20 obserwujących
320 notek
489k odsłon
  2892   0

Covid 19. Będziemy się szczepić?

Akcja zachęcania, a może raczej przekonywania Polaków do szczepień antycovidowych nabiera tempa. W poniedziałek, 7.12., premier Morawiecki na konferencji prasowej z udziałem szefowej polskiego oddziału Pfizera, jednego z producentów wiadomej szczepionki, przekonywał, jak ważne jest, by znaczna część mieszkańców naszego kraju poddała się tym szczepieniom. Pani prezes Pfizera, zapytana przez dziennikarza, deklarowała, że zaszczepi się z całą swoją rodziną na takich samych zasadach, jakie będą obowiązywać wszystkich obywateli naszego kraju. Podobna deklaracja ze strony premiera wprawdzie na tej konferencji nie padła, ale też nie zapowiedział on, że szczepić się nie będzie.

Do szczepień zapobiegających covidowi zachęcają lekarze często występujący w mediach, chociażby prof. Simon, lekarz celebryta, którego wszędzie pełno, choć akurat odezwy prof. Simona dla wielu ludzi mogą być mało przekonywujące. Pan profesor, ciągle narzekający na działania rządu, ordynator oddziału zakaźnego, mocno propagujący kiedyś zasadę DDM, „ogłupiał”, przepraszam za określenie, w czasie nasilonych protestów OSK, podczas których zasady epidemiczne nie były przestrzegane i zapewniał, że te nielegalne manifestacje nie niosły żadnego zagrożenia w rozprzestrzenianiu się zakażeń covidem. Czy takim „ekspertom” uda się przekonać ludzi, że warto się szczepić? Czy wyobrażacie sobie Martę Lempart zachęcającą do szczepień przeciw covidowi, a jednocześnie organizującą „spontaniczne” protesty, na których żadnych zasad obowiązujących w czasie pandemii się nie przestrzega? Czy można słuchać polityków wspierających protesty OSK, jak zachęcają do tych szczepień? Chociażby panią poseł Lubnauer, która chciałaby, aby te szczepienia były obowiązkowe, a jednocześnie uważa, że protesty OSK są jak najbardziej uzasadnione? 

Na początku pandemii wszyscy czekaliśmy na jakieś dobre wieści, od firm, które specjalizują się w produkcji szczepionek. I słyszeliśmy od ekspertów, że na pewną szczepionkę przyjdzie nam długo czekać, a pojawienie się jej pod koniec 2021r miało być cudem, bo nikt nie wierzył, że uda się w tak krótkim czasie, w niecałe dwa lata, wyprodukować skuteczną i co najważniejsze, bezpieczna szczepionkę. Nagle zaczęły się wyścigi firm, a nawet państw, które deklarowały, że już, już, a taką szczepionkę będą miały. Pierwsze na „mecie” pojawiły się ze swoimi szczepionkami firmy Moderna i Pfizer, choć przy ich zapowiedziach, że prawie te szczepionki mają, odezwała się Rosja, która zadeklarowała, że już taką szczepionkę ma, nazwała ją Sputnik 5 i pewnie wysłała w kosmos, bo o szerokim jej stosowaniu jakoś cicho.  

Wróćmy jednak do tych najbardziej zaawansowanych szczepionek Moderny i Pfizera, które mają pojawić się u nas, jak to się stało, że badania nad nimi i wdrożenie tych szczepionek do produkcji i powszechnego zastosowania, tak mocno przyśpieszyły? Te szczepionki powstały w ciągu niespełna 12 miesięcy, co dla wielu ekspertów jest mocno podejrzane, skoro od dawna wiadomo, że proces opracowywania, testowania i wdrażania szczepionek do powszechnego użytku trwa wiele lat. Zakładając, że firmy te miały tyle szczęścia, że od razu wpadły na właściwe tropy prowadzące do celu, do pozyskania szczepionki, to, co z badaniem jej skuteczności, bezpieczeństwa i skutków oddziaływania na organizm ludzki przez dłuższy czas? Wprawdzie we wtorkowym TOK FM jeden z ekspertów twierdził, że te szczepionki powstały na bazie innych, opracowywanych na wirusa SARS, ale ponieważ ten wirus zniknął nim szczepionki zdołano wyprodukować, to i tak nie rozwiewa wątpliwości, co do bezpieczeństwa pacjentów, którzy zechcą te szczepionki zastosować. Nie można też pominąć informacji o komplikacjach, jakie dotknęły ochotników, którzy zgodzili się na zaszczepienie specyfikami w trakcie prowadzenia prób na ludziach. Stwierdzenie, że te szczepionki są względnie bezpieczne niewiele mówi. Przecież wiemy, że leki sprzedawane w aptekach mają ostrzeżenia o działaniach ubocznych, że badania, np. prześwietlenia z podawanym kontrastem niosą duże zagrożenia, więc czy obawa przed przyjęciem szczepionki nie do końca przebadanej nie jest uzasadniona? Jak zatem przekonać ludzi, by chcieli się szczepić przeciwko covid 19, skoro stoi za tym tyle zagrożeń i niewiadomych?  

Władze naszego państwa na konferencjach prasowych przedstawiają plan postępowania, jaki ma być stosowany przy szczepieniach na covid 19. Te informacje na razie są tylko wstępne, ostateczna wersja tego przedsięwzięcia ma być podana 15 grudnia. Z tego, co dotychczas powiedziano, wcale nie jest pewne, ile osób i w jakim czasie uda się zaszczepić, i kto te szczepienie ostatecznie będzie wykonywał. Ponoć placówki naszej służby zdrowia są już w stanie wykonywać 720 tys. szczepień miesięcznie, co w ciągu roku dałoby 8 mln 640 tys. szczepień. Tę liczbę należałoby jednak podzielić przez dwa, bo dopiero po drugiej dawce nabywa się odporność, to zaczepienie w ciągu roku 4 mln 320 tys. obywateli nie jest jakąś szczególnie imponującą wielkością, skoro uważa się, że tzw „stadną” odporność społeczeństwo nabędzie po zaczepieniu 60% jego przedstawicieli. Dzisiaj, środa 9.12., liczba deklarowanych (min.Dworczyk) szczepień wzrosła do ok. 950/m-c. Niektórzy z bardziej „zaangażowanych” ekspertów podają, że, przy nadzwyczajnej mobilizacji możliwe jest wykonywanie 5 mln zaszczepień miesięcznie(?), czyli skuteczne zaszczepienie 2,5 mln, a tedy owe 60% społeczeństwa byłoby zaszczepione w ciągu roku. Jednak w stanie organizacji naszej służby zdrowia takie dane wydają się mocno naciągane, bo przecież oprócz problemów z covidem medyczne placówki mają wiele innej pracy, która nie może być ciągle odkładana na później. Ponadto min. Dworczyk zapowiedział, że firma Pfizer obcięła, wbrew wcześniejszym ustaleniom, pierwszą dostawę szczepionek o 50%, więc te wszystkie wyliczenia są pod dużym znakiem zapytania. 

Lubię to! Skomentuj170 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości