25 obserwujących
281 notek
274k odsłony
  294   0

Dlaczego piszę o Kościele


W swoim blogu niejednokrotnie poruszałam temat Kościoła, pomimo iż wielu z Was wypominało mi brak wiedzy na temat tej instytucji. Nie wypowiadam się jednak (przypominam po raz setny) z pozycji eksperta, a laika, który po prostu czasem coś przeczyta i to OCENIA. Dlaczego? Po pierwsze, z tego samego powodu, dla którego inni piszą o polityce, kulturze, cywilizacji: bo jest to coś, co mnie w jakimś tam stopniu interesuje. I jeśli w swoich wypowiedziach popełniam błędy, mijam się z prawdą, piszę bzdury, to czekam na sensowną replikę, na wskazanie tych błędów i przekłamań, na wypunktowanie bzdur. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, korygować błędne myślenie, stawać się mądrzejsza. Czekam więc na mądre lub przynajmniej rozsądne komentarze.

Drugim powodem, dla którego popełniam te swoje „okołokościelne” notki, jest przyjemność czerpana z wywoływania szerokiego (zazwyczaj) odzewu u czytelników. Bardzo lubię prowokować do dyskusji, łamać tabu, testować wytrzymałość świętoszkowatej części społeczeństwa, ale także sprawdzać, na ile różnię się od innych. Fajnie jest też po prostu... rozmawiać z ludźmi. Także z tymi, z którymi się nie zgadzam.

No właśnie – krytyka... Pisząc swoje notki zawsze wychodziłam z założenia, że nie będę – w przeciwieństwie do niektórych nadwrażliwych blogerów – banować nawet za najsroższą krytykę, ale i nie muszę się nią w najmniejszym stopniu przejmować. Cóż mnie bowiem może obchodzić, jak ludzie odbierają moje teksty? Czy ja je piszę dla nich, czy dla siebie? Owszem, miło jest być chwalonym i głaskanym, lecz jeszcze milej jest pisać, co mi się żywnie spodoba, czyli także to, co innych rani, obraża, złości czy zniesmacza. Niektórych nawet bardzo. Przyznam, że irytuje mnie głupota i zadufanie tych czytelników, którzy zamiast odnieść się do tekstu, obrzucają mnie kalumniami i uważają, iż w ten sposób wpłyną na moje opinie. No cóż, mylą się. Histeryczne wycie, że nie powinnam osądzać Kościoła, gdyż do niego nie należę, świadczy o intelektualnej indolencji i emocjonalnej niedojrzałości. Kościół był, jest i będzie osądzany przez każdego chętnego. Czy mądrze – to już inna sprawa. Nie oczekujmy jednak, że instytucja, która od tysiąca lat bez mała wpływa na kształt naszego kraju, może uchronić się przed krytyczną oceną.

Oczywiście krytyka rozsądna, merytoryczna, rzeczowa i na temat cieszy moje oko i bardzo przyjemnie jest z taką polemizować. Mogę się przecież mylić. Mogę być ignorantką. Ba! Jestem ignorantką. Jednak błąd trzeba udowodnić, a nie upierać się przy swojej racji bez podania sensownych argumentów. Jeśli chcesz mnie do czegoś przekonać, nie rzucaj ogólnikami, frazesami, emocjonalnymi hasełkami. Pisz o faktach bądź punktuj nieścisłości w moich wypowiedziach. Wyrażając swoją subiektywną opinię możesz liczyć jedynie na to samo.

Dziękuję wszystkim inteligentnym i dojrzałym rozmówcom za poprawianie mnie i rozbudowywanie mojej wiedzy o świecie. Rozmówcom lakonicznym i wyrażającym swoje subiektywne opinie macham przyjaźnie ręką (zapomnę o Was po sekundzie). Zaś rozmówcom agresywnym i pełnym pogardy, którzy nie silą się na minimum argumentacji, pokazuję środkowy palec i bezczelnie mówię: Mogą być Was setki, a i tak jesteście