Zbigniew Ziobro napisał w internecie, że otrzymuje telefoniczne pogróżki pod swoim adresem i pod adresem swojej rodziny. Następnie zaś – znowu w internecie – wspierał Viktora Orbana w trwającej na Węgrzech kampanii wyborczej, oraz atakował jego konkurenta za wczorajsze spotkanie z Donaldem Tuskiem.
Odkładam już na bok sytuację, że w ten sposób Zbigniew Ziobro miesza się w kampanię wyborczą innego kraju czyli – stosując PiSowską nomenklaturę – używa narzędzia „ulica i zagranica”. Odkładam też na bok te telefony, bo kto komu może zrobić jakąś krzywdę telefonem? Trzeba być prawdziwym miękiszonem, aby bać się tego – będąc politykiem – że się odebrało nieprzyjemny telefon.
A to wszystko prowadzi mnie do jednego wniosku.
Zbigniew Ziobro próbuje tymi wpisami absolutnie rozpaczliwie zwrócić na siebie uwagę pod tytułem „Halo, halo, jestem tutaj, zwróćcie na mnie uwagę chociaż na chwilę”.
To jest absolutnie rozpaczliwe.
Dlaczego Zbigniew Ziobro to robi? Po prostu rozpaczliwie usiłuje wskrzesić swoją złamaną, polityczną karierę.
Nikt go już nie chce. Nawet w PiS, co publicznie powiedział – szczery jak zawsze – Ryszard Terlecki. To już jest koniec. Została rozpacz panie Zbyszku. Czarna, polityczna rozpacz…


Komentarze
Pokaż komentarze (19)