Za odrzuceniem totalitarnego rozporządzenia Chat Control 1.0 w dniu 9 lipca 2026 głosowali wszyscy Europosłowie obu Konfederacji, kilku europosłów PiS oraz „Rozwój Plus”. Posłowie Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy – wszyscy byli za utrzymaniem rozporządzenia.
Zwróćmy uwagę, że proporcje w Europie wynosiły 314 głosów za odrzuceniem inwigilacji, do 276 głosów za utrzymaniem inwigilacji przy 17 głosach wstrzymujących się.
Proszę zwrócić uwagę, na proporcje: 51,73% europosłów z całej Europy było za odrzuceniem rozporządzenia (to, dlaczego odrzucenie nie przeszło piszę w dalszej części tekstu) a 45,5% było przeciw.
Jak głosowali polscy europosłowie
I tu warto się zastanowić. Na 53 polskich europosłów obecnych było tylko 45. Odrzuciło go 12 osób, co stanowi 26,67% głosujących. Za inwigilacją, czyli za utrzymanie rozporządzenia głosowało 33 europosłów, co odpowiadało 33 / 45 = 73,33% głosujących.
Wniosek: europosłowie Prawa i Sprawiedliwości, czy Rozwoju Plus Morawieckiego, choćby nie wiem, jak deklarowali w Polsce, jacy to są antyunijni – po prostu kłamią, nieustanie oszukując swoichzwolenników. I dzieje się tak dzisiaj, pomimo tego, jak władze Unii Europejskiej traktowały ich rząd w latach 2015-2023.

Mydlenie oczu
Cele ustawy wydają się uzasadnione, ponieważ chodzi o „zapobieganie i zwalczanie wykorzystywania seksualnego dzieci w Internecie”. Nieoficjalnie, chodzi po prostu o inwigilację obywateli, ich kontrolę i zapobieżenie zbliżającej się antyunijnej „kontrrewolucji”.
Teoretycznie wg rozporządzenia, inwigilacja zależeć będzie od zarządów przedsiębiorstw internetowych, czyli od ich zgody na współpracę z Unią Europejską w realizacji rozporządzenia.
Będzie to wyglądać tak, że jeśli dana firma komunikacyjna zdecyduje się na współpracę w tym zakresie, uruchomione zostaną systemy automatyczne kontrolujące przepływy wszystkich treści, jakie przepływają przez ich serwery. Wszystko odbywać się ma automatycznie.
Kontrola ma nie dotyczyć szyfrowania end-to-end, czyli treści, które są zaszyfrowane od początku do końca u nadawcy i odbiorcy (np. w aplikacji Signal). Wydaje się to absurdalne, ponieważ to właśnie takimi metodami mogą teraz posługiwać się (i zapewne posługiwali się) przestępcy seksualni. To jeden z głównych powodów krytyki unijnego rozporządzenia.
Problem jest jednak taki, że Rozporządzenie Chat Control 1.0 to furtka to bardziej restrykcyjnego Chat Control 2.0. Szykowane są znacznie bardziej idące ograniczenia Chat Control 2.0 w porównaniu do Chat Control 1.0:
- władze, czyli politycy, mogłoby nakazywać konkretnej firmie skanowanie wszystkich wiadomości
- włączenie do kontroli komunikacji szyfrowanej end-to-end
- dochodzi tu weryfikacja wieku, twarzy, itd.
O co tak naprawdę chodzi lub „może chodzić”
Walka z przestępczością seksualną jest słusznym celem, któremu przeciwstawiać się mogą tylko ci, którzy mają coś na sumieniu. Niestety, UE w tej materii jest pełna hipokryzji, fałszu i działań pozorowanych, zwłaszcza w kontekście afrykańskich i azjatyckich nachodźców, którzy przestępstw seksualnych na terenie UE dopuszczają się na masową skalę.
Unia Europejska de facto nie chroni własnych obywateli przed takimi zagrożeniami. To nie jest nic innego jak przysłowiowe „gotowanie żaby”.
Argumenty prezentowane przez Konfederację są proste i odnoszą się nie do pobożnych politycznych życzeń, ale do praktyki politycznej:
- Ochrona małoletnich jest pretekstem do wprowadzenia masowej inwigilacji.
