24 obserwujących
265 notek
257k odsłon
  1101   0

Kto się boi silnych bab?


Przy okazji lektury wpisu Krzysztofa Mazowskiego o lewicowym ataku na to nieszczęsne „W pustyni i w puszczy” przypomniał mi się mój własny post o książkach z lat młodości. Napisałam w nim, że „jeśli kochamy jakąś książkę z dzieciństwa, możemy zapoznać z nią dziecko po lekcjach”. Na mnie samą książki miały olbrzymi wpływ, chciałabym, żeby tak samo było z moją córką. Niestety, wygląda na to, że mojego malucha bardziej ukształtuje telewizja i Internet. Wierzcie mi: jeżeli czyjeś dziecko czyta jeszcze chociażby „Harry'ego Pottera”, to już bardzo, bardzo dobrze. Zachęcać, oklaskiwać i kupować kolejne tomy.

Zastanawiające, że kiedy napisałam u pana Mazowskiego, że wolałabym, aby moja córka była jak Staś, a nie jak Nel, aż dwóch komentatorów strasznie się zgorszyło i zaczęło... współczuć mojemu dziecku. Tylko czego? Kto nie chciałby mieć samodzielnego, zaradnego, odważnego potomka? Kto chciałby, żeby jego córka była tylko biernym i bezbronnym dziewczątkiem, jak słusznie pisze o Nel Murgrabia Czorsztyński? Ja sama zawsze marzyłam, żeby być silną i dzielną babą, która robi to, co sama uważa za słuszne. Wyszło połowicznie. W życiu codziennym często polegam na moim partnerze, lecz kiedy trzeba, zawsze dzielimy trudy i ciężary. Niewiele rzeczy tak mnie wkurza, jak przekonanie niektórych kobiet (ale i mężczyzn, o zgrozo!), że ich mąż ma na nie zarobić, dogodzić im i nosić na rękach. Księżniczki czekające na ratunek w wykonaniu przystojnego księcia po prostu mnie brzydzą. No ale co kto woli...

A wracając do fikcji... O ile w klasycznych bajkach, skądinąd bardzo wartościowych, nie ma zbyt wielu silnych postaci kobiecych, o tyle współczesne kino, telewizja, ale i literatura wprost od nich kipią. Czasami jest to aż śmieszne i żenujące, np. kiedy na siłę wpycha się damskiego wojownika do fabuły. Przyznacie, że widok jednej szczupłej kobietki powalającej na ziemię kilku rosłych facetów może wydać się dość, hmm, niedorzeczny. Cuchnie to na milę podlizywaniem się damskiej publiczności. (Na aktorkę Michelle Rodriguez mówimy już nawet „zawodowa żołnierka”, gdyż celuje ona w takich właśnie rolach.) Przesada i patos w takich produkcjach odbierają trochę przyjemności z ich oglądania.

Niemniej sama idea mocnych psychicznie, samodzielnych kobiet bardzo mi odpowiada. Co prawda takie kobiety zawsze istniały, walczyły nawet (Boadicea, Mary Read i Anne Bonny), były naukowcami i badaczami, lecz większość wiodła żywot raczej spokojny, podporządkowane mężczyznom ze swojej rodziny, bez szans na samodzielne podejmowanie wyborów. Teraz wajcha obyczajów gibnęła się w drugą stronę. Gdyby ktoś oceniał obydwie płcie po ich prezentacji w mediach, to wydawać by się mogło, iż baby są waleczniejsze od chłopów. O ile jest to oczywistą bzdurą, o tyle moim zdaniem dobrze, że pojawia się w filmach i serialach tyle silnych babek. Dla osób o poglądach konserwatywnych jest to jawny zamach na kobiecość, tradycję, a nawet kulturę. Dla mnie natomiast to nader przyjemna dla oka rozrywka. A jakbym była nieco młodsza, to pewnie i – inspiracja.


Jedna uwaga: silne kobiety nie zastąpią facetów. Mężczyźni zawsze byli i będą potrzebni, czy to w określonych zawodach, czy po prostu jako aktywni ojcowie i wspierający kobiety partnerzy. Może i dobrobyt trochę ich rozleniwił i uczynił nieco ciapowatymi, lecz w chwili kryzysu same baby sobie nie poradzą. A kryzys może być natury zarówno ogólnospołecznej, jak i indywidualnej. Dlatego pomimo zachwytów nad mocarnymi damami, nigdy nie uznam, że lepiej im samym, bez kochającego mężczyzny.


Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura