykomunistyczną, narracyjną batalią PiS.
Trzeba zacząć od Piotrowicza. Należał do PZPR od 1978 r. do końca. Aktywny funkcjonariusz partii (członek egzekutywy PZPR w Prokuraturze Wojewódzkiej i Rejonowej w Krośnie i kierownik szkolenia partyjnego). Zawodowo pełnił funkcję prokuratora - także w stanie wojennym. Z akt personalnych wynika, że cieszył się opinią oddanego członka partii, co było wyrazem zaufania do Piotrowicza jako prokuratora.
Oficjalna, anty-pezetperowska narracja PiS wybrzmiewa zawsze pod adresem dygnitarzy i polityków opozycji pisowskiej, byłych członków PZPR, często z przymiotnikowa „ozdóbką” „komuniści”. Pamiętamy zawołanie zgromadzenia PiS pod pałacem prezydenckim, któremu dyrygował prezes Kaczyński „cała Polska z was się śmieje komuniści i złodzieje”.
Każda krytykę sędziego TK, b. prezesa Andrzeja Rzeplińskiego PiS „ozdabiał” komentarzem o jego PZPR-owskiej przeszłości. Zaś z uzasadnioną dyskrecją pomija prawdę o członkach PiS z przeszłością PZPR-owska znanych w Polsce z listy Marii Nurowskiej, na której figurują zarówno Stanisław Piotrowicz jak Wojciech Jasiński – totumfacki Jarosława Kaczyńskiego – obecnie prezes Orlenu, za rocznym wynagrodzeniem 1, 7 mln. zł. (2016 r.)
W przeciwieństwie do listy Nurowskiej PiS wytyka PRPR-owska przeszłość członkom PO zebranych na jednej liście przez Pawła Kukiza. Humorystyczne jest przerzucanie się listami Kukiza i Nurowskie zwolenników i przeciwników Partii rządzącej w czym popisują się przewagą przeciwnicy PiS argumentacją. że lista Kukiza to 23 nazwiska. a Nurowskiej 26 nazwisk. Powołują się też na Ziobrę, który w roku 2011 powiedział : „W ścisłym kierownictwie PiS jest grupa byłych członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, jak choćby były minister skarbu Wojciech Jasiński, skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski czy były minister z Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński, i to prezesowi Kaczyńskiemu nie przeszkadza - mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Zbigniew Ziobro”.
http://wyborcza.pl/1,76842,14562253,Zbigniew_Ziobro___W_kierownictwie_PiS_jest_grupa_bylych.html
Tę wypowiedź Ziobry obrońcy PiS-u ripostowali złośliwie o członkostwie w PZPR Kazimierza Ziobry – ojca Zbigniewa – udowadniając to tym pismem:
„w IPN znajdują się dokumenty świadczące o tym, że Kazimierz Ziobro był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. – W sytuacji, gdy już po wyroku ujawniane są nowe dokumenty, należy złożyć wniosek o wznowienie procesu – mówi "Gazecie Polskiej" Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku”.
http://niezalezna.pl/46088-ujawniamy-dokumenty-ziobro-byl-czlonkiem-pzpr
Dalsze rozwodzenie się „w tym temacie” jest zbędne, bo to zupełnie wystarczy na postawienie tezy, że PiS nie posiada moralnego mandatu do dezawuowania swoich przeciwników politycznych ich wcześniejszą przynależnością do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Polityczne znaczenie byłych członków PZPR w PiSie z niechlubną obecnie rolą Stanisława Piotrowicza pozbawia PiS wiarygodności w demonstrowanej polityce dekomunizacji Polski.
Gdyby chcieli być wiarygodni, to dekomunizację Polski powinni zacząć od szeregów własnej partii.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)