- Kontrolowanie prywatnych wiadomości przez wielkie korporacje technologiczne daje im niesamowite uprawnienia, np. do marketingowego profilowania klientów – chyba nikt nie wierzy, że mając takie możliwości BigTech zrezygnuje z wiedzy na temat biznesu, planowanych akcji protestacyjnych, czy współpracy ze służbami specjalnymi USA, Izraela, a nawet Chin. Coś za coś. UE do BigTechu sporo zażądała, ale ten nie zrobi niczego za darmo;
- Fałszywe alarmy – masowe skanowanie spowoduje, że zwykli ludzie będą musieli tłumaczyć się
Tymczasem szefowie aplikacji Signal zapowiadają, że mogą wycofać się z europejskiego rynku. Szef WhatsAppa, Will Cathcart, również jednoznacznie potępił te regulacje, wskazując, że technicznie jest niemożliwe, aby gwarantować pełną poufność przepływu informacji przy równoczesnym sprawdzaniu zawartości wiadomości.
Każdy wie, że przestępcy zawsze znajdą sposób na komunikację, a inwigilacja ma dotyczyć zwykłych normalnych i nie zawsze zgadzających się z wariacką polityką UE obywateli.
Tak naprawdę to rozporządzenie i inwigilacja działają już od 5 lat. Problem jest tylko taki, że to tylko wstęp do czegoś znacznie bardziej inwazyjnego i groźniejszego, co ma szczególne znaczenie w obliczu kolejnych propozycji kontroli i ograniczeń.
Dla dociekliwych
Prace nad regulacją trwają od 2020 roku. Rozporządzenie UE 2021/1232 (nazywane „Chat Control 1.0”) weszło w życie 2 sierpnia 2021. Wygasło jednak na początku kwietnia 2026 r., gdy Parlament Europejski 26 marca 2026 r. odrzucił propozycję jego przedłużenia.
9 lipca 2026 w trybie pilnym Parlament Europejski głosował nad stanowiskiem Rady w sprawie przedłużenia rozporządzenia do 2028 roku. Regulację przyjęto, choć większość Europosłów była przeciw. Jak to było możliwe?
Za odrzuceniem rozporządzenia głosowało 314 europosłów, natomiast za jego przedłużeniem 276 europosłów. Tymczasem wymagana liczba europosłów do odrzucenia wynosiła 361 głosów.
Tak został zbudowanych mechanizm unijnego parlamentu, aby wprowadzać niekorzystne dla mieszkańców Europy rozporządzenia. Otóż, ponieważ Parlament Europejski liczy 720 europosłów, to eurokraci wymyślili sobie, że potrzeba większości bezwzględnej do odrzucenia tak wprowadzanego prawa. Tymczasem wystarczy, że kilku europosłów nie przyjdzie do pracy, by de facto móc wprowadzić każdą ustawę.
Skoro w momencie głosowania 9 lipca 2026 r. rozporządzenie już nie działało, to jakim cudem potrzebny był tak wysoki i niedemokratyczny próg liczby europosłów wymaganych do jego odrzucenia?
Wszystko formalnie jest zgodne z traktatami, choć są one niedemokratyczne. Sprzyja to mocnej pozycji Rady UE. W zwykłej procedurze ustawodawczej Parlament Europejski i Rada UE są równorzędnymi współustawodawcami. Oba organy muszą się zgodzić. Jeśli Parlament nie odrzuci stanowiska Rady w określonym czasie albo nie zbierze wystarczającej liczby głosów, to stanowisko Rady może stać się obowiązującym prawem na terenie UE i tak właśnie było przy Chat Control 1.0. w lipcu tego roku. Dlatego też żeby odrzucić stanowisko Rady UE przy drugim czytaniu (drugiej lekturze), potrzebna jest bezwzględna większość wszystkich członków Parlamentu Europejskiego.
Zdj. główne: Portal Cyberdefense24: https://cyberdefence24.pl/cyberbezpieczenstwo/prywatnosc/los-naszej-prywatnosci-w-rekach-europoslow-kto-jak-glosowal-ws-chat-control-10-lista


Komentarze
Pokaż komentarze