16 obserwujących
201 notek
230k odsłon
1444 odsłony

Czy badaczowi antysemityzmu należy się belwederska profesura?

Wykop Skomentuj100

Radio TOK FM ciągle podpowiada mi tematy do opisywania, tym razem padło na rzekome opóźnianie nominacji profesorskich dla przeciwników "dobrej zmiany". We wspomnianym radio, w poniedziałkowe popołudnie (25.11.), toczyła się rozmowa z naukowcem, którego spotkało to nieszczęście, że rozkwit jego kariery naukowej przypadł na czas rządów PiS. Ta rozmowa była kolejnym przykładem, jak bardzo upolitycznione jest życie w naszym kraju, choć wcale nie musiałoby takie być.

Pan Michał Bilewicz, psycholog społeczny, doktor habilitowany, profesor uczelniany na UW, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami, nie może doczekać się belwederskiej nominacji na profesora. Dokumenty niezbędne do nominacji zostały dawno, listopad 2018r, przesłane do Kancelarii Prezydenta przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów. Pan Bilewicz czeka, upomina się o nominację, a inni go w tym upominaniu wspomagają. No i pan dr hab. doczekał się odpowiedzi, że termin prezydenckiej nominacji nie jest określony w przepisach, więc trzeba dalej czekać.
Z uzyskiwaniem stopni naukowych, które nie są dość precyzyjnie ujęte w przepisach, jest problem od dawna. Znamy historie doktorów, którzy nie mogli doczekać się habilitacji, np P.Kowal, M.Migalski, i pewnie wielu innych, a po małej korekcie swoich poglądów politycznych jakoś się tego doczekali. Nagle wybuchł ich talent naukowy, czy ich poglądy zbliżyły się do tych, którzy ich prace habilitacyjne opiniowali? Czy pan Michał Bilewicz jest właśnie w takiej sytuacji, że jego polityczne zaangażowanie, które można łatwo wywnioskować z jego pracy naukowej, jest nie na rękę obecnej władzy, a ta opóźnia nadanie mu tytułu, który uwieńczyłby jego naukową karierę? By czytelnik tego wpisu sam wyrobił sobie zdanie na ten temat, małe przypomnienie, czym głównie zajmował i zajmuje się pan dr hab. M.Bilewicz.
Może na początek przytoczę fragment jego artykułu, który ukazał się w Krytyce Politycznej w 2013r, za Katarzyną T.S. z "wprawo.pl": „Powrót wypartego chałaciarza”- „My, polscy, amerykańscy, izraelscy Żydzi, nadal nie uporaliśmy się z brudnym, nieogolonym, odmiennym cywilizacyjnie chasydem, siedzącym gdzieś w naszych drzewach genealogicznych. Tak naprawdę myślimy o nim to samo, co niegdyś Maria Dąbrowska czy Stefan Żeromski oraz ich żydowscy odpowiednicy: asymilatorzy, wyrafinowani inteligenci, socjaliści czy komuniści. W ich wypowiedziach znajdziemy pogardę, która do dziś kształtuje nasz lęk przed byciem naznaczonymi jako chałaciarze”. i jeszcze inny fragment: „Dzięki figurkom chałaciarz, handlarz, odzyskuje swoje prawo do obecności w historii. Jego postać wciąż powraca. Przypominają o nim Polacy. Główny wróg nazistowskiej propagandy – Ostjude – nie dał się wymazać z historii. Jeśli my się nie pogodzimy z nim, jeśli nie będziemy z niego dumni i nie dostrzeżemy w nim części naszego żydowskiego dziedzictwa – wówczas nigdy nie zrozumiemy pełnych dobrej woli rzeźbiarzy ludowych. A każde przedstawienie – z monetą czy bez – będzie dla nas kolejnym zagrożeniem i bez specjalnej refleksji zawołamy: „Antysemityzm!”. Czy z tego nie wynika, że dr hab.M.Bilewicz sam jest antysemitą i na tyle zakompleksionym, że szuka innych antysemitów wokół siebie? No, bo z tego, "Jeśli my się nie pogodzimy z nim,…", co innego mogłoby wynikać?
Bliewicz zabrał też głos na temat głośnego ostatnio badania amerykańskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom, z którego ma wynikać, że w Polsce wzrasta odsetek antysemitów. I choć M.Bilewicz podważa metodykę, jaką zastosowano w tym badaniu, art. w "polityka.pl", "Czy w Polsce jest coraz więcej antysemitów?", ale twierdzi, że: " … od dojścia PiS do władzy, nie ma znaczącego wzrostu rozpowszechnienia stereotypów antysemickich wśród Polaków, ale zmieniło się to, że teraz zdecydowanie głośniej o nich mówią. – Stereotypy utrzymują się na podobnym poziomie, ale faktycznie wzrasta liczba uprzedzeń antysemickich, czyli na przykład osób, które nie zaakceptowałyby Żyda w rodzinie czy jako swojego sąsiada. To dotyczy też innych uprzedzeń – antymuzułmańskich czy homofobicznych. Wzrasta też ilość antysemickiej mowy nienawiści, zarówno w internecie, jak i w telewizji" Tak pan Bilewicz chce nam powiedzieć, że to, co stwierdzono w badaniu ADL może i nie jest zbyt dobrze udokumentowane, ale jednocześnie twierdzi, że z antysemityzmem w Polsce wcale nie jest dobrze, bo z tego badania wynika, znowu za w/w art. w "polityka.pl", że:" …. w Polsce i w naszej części Europy poziom postaw antysemickich jest większy niż na Zachodzie. … jak pokazują badania, które prowadziliśmy dla Agencji Praw Podstawowych, już sam krzywdzący język powoduje, że społeczności żydowskie poważnie zaczynają myśleć o emigracji. Gdy Żydzi na co dzień muszą słuchać, że mają zbyt duży wpływ na politykę, spiskują albo że może przestaliby wreszcie gadać o Holokauście, to przestają się czuć u siebie. Taka werbalna przemoc bez przemocy fizycznej też może zagrozić istnieniu społeczności żydowskiej w danym kraju"
I co z tego wynika, co sugeruje nam pan Bilewicz? Odpowiem jego słowami z twittera: "Nie ma co liczyć na sondaż, który wiarygodnie określi "procent antysemitów". Porównania między krajami i w czasie są jednak możliwe nawet przy tak niedoskonałych danych. Na chłodno o wynikach niedawnego sondażu ADL i o tym, jak interpretować jego wyniki." Tym ostatnim zdanie pan Bilewicz odsyła nas do w/w artykułu w polityka.pl, z którego wynika, że nawet jak inni używają niedoskonałych metod, to ich wyniki potwierdzają doskonalsze metody, jakich używa pan dr hab., co w sumie prowadzi do jednoznacznego stwierdzenia, Polacy są antysemitami!
W obronie pana Milewicza wypowiada się wielu naukowców nielubiących "dobrej zmiany", ale, z pewnych powodów, wybrałem sobie takiego, którego ja nie chciałbym mieć za obrońcę. Przytoczę parę zdań, jakie w obronie pana M. napisał prof. Jan Hartmam, filozof, bioetyk, ten od "latającego potwora spaghetti", dla wielu bardziej klaun, showman, niż naukowiec… art. w "polityka.pl": "Duda dyskryminuje Bilewicza. Nie wie, jaka jest rola prezydenta?"  "…. znany i szanowany psycholog społeczny, specjalizujący się w zagadnieniach percepcji dziejów, problematyce dyskryminacji i uprzedzeń, od dawna jest ofiarą publicznego piętnowania i mowy nienawiści z powodu swojego zaangażowania w zwalczanie antysemityzmu, rasizmu i mowy nienawiści właśnie… Chcę powiedzieć jasno: byłoby skrajną obłudą nie wiązać zachowania prezydenta z zaangażowaniem prof. Bilewicza w opisywanie zjawiska polskiego antysemityzmu. A skoro nie jesteśmy obłudnikami i związek ten widzimy jasno, obstrukcję prezydenta i jego urzędników trzeba uznać za eksces antysemicki."
Panu Hartmanowi w w/w artykule zebrało się też na wspomnienia: "Pod władzą PiS każdy kandydat na profesora, który krytykuje władzę, boi się, że jego procedura zostanie wstrzymana lub bardzo się opóźni. Dotyczyło to również mnie. W 2008 r. otrzymałem z rąk Lecha Kaczyńskiego tytuł profesora, bez żadnej zwłoki. Niemniej podczas uroczystości prezydent powiedział coś zdumiewającego, a mianowicie – że jak dotąd nigdy nie odmawia swego podpisu, choć czasami niełatwo mu go złożyć." Nic dodać, nic ująć, pan Hartman też był szykanowany przez PiS, ale profesurę otrzymał i pewnie się cieszy, bo wg jego relacji miałby teraz z tym kłopot.
Wiemy już zatem, że dr hab.M.B. tropi nietolerancję, antysemitów, rasistów i piewców mowy nienawiści, choć to trudno definiowane zjawiska, metody ich badań niepewne, a wyniki tych badań dają się dosyć swobodnie interpretować. Jeżeli się jeszcze staje jednoznacznie po tej stronie, która polski rząd i znaczną część społeczeństwa ma za nic, to, czy można się dziwić, temu, czemu się dziwi pan J.Hartman i pewnie sam bohater tego wpisu? Nauki humanistyczne, którymi obaj panowie się zajmują, to nie nauki ścisłe, badania w ich dziedzinach są trudniejsze do zdefiniowania, wyniki dosyć swobodnie interpretowane, a ich wartość znacznie trudniejsza do ocenienia. Stąd też pewnie tak ważne są gremia, które tych ocen dokonują. Dla czekających na wszelkie nominacje, szczególnie dla tych politycznie zaangażowanych, jest jedna rada, cierpliwe czekajcie, oceniający się zmieniają, kiedyś, może, przyjdą ci, co was docenią, chyba, że wy wcześniej zmądrzejecie.

PS. Kiedy pisałem tę notkę wpadł mi w oczy tytuł innej notatki, w której autor wyrażał swój pogląd na zaangażowanie się dr Piotra Gontarczyka, pracownika IPN, w sądową sprawę przeciwko Tomaszowi Grosowi. Z notatki "Kilka zdań w obronie dr Gontarczyka" wynika, że Pan Gontarczyk niechcący, bo nie zakładam, że chcący, wyświadczył Polakom "niedźwiedzią przysługę" wydając opinię o stwierdzeniu Tomasza Grosa, "że podczas II Wojny Światowej Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców". Pan dr P. Gontarczyk stwierdził, że z braku dokładnych danych, nie da się ocenić, ile osób narodowości niemieckiej i żydowskiej Polacy pozbawili życia w czasie IIWŚ, a sąd tę opinię wykorzystał do oddalenia sprawy przeciwko J.T.Grossowi, jaką mu wytoczono, za jego wypowiedź o Polakach. Autor w/w notatki broni Gontarczyka, a ja mu się co najmniej dziwię. Bo, czy brak pewności danych jednej stronie może służyć do rzucania kalumnii na cały naród, a drugiej ma uniemożliwiać obronę przed takimi oskarżeniami? Czy po to są nam potrzebni naukowcy z najwyższymi tytułami, specjaliści od antysemityzmu, którzy będą w takim postrzeganiu Polaków utwierdzali nie tylko własny naród, ale i jego przeciwników?

Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo