1 obserwujący
33 notki
25k odsłon
2176 odsłon

Dla nich szubienice to faszyzm. Za Odrą wolność wypowiedzi

Wykop Skomentuj33

Antyfaszyści mają swoją metodę. Dla nich wszystko co się porusza w innym niż ich własny kierunku jest faszyzmem.


Katowicka prokuratura umorzyła w ostatnich dniach śledztwo ws. manifestacji z listopada 2017 r., której uczestnicy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów głosujących za rezolucją Parlamentu Europejskiego ws. praworządności w Polsce. Małgorzata Łaszcz przepytująca publicystów w studiu "Loża prasowa" jest wściekła na wolność demonstrowania poglądów politycznych w Polsce. Przecież nie po to dzień i noc TVN mielił temat zarzutów prokuratorskich dla narodowców. – Czemu ich nie zamykają? – pyta rozgoryczona dziennikarka. (Mogłaby zapytać dosadniej: czemu ich nie wieszają?). Politycy Platformy Obywatelskiej są zbulwersowani. Szczególnie komediantka Róża Thun.

Czy aby na pewno mamy za dużą swobodę wypowiedzi i Polska zanurzona jest w mowie nienawiści?

W opinii śledczych uczestnicy zorganizowanego przez środowiska narodowe zgromadzenia pod hasłem "Stop współczesnej Targowicy. Manifestacja w obronie wartości narodowych i patriotycznych" nie dopuścili się przestępstwa. Sposób wyrażania przez uczestników happeningu poglądów i niezadowolenia należy oceniać w kategoriach moralno-etycznych.

Postępowanie było prowadzone pod kątem art. 119 Kodeksu karnego, który mówi o stosowaniu przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób albo osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości a celem 20-minutowego zgromadzenia było wyrażenie krytyki wobec działań tych europarlamentarzystów, którzy głosowali za przyjęciem negatywnej wobec Polski rezolucji Parlamentu Europejskiego.  Krytyka wiązała się przy tym ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów. Inscenizacja polegająca na wieszaniu portretów polityków na konstrukcjach naśladujących szubienice "miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina".

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wolność słowa obejmuje nie tylko przychylnie przyjmowane wypowiedzi, lecz także te, które obrażają, szokują, przeszkadzają lub wprowadzają niepokój. Jednocześnie, jak stwierdził Trybunał, granice komentarza krytycznego są szersze w przypadku osoby publicznej, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji.

Jak to jest za miedzą?

Polityczne akty zgonu i Szubienica z Drezna

Zanim były szubienice, były akty zgonu. Zażalenie na decyzję o umorzeniu przez prokuraturę postępowania w sprawie "politycznych aktów zgonu" wydanych przez Młodzież Wszechpolską jedenastu prezydentom polskich miast, wśród nich Pawłowi Adamowiczowi, nie doprowadziło – jak w Niemczech – do otwarcia poważnej debaty nad granicami wolności słowa i przyczynami, które stoją za przerysowaną formą manifestacji politycznej. Czy grono samorządowców - Sutryk, Jacek Jaśkowiak i była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz - ma w pogardzie wolność słowa gwarantowaną przez polską konstytucję?

Czemu, jednakże, politycy lekceważą stawiany przez siebie za wzorcowy niemiecki porządek prawny? 

Te akcesoria pojawiły się na demonstracjach w Dreźnie w 2015 roku: do pętli były przymocowane tabelki z napisami "Zarezerwowane dla Angeli", "Zarezerwowane dla Sigmara"; figurki sprzedawano jako pamiątki po 15 euro za sztukę. Sąd kraju związkowego Saksonia wydał zgodę na sprzedaż miniszubienic będących dokładnym odwzorowaniem drewnianych konstrukcji z politycznego wiecu, na którym pokaźnych rozmiarów szubienica również miała dwie pętle i tabliczki informacyjne, że miejsca na niej zarezerwowane są dla kanclerza i wicekanclerza Niemiec.

Prokuratura z Chemnitz wszczęła śledztwo w sprawie szubienic, jak i miniatur. Nie można było udowodnić organizatorom protestu oraz producentowi "zachęcania do popełnienia przestępstwa i faktycznego podburzania do ataków na Merkel czy Gabriela", co w Niemczech zagrożone jest karą grzywny lub więzienia do lat 5. W obu przypadkach śledztwa umorzono a sąd w uzasadnieniu wyroku wskazał, że "te działania nie są publicznym nawoływaniem do popełnienia zbrodni". W werdykcie podkreślono, że z obiektywnego punktu widzenia produkcję, sprzedaż i demonstrowanie takich przedmiotów można zinterpretować jako "symboliczne życzenie śmierci mieszczące się w prawie do wyrażania poglądu politycznego".

Judykatura niemiecka w tej i w szeregu identycznych spraw konsekwentnie uznawała, że kontrowersyjna ekspresja opinii nie powoduje utraty prawa do wolności słowa, ponieważ polityczne wypowiedzi nie są wymierzone w wartości chronione artykułem 10 Konwencji o prawach człowieka, jak prawo do życia i wolności, wyznania i bezpieczeństwa, demokratycznych wartości państwa prawa.

Wykop Skomentuj33
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka