Wczoraj oficjalnie ruszyła prezydencka kampania wWyborcza. Jaki mamy obraz na polu bitwy?
Rafał Trzaskowski nadal jest liderem, ale wyraźnie traci. Dziś to tylko 4 punkty przewagi nad Karolem Nawrockim. Nawrocki goni Trzaskowskiego, ale wyraźnie poniżej oczekiwań PiS.
Wygląda na to, że i na Lewicy i w Konfederacji będziemy mieli do czynienia z rozbiciem elektoratu. Na Lewicy między Magdalenę Biejat i Adriana Zandberga, a w Konfederacji między zwolenników Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna.
W środku tej stawki, w okolicach 10% mieści się Szymon Hołownia. Oczywiście, życzę Szymonowi Hołowni żeby miał jak najlepszy wynik. Żeby wszedł do drugiej tury. Ale w tym tekście, chcę na tegoroczną kampanię wyborczą spojrzeć bardziej od strony politologicznej – choć politologiem nie jestem – niż jako polityk i parlamentarzysta. Jak więc należy ocenić tę sytuację?
Otóż uważam, że w tej sytuacji robi się jakieś wolne miejsce dla czarnego konia. Dla niespodzianki w tych wyborach. Kto może być takim czarnym koniem?
Nie wiem. Ale gdyby był to ktoś, kto połączyłby wizerunek Marka Magierowskiego z internetową skutecznością Krzysztofa Stanowskiego, to nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że ktoś taki po prostu byłbym prezydentem. Nie. Nie namawiam żadnego z panów do startu, jedynie na chłodno oceniam sytuację.
Taki kandydat mógłby być prezydentem z jeszcze jednego powodu.
Otóż wybory w Stanach Zjednoczonych pokazały – ale nie tylko w Stanach – że mamy do czynienia na szerszą skalę z buntem mas przeciwko elitom. I oczywiście PiS chciałoby ten bunt zagospodarować. Tylko jakoś Karol Nawrocki nie wygląda mi na kogoś, kto zrobiłby to sprawnie, a kandydat łączący cechy obu tych – podanych przeze mnie wyżej – uczestników życia publicznego i owszem.
Czy tak będzie? Tego nie wiem. Ale ja bym tego nie wykluczał. I na miejscu wszystkich – już zgłoszonych – kandydatów bym się tego obawiał.




Komentarze
Pokaż komentarze (28)