25 obserwujących
281 notek
274k odsłony
  2627   0

Czy warto być chrześcijaninem?


Przed nami Wielkanoc, święto upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Kolejne święto, które będą obchodzić zarówno szczerze wierzący, jak i ludzie kompletnie oderwani od wiary i liturgii. Tym się kończy mariaż religii z kulturą, który jest zresztą na pewnym etapie kształtowania się cywilizacji nieunikniony. Czytam czasami, że zadeklarowani ateiści i agnostycy nie powinni obchodzić chrześcijańskich świąt; równie dobrze można by się jednak domagać, żeby tych świąt nie reklamowała telewizja poprzez infantylne Mikołaje czy zajączki.

No więc żyjemy w pseudochrześcijańskim kraju, gdzie po wyjściu z kościoła większość ludności powraca do swoich codziennych grzeszków i niespecjalnie się tym przejmuje (aż do następnej spowiedzi). Ktoś zapyta: a skąd to wiem? Ano, wyszukałam sobie dane na temat akceptacji dla seksu przed ślubem, antykoncepcji, aborcji.

Społeczeństwo polskie pozostaje wciąż – zwłaszcza na tle gwałtownie sekularyzującej się Europy – bardzo religijne. Chrzczone są niemal wszystkie nowo narodzone dzieci. Za ludzi wierzących uważa się ponad 90 proc., jednak procent osób regularnie praktykujących jest już dużo mniejszy – około połowy, zaś grupa tych, którzy przynajmniej deklarują zgodne z nauczaniem moralnym postawy w takim zakresie jak etyka życia małżeńskiego, stanowi nie więcej niż jedną czwartą polskiego społeczeństwa.

Niektórzy niewierzący, mając dość życia w kłamstwie i zawyżania kościelnych statystyk, pragną formalnie opuścić szeregi katolików. Decyzja może być solidnie przemyślana, oparta na wnikliwym spojrzeniu we własne sumienie, bądź podjęta pod wpływem impulsu, np. z powodu złości na kryjących księży-pedofilów hierarchów czy ze względu na poparcie dla postulatów Strajku Kobiet. Warto jednak zauważyć, iż na tle Zachodu ilość polskich apostazji wypada bardzo blado.

Księża proboszczowie są zgodni co do tego, że w większości przypadków o apostazję proszą osoby, które nigdy nie pojawiają się w kościele i które są zapisane w księgach kościelnych z racji chrztu. Są to osoby zupełnie nieznane swoim duszpasterzom, gdyż już od dawna są de facto poza Kościołem. To zresztą nic nowego: Kościół najbardziej krytykują ci, którzy są od niego daleko. W przypadku osób chcących dokonać apostazji w Polsce działa podobny mechanizm. Co z tego wynika? Że chcąc ukarać Kościół, takie osoby wymierzają karę samym sobie.

Z punktu osoby przekonanej o zbawieniu wyłącznie przez Kościół, ekskomunika faktycznie wydaje się być czymś potwornym. Jednak z punktu widzenia apostaty, który od dawna już nie uczestniczył we mszy świętej (poza pogrzebami czy chrztami, na które zapraszała go rodzina i znajomi) i był w pełni świadomy, czego się wyrzeka, niemożność przyjmowania sakramentów nie ma przecież większego znaczenia. Ja osobiście wierzę w życie po śmierci ciała, co nie uczyniło ze mnie gorliwie praktykującej chrześcijanki. :)

Moim zdaniem najuczciwiej byłoby nie chrzcić bezmyślnie dziecka i pozwolić mu na samodzielne podjęcie decyzji w wieku dorosłym; uniknęłoby się tym samym tworzenia „letnich” wierzących, którzy nie tylko olewają nauczanie Kościoła, ale nawet niespecjalnie je znają. Wymagałoby to jednak odwagi i pójścia pod prąd, a na to stać niewielu rodziców. Ilu z nich bowiem będzie w stanie wytłumaczyć dziecku, dlaczego jego/jej koledzy i koleżanki idą na piękną uroczystość w śnieżnobiałych strojach, a potem mogą się pochwalić drogimi prezentami, a ono jedno z całej klasy nie? I kolejne pytanie: Czy dziecko, którego rodzice nie wpajali mu od małego zasad konkretnej religii, ma szansę w wieku dorosłym na wejście w grono praktykujących? Czy też będzie zadowolone ze swojego areligijnego wychowania?

Wesołego Alleluja Wam wszystkim!


Lubię to! Skomentuj399 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo