9 obserwujących
93 notki
167k odsłon
  72   0

Między Hitlerem i Jezusem

Dobro i zło są jak czas. Będąc tak samo jak on pojęciami intuicyjnie jasnymi, od zarania cywilizacji wciąż wymykają się one narzędziom rozumu. Czas jest przynajmniej pojęciem fizycznym, utrwalonym w równaniach matematycznych, a więc posiadającym jakieś zaczepienie w konkrecie. Natomiast dobro i zło z konkretem nie mają nic wspólnego i ludzie musieli z tym żyć przez długie tysiąclecia. Już starożytni próbowali złapać tego byka za rogi. Dobro jest przeciwieństwem zła, zło jest przeciwieństwem dobra. Tyle dowiedzieliśmy się od Sokratesa i jemu podobnych myślicieli. Na zadowalaniu się tego rodzaju definicjami upłynęło ludzkości kilka kolejnych stuleci i nie wiadomo, ile by jeszcze ich minęło, gdyby na ziemi nie pojawił się Jezus.

Nie łudźmy się, dobro i zło tak jak były przed Jezusem pojęciami abstrakcyjnymi, tak pozostały takimi po Jezusie. A jednak coś się zmieniło. Nauki Jezusa w oczach jego wyznawców były odpowiedzią na zło, a zatem Jezus głosił dobro. Tym sposobem dobro zostało nieco ukonkretnione. Potem już poszło z górki na pazurki. W ciągu kilku szybkich starożytnych stuleci doszło do utożsamienia dobra z Jezusem. Oczywiście nie na całym świecie, ale na pewno wśród większości Europejczyków i ludzi wywodzących się z Europy. Jeśli chodzi o dobro, owa część ludzkości miała już konkretny punkt odniesienia i żyła z Jezusem jako wcieleniem dobra przez kolejne półtora tysiąca lat.

Ze złem sprawa przedstawiała się trochę gorzej. Ludzie mieli mocne poczucie, że im bardziej zbliżą się do Jezusa, tym większe dobro zapanuje w ich życiu. Natomiast co do tego, jak daleko można odejść od Jezusa bez popadania w zło, nie mieli jasności. Zło wciąż pozostawało dla nich pojęciem nieostrym, zaś antynomia dobra i zła była w ich odczuciu nadal formułą niedomkniętą. Teologowie próbowali zamknąć ją Szatanem, to jednak nie usuwało wątpliwości. Ludzie potrzebowali konkretu, drugiego punktu odniesienia, którego dostarczył dopiero XX wiek - w postaci Hitlera.

Hitler nie potrzebował aż kilku wieków, by doszło do utożsamienia z nim zła. Stało się to niemal w mgnieniu oka, gdy wyszło na jaw, jakim koszmarem był zaprowadzony przez niego ustrój i jakim monstrum był on sam. Od tego czasu ludzie mają już jasność. Im bardziej odchodząc od Jezusa zbliżasz się do Hitlera, w tym większe popadasz zło. Niechaj wojujący ateiści się nie zżymają na takie dictum, bo nawet w ich oczach żaden Fourier czy Marks pod względem potencjału dobra nie może mierzyć się z Jezusem.

Po Hitlerze próby definiowania dobra i zła ostatecznie straciły sens. W odniesieniu do tych pojęć istotne są tylko dwie rzeczy: pytanie „Gdzie obecnie żyjemy?” i odpowiedź „Żyjemy obecnie między Hitlerem i Jezusem”.

image

Ten rysunek może inaczej powinien wyglądać. Może na poziomej linii powinna być inna skala. Wszak zero dobra dla Hitlera to stanowczo za dużo. Może zero należało umieścić w środku oddzielając nim radykalnie dobro od zła. Dzięki temu zło przyjmowałoby tylko ujemne wartości, od zera do minus dziesięciu, albo wręcz do minus nieskończoności jak najbardziej odpowiadającej złu Hitlera. Dobru Jezusa przypadłaby wtedy na zasadzie symetrii dodatnia nieskończoność. Tylko jak tu poruszać się między dwoma nieskończonościami? Może należało w ogóle usunąć skalę zostawiając na poziomej linii tylko przedział zaznaczony z obu stron pionowymi kreskami. Wszystko to i nie tylko to było po kolei brane pod uwagę, ostatecznie jednak stanęło na skali od zera do dziesięciu punktów, z którą jest najporęczniej odszukiwać miejsca między Hitlerem i Jezusem, gdzie ludzie mogą obecnie lokować znane ogółowi postacie i wydarzenia.

Spróbujmy wobec tego za pomocą tej skali umiejscowić na przykład Putina. W przedziale od pięciu do dziesięciu punktów na pewno go nie zobaczymy. Z mety natomiast zostanie on dostrzeżony na połowie Hitlera. Prawda, jakie to proste? Teraz trzeba tylko dokładniej ustalić, w którym miejscu na tej połowie on jest. Bliżej pięciu punktów, gdzie gromadzą się postacie i wydarzenia ani dobre, ani złe? Czy bliżej zera, tuż przy którym, a może wręcz na którym, wyraźnie widać Stalina, gułagi i Katyń? To zależy. Dzisiaj Putin, który żyjąc w XXI wieku ubzdurał sobie jakieś strefy wpływu, wciąż kręci się w okolicach 2,5 punktów, ale jutro, czy za jakiś czas, jeśli dojdzie za jego sprawą do kolejnej inwazji na Ukrainę, może dzielić go od Hitlera już nawet niecały punkt. Tak to działa.

To teraz, po tej rozgrzewce, można spokojnie się wziąć za umiejscowianie Kaczyńskiego i Tuska. Cokolwiek by na to nie powiedziały obie śmiertelnie skonfliktowane strony, zarówno jednemu, jak drugiemu, należy się miejsce na połowie Jezusa. Kaczyńskiemu, jako inicjatorowi Polskiego Ładu i patronowi transferów socjalnych, oczywiście bliżej dziesiątki, powiedzmy w okolicy siedmiu punktów. Tuskowi natomiast bliżej piątki, dajmy na to gdzieś w pobliżu sześciu punktów. No bo po co żeś człowieku poparł w Brukseli sankcje przeciwko Polsce? Siedmiopunktowe miejsce, na równi z Kaczyńskim, zajmuje w tej chwili Morawiecki, który mógłby mieć u ludzi nawet osiem punktów, gdyby nie to flekowanie go w mediach za domniemane kłamstwa. Tamże jest i obrzucany błotem Kukiz.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale