Myślę, że większość osób, które zaczynały swoją przygodę z inwestowaniem, zna ten rollercoaster emocjonalny. Z jednej strony zbyt szybka sprzedaż akcji, które później dalej mocno rosły. Z drugiej czekanie ze sprzedażą spadającej pozycji w nadziei, że kurs w końcu odbije. Patrząc później na wykres, łatwo żałować obu decyzji.
Badania przeprowadzone wśród inwestorów indywidualnych pokazują, że osoby, które najczęściej zmieniały skład swojego portfela, osiągały zwykle słabsze rezultaty od reszty. Skuteczne inwestowanie nie wymaga więc ciągłego szukania momentu do sprzedaży.
Nie oznacza to jednak, że najlepiej kupić akcje i zostawić je samym sobie na kilkanaście lat. To byłoby zbyt proste. Firma, która dzisiaj jest świetną inwestycją, za kilka lat może już nią nie być. Dlatego warto nauczyć się, kiedy sprzedaż rzeczywiście ma sens, a kiedy lepiej po prostu zostawić akcje w portfelu.
Dlaczego ciągle patrzymy na cenę zakupu?
Wiele błędnych decyzji przy sprzedaży bierze się z naszej psychiki. Moment zakupu akcji staje się dla nas naturalnym punktem odniesienia. Jeśli kupiliśmy je po 20 zł, a kurs wzrósł do 40 zł, szybko pojawia się myśl, żeby sprzedać i nie stracić wypracowanego zysku. Jeśli natomiast kurs spadnie do 12 zł, często wolimy poczekać, aż wróci przynajmniej do ceny zakupu. W końcu nikt nie lubi realizować straty.
Problem w tym, że dla rynku nie ma żadnego znaczenia, ile zapłaciliśmy za akcje. Ktoś, kto kupuje je od nas po 40 zł, zaczyna swoją inwestycję właśnie w tym momencie. Nasza cena zakupu mówi nam, ile zarobiliśmy albo straciliśmy, ale nie mówi, co stanie się z kursem dalej.
Dobrze widać to na przykładzie Nvidii. Załóżmy, że kupiliśmy jej akcje 14 października 2022 roku, a następnie obserwowaliśmy, jak przez kolejne miesiące niemal nieprzerwanie rosną. 18 maja 2023 roku nasz zysk wynosił już około 180%. W takiej sytuacji sprzedaż mogła wydawać się rozsądna. W końcu w nieco ponad pół roku prawie potroiliśmy zainwestowany kapitał.

Źródło: Portfeo
Problem w tym, że na tym wzrost Nvidii się nie skończył. Gdybyśmy sprzedali akcje 18 maja 2023 roku, nie skorzystalibyśmy ze znacznej części późniejszych wzrostów. Do 7 listopada 2024 roku kurs wzrósł od naszego hipotetycznego momentu sprzedaży jeszcze prawie 5-krotnie.

Źródło: Portfeo
Nie oznacza to oczywiście, że w maju 2023 roku mogliśmy wiedzieć, co wydarzy się później. Jednakże to, czy zarobiliśmy już 50%, 100% czy nawet 180%, nie wystarcza, żeby uznać, że czas sprzedać.
W drugą stronę działa podobna pułapka. Załóżmy, że kupiliśmy akcje BlackBerry pod koniec 2009 roku w okolicach 67 USD. Wiosną 2011 roku kurs spadł do 48,10 USD, a nasza strata przekraczała już 28%. W takim momencie łatwo pomyśleć, że na sprzedaż jest za późno i lepiej poczekać, aż akcje odbiją.

Źródło: Portfeo
Problem w tym, że wcześniejszy spadek wcale nie oznaczał, że akcje nie mogą stracić jeszcze bardziej. Kurs BlackBerry dalej zniżkował i w 2012 roku znalazł się w okolicach 6 USD. Czekając ze sprzedażą na powrót do swojej ceny zakupu, stracilibyśmy wtedy ponad 90% zainwestowanej kwoty.

Źródło: Portfeo
Przykłady Nvidii i BlackBerry pokazują więc dwie strony tego samego problemu. Duży zysk nie oznacza, że akcje najlepiej sprzedać, podobnie jak duża strata nie oznacza, że warto je dalej trzymać.
Czytaj dalej: Sprzedać czy nie sprzedać? Oto jest pytanie
Darmowa konferencja dla inwestorów - nie przegap!
Autor: Piotr Chuszno


Komentarze
Pokaż komentarze (2)