Za niecałe 4 godziny w Écône bp Alfonso de Galarreta – w asyście bp. Bernarda Fellaya – wyświęci 4 kapłanów na biskupów Bractwa Św. Piusa X. Odbędzie się to bez zgody papieża Leona XIV, a więc wbrew jasnej normie prawa kanonicznego.
Pisać można by o tym wiele, ale tu – przed uroczystością – tylko kilka refleksji. Najpierw o tym, co mogła w tej sprawie zrobić Stolica Apostolska, a czego nie zrobiła.
Po pierwsze, od 1 lutego tego roku, kiedy ks. Davide Pagliarani, przełożony generalny Bractwa, zapowiedział konsekracje biskupie, jednocześnie prosił o spotkanie z papieżem. Takie spotkanie się odbyło, ale nie z papieżem, tylko z wyznaczonym przez niego kard. Fernándezem. Kilka tygodni później Leon XIV przyjął na audiencji panią arcybiskup Canterbury , zwierzchniczkę Kościoła anglikańskiego. Było to dla mnie dość osobliwe spotkanie i nie wiem, czemu miało służyć. Jeśli jednak papież znajduje czas dla pani arcybiskup, to myślę, że mógłby również znaleźć czas dla przełożonego Bractwa Św. Piusa X. Uważam więc, że Stolica Apostolska mogła zrobić więcej.
Drugim elementem jest list, który papież skierował do Bractwa z prośbą, aby tych konsekracji nie przeprowadzało. List został wysłany 29 czerwca, a więc zaledwie 2 dni przed wydarzeniem. Wydaje się, że jeśli nie osobiste spotkanie, to przynajmniej ten list powinien był zostać wysłany kilka tygodni wcześniej, tak aby dać czas na jakieś działania. Tak się nie stało. Szkoda.
Ale to właściwie tyle, jeśli chodzi o błędy, które dostrzegam po stronie Stolicy Apostolskiej. Błędy po drugiej stronie są zdecydowanie poważniejsze.
Najpierw – złamanie jasnej normy prawa kanonicznego. Działanie wbrew wyraźnemu i jednoznacznemu zakazowi papieża. Trudno uwierzyć w argumentację lefebrystów, że uznają papieża, skoro sprzeciwiają się jego jasno wyrażonej w tej sprawie woli.
Kwestia następna to samowystarczalność. Po dzisiejszym akcie utrwali się, moim zdaniem, w Bractwie duch samowystarczalności. Wyrośnie nowe pokolenie bez jakiegokolwiek doświadczenia Kościoła powszechnego. „Mamy swoich biskupów, mamy swoje życie. Kościół i papież nie są nam po prostu do niczego potrzebni”.
Sprawa kolejna. Słusznie Leon XIV napisał w swoim liście, że po tym akcie wierni nie tylko otrzymają sakramenty sprawowane niegodziwie, ale także – w niektórych przypadkach – nieważnie. Myślę tutaj o spowiedzi sprawowanej bez stosownego upoważnienia. Wraz z wykonaniem tego aktu księża Bractwa stracą bowiem przywilej ważnego słuchania spowiedzi, którego udzielił im papież Franciszek.
I wreszcie kwestia ostatnia. Podczas liturgii główny konsekrator zapyta: „Czy macie mandat apostolski?”. Prawdopodobnie padnie odpowiedź: „Mamy”. To będzie po pierwsze nieprawda. Po drugie, rubryki ceremonii nakazują, aby konsekrator powiedział: „W takim razie odczytajcie mandat”. I tu nic nie zostanie odczytane. Będziemy mieli do czynienia z jednym wielkim udawaniem przez dorosłych ludzi, jeśli nie po prostu z kłamstwem.
To tylko kilka uwag o tym, do czego doprowadzi ta dzisiejsza, smutna uroczystość. A doprowadzi ona jeszcze do wielu niedobrych rzeczy.
Jeden przykład. Bractwo mówi, że mamy do czynienia ze stanem wyższej konieczności, czyli – w gruncie rzeczy – z czymś smutnym i wymuszonym. Tymczasem równocześnie wypuszcza własną serię butelek wina z okazji tych konsekracji. Jeśli zaś, zgodnie ze słowami psalmisty, wino rozwesela serce człowieka, to ten drobny gest pokazuje, że uczestnicy tej uroczystości z czegoś się cieszą, coś świętują, a nie są – jak twierdzą – zmuszeni dopuścić się smutnej konieczności. Przykład drobny, ale moim zdaniem wiele mówiący.
I wreszcie na koniec. Mam nadzieję, że z tej złej sytuacji Pan Bóg wyprowadzi dobro. I że pojawią się nowe przepisy bardziej hojne dla tych, którzy chcą kontynuować Tradycję w zgodzie z papieżem i biskupami.




Komentarze
Pokaż komentarze (27)