Grafika stworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (DALL·E, OpenAI)
Grafika stworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (DALL·E, OpenAI)
Ja Falski Ja Falski
123
BLOG

Jak nauczyliśmy się nie mówić tego, co myślimy

Ja Falski Ja Falski Kultura Obserwuj notkę 7
Nowomowa miała umrzeć razem z PRL-em, a koalang Zajdla pozostać literacką ciekawostką. Tymczasem w III RP odrodziła się nowa wersja językowej tresury, subtelniejsza i skuteczniejsza niż ta z czasów Orwella. Nie potrzebuje ministerstwa prawdy, bo ma media, korporacje i aktywistów. Najgroźniejsze jest jednak to, że coraz częściej powtarzamy ją dobrowolnie, nawet nie zauważając, jak bardzo ogranicza nasze myślenie.

W Roku 1984 George Orwell opisał nowomowę, język celowo okaleczony, który miał nie tylko ukrywać prawdę, lecz uniemożliwiać jej sformułowanie. Polski czytelnik ma jednak jeszcze bliższego proroka. W 1984 roku Janusz A. Zajdel w Paradyzji pokazał świat totalnej inwigilacji, w którym mieszkańcy stworzyli koalang, język oparty na metaforach, aluzjach i skojarzeniach, pozwalający przemycać prawdę mimo wszechobecnych komputerów i cenzorów. Koalang był antynowomową, narzędziem oporu i wolności myślenia. Wielu sądziło, że wraz z upadkiem PRL-u oba zjawiska odejdą do lamusa, zarówno sztywna partyjna nowomowa, jak i potrzeba tajnego koalangu. Mylili się boleśnie. W III RP powstała nowa, wyrafinowana nowomowa, subtelniejsza, europejska, wartościowa i przez to groźniejsza niż peerelowska. Nie ma już jednego Ministerstwa Prawdy. Są za to media, uczelnie, korporacje, urzędnicy i aktywiści, którzy wspólnie pilnują, co wolno nazwać po imieniu, a co trzeba opakować w eufemizmy. Zajdel pokazał, jak się przed nowomową bronić. Dziś coraz częściej brakuje nam nawet chęci, by próbować.


W PRL-u nowomowa była prymitywna i łatwa do wyśmiania. Socjalizm z ludzką twarzą, wrogie elementy, umiarkowany postęp w ramach istniejących możliwości. Te slogany były tak toporne, że aż przezroczyste. Po 1989 roku mechanizm nie zniknął, lecz ewoluował. Zamiast sztywnej propagandy pojawiła się rozproszona, kulturowa nowomowa napędzana poprawnością polityczną, marketingiem i strachem przed społecznym wykluczeniem. Zamiast jednego nadawcy mamy całą sieć instytucji, które nie muszą niczego narzucać siłą. Wystarczy, że określą, co wypada, a czego nie wolno powiedzieć, jeśli chce się pozostać człowiekiem nowoczesnym.


Nowa nowomowa działa inaczej niż ta opisana przez Orwella. Nie opiera się na brutalnych zakazach, lecz na miękkich mechanizmach. Na eufemizmach, podmianach znaczeń, eliminowaniu niewygodnych pojęć, moralnym wartościowaniu języka i wywoływaniu autocenzury. W przeciwieństwie do koalangu Zajdla, który służył ujawnianiu prawdy pod przykrywką, współczesna nowomowa służy jej zacieraniu. Zamiast pomagać myśleć, ma myślenie zastępować.


Widać to szczególnie wyraźnie w życiu publicznym III RP. W polityce reforma coraz częściej oznacza demontaż lub ideologiczną centralizację, dialog społeczny to monolog władzy z wybranymi, inwestycja w przyszłość bywa rozdawnictwem publicznych pieniędzy, a równoważenie trójpodziału władz jego faktycznym osłabianiem. W kulturze i obyczajowości przerwanie ciąży zastępuje słowo, które mogłoby wywołać moralny dyskomfort, a różnorodność, inkluzja i równość często oznaczają wymuszoną preferencję i cenzurę. W mediach dezinformacja i teorie spiskowe bywają etykietami naklejanymi na niewygodne opinie, mowa nienawiści ma coraz szersze znaczenie, kontrowersyjny oznacza kogoś, kto mówi rzeczy niezgodne z obowiązującą narracją, a ekstremizm bywa określeniem dla zbyt silnej obrony tradycji lub krytyki lewicowych dogmatów.


Nowa nowomowa jest groźniejsza od starej, bo nie ma jednego nadawcy, którego można by zdemaskować. Działa przez emocje i wartości, nie przez sztywne slogany. Jest wspierana przez instytucje i algorytmy, które potrafią karać nie fizycznie, lecz społecznie i ekonomicznie. Cancel culture nie potrzebuje milicji. Wystarczy tłum w internecie i kilka decyzji działu HR. Najgroźniejsze jest jednak to, że ludzie zaczynają używać tej nowomowy dobrowolnie, przekonani, że w ten sposób okazują wrażliwość i moralną wyższość.


Konsekwencje są poważne. Tracimy wspólny język i możliwość normalnej debaty. Rzeczywistość zamula się jak w brudnej wodzie, trudniej nazwać prawdziwe problemy, więc trudniej je rozwiązać. Społeczna spójność pęka, bo ludzie przestają ufać, że słowa znaczą to samo dla wszystkich. Manipulacja masową świadomością staje się łatwiejsza niż kiedykolwiek.


Orwell ostrzegał przed nowomową. Zajdel pokazał, jak można się przed nią bronić za pomocą koalangu, języka prawdy ukrytej w aluzjach. Czas najwyższy, byśmy w III RP przestali bawić się w eufemizmy i zaczęli nazywać rzeczy po imieniu. Wolność zaczyna się od precyzyjnego języka. Dopóki reforma będzie oznaczać demolkę, a równość przywileje dla wybranych, dopóty będziemy tkwić w kolejnej wersji Paradyzji, tylko bez koalangu. Jeśli chcemy odzyskać zdolność myślenia, musimy wrócić do normalnego, ostrego, polskiego języka.

Ja Falski
O mnie Ja Falski

Możesz uciszyć pięćdziesięciu uczonych jednym faktem, ale nie uciszysz idioty pięćdziesięcioma faktami. Czytam źródła. Piszę wnioski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura