Za oknem zima, a wielu wydaje się, że po wyborach temperatura w Polsce 2050 spadła do zera. Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie.
Różnica w głosowaniu między Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a Pauliną Henig-Kloską wyniosła zaledwie 41 głosów. Gdyby chodziło o partię z długą tradycją i przyzwyczajoną do wewnętrznej demokracji, nic szczególnego by się nie wydarzyło. Ale Polska 2050 to partia świeża.
Każdy do niej przystępował z inną wizją tego, czym ona ma być. Każdy uważa, że ma rację. Dlatego porażka nie stanie się okazją do wyciszenia konfliktu, lecz raczej paliwem do dalszej walki.
I właśnie dlatego uważam, że Pełczyńska-Nałęcz zostanie grabarzem Polski 2050 — nie z powodu braku kompetencji czy umiejętności, ale przez rozpad, który nastąpi po tym, jak pokonani uznają, że nie mają już w tej partii czego szukać.
To może być ostateczny koniec Polski 2050.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)