Obraz powstał przy użyciu sztucznej inteligencji.
Obraz powstał przy użyciu sztucznej inteligencji.
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
803
BLOG

Transkrypcja związków jednopłciowych? Jestem przeciw!!!

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Społeczeństwo Obserwuj notkę 33
Wreszcie, na koniec — bardzo chciałbym się w tej sprawie mylić. Chciałbym się mylić co do tego, że transkrypcja związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą nie doprowadzi nas za jakiś czas do prawa pozwalającego na adopcję dzieci przez takie pary. Jednak przykłady krajów kultury zachodniej, które szły tą drogą przed nami, są aż nadto wymowne. I dlatego jestem przeciw transkrypcji związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą.

Ponieważ upoważnieni przez premiera Tuska ministrowie podpisali stosowne rozporządzenia i urzędy stanu cywilnego zaczęły już transkrybować związki osób tej samej płci sformalizowane za granicą — które w świetle polskiego prawa nie są małżeństwami, tylko związkami — pozwolę sobie na kilka uwag.

Po pierwsze. Nowe prawo wchodzi w życie w trybie rozporządzenia, a nie w trybie głosowania w parlamencie. Gdyby jednak takie prawo było głosowane w parlamencie — w tym w Senacie — głosowałbym przeciwko niemu. Gdybym natomiast był ministrem i premier poprosiłby mnie o przygotowanie takiego rozporządzenia, to najpierw bym odmówił, a potem — co jest logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy — podałbym się do dymisji. Ministrem nie jestem, ale na wszelki wypadek uprzedzam ewentualne pytania: „A co by było, gdyby pan był?”.

Po drugie. Premier Donald Tusk, zapowiadając transkrypcję związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą, stwierdził jednocześnie, że absolutnie nie oznacza to zgody na adopcję dzieci przez takie pary. Otóż, z całą moją sympatią i uznaniem dla Donalda Tuska, uważam, że w tej sprawie premier się myli.

Doświadczenie innych krajów jasno pokazuje, że na końcu drogi, która zaczyna się od uznania związków jednopłciowych, jest zawsze adopcja dzieci przez takie pary. Nie muszę przytaczać wielu przykładów. Wystarczy przypomnieć wywiad Roberta Mazurka z Pawłem Rabiejem z 2019 roku, z kampanii do Parlamentu Europejskiego, gdzie rozmówca redaktora Mazurka uczciwie — co trzeba mu oddać — powiedział mniej więcej tak, oddając sens swojej wypowiedzi: „Ten proces trzeba etapować, żeby ludzi stopniowo przyzwyczajać. Najpierw związki partnerskie, potem małżeństwa homoseksualne, a na końcu adopcja dzieci przez takie pary”. Wielu komentatorów uważa, że ten wywiad był jedną z przyczyn, dlaczego partie, które dziś tworzą koalicję, a do tamtych wyborów szły na jednej liście, te wybory przegrały.

Ja akurat w tej sprawie Pawłowi Rabiejowi wierzę. Jeśli raz wejdzie się na tę drogę — dopuszczając transkrypcję — to adopcja dzieci przez pary jednopłciowe jest tylko kwestią czasu.

Po trzecie. Pojawiają się głosy, że Konfederacja przygotowuje projekt ustawy zakazującej adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Może ona liczyć na moje wsparcie w tej sprawie. Mojego podpisu nie potrzebuje, bo nie jestem posłem, tylko senatorem, ale deklaruję przynajmniej głośne wsparcie dla tej inicjatywy.

Po czwarte. Co do projektu ustawy o statusie osoby najbliższej, przygotowanego wspólnie przez PSL i Lewicę, a mającego być jakimś pośrednim rozwiązaniem tego problemu — nie mam jeszcze do końca wyrobionego zdania w tej sprawie, ale raczej skłaniam się ku temu, aby — korzystając z długoletniego przywileju wolności głosowania w tej sprawie, który funkcjonuje w PSL — głosować przeciw tej ustawie.

Dlaczego? Najpierw dlatego, że uważam, iż może ona stanowić pierwszy krok na drodze, której — jak napisałem powyżej — finał jest znany. Następnie pozostaje pytanie, czy takie rozwiązanie nie jest obejściem artykułu 18 Konstytucji, który jasno mówi, że małżeństwo to w naszym prawie związek kobiety i mężczyzny.

Jeśli ta ustawa miałaby być obejściem tego artykułu, to muszę powiedzieć, że nie po to przez osiem lat rządów PiS wypowiadałem się w obronie Konstytucji, aby następnie dziś ją obchodzić. Jak będzie — zobaczymy, ale powtarzam: skłaniam się raczej ku głosowaniu przeciw temu projektowi.

Na marginesie. Myślę, że akurat w przypadku tej ustawy dyskusja jest trochę bezprzedmiotowa, bo najprawdopodobniej prezydent Karol Nawrocki tę ustawę zawetuje. Ja akurat wobec tego weta nie będę krytyczny.

Po piąte. Mój sprzeciw wobec transkrypcji związków jednopłciowych formalnie zawartych za granicą jest przede wszystkim kwestią sumienia. Nie jestem prawnikiem i choć mam wątpliwości, czy nie obchodzimy tutaj Konstytucji — a może tak właśnie jest — to rozumiem, że ktoś patrzący na tę sprawę wyłącznie od strony prawnej może być w pewnej rozterce.

Rozterce polegającej na tym, że respektujemy wyroki TSUE w sprawach frankowiczów, które uwolniły tysiące Polaków z kredytowej pułapki, a nie respektujemy orzeczenia dotyczącego związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą.

Wydaje mi się więc, że sprzeciw sumienia jest tutaj kategorią bardziej właściwą. Bo każdy sąd — nawet legalny i taki, którego orzeczenia respektujemy — nie ma prawa łamać praw moralnych. Jedni powiedzą: odwiecznych. Drudzy powiedzą: ustanowionych przez Stwórcę.

Wreszcie, na koniec — bardzo chciałbym się w tej sprawie mylić. Chciałbym się mylić co do tego, że transkrypcja związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą nie doprowadzi nas za jakiś czas do prawa pozwalającego na adopcję dzieci przez takie pary.

Jednak przykłady krajów kultury zachodniej, które szły tą drogą przed nami, są aż nadto wymowne.

I dlatego jestem przeciw transkrypcji związków jednopłciowych sformalizowanych za granicą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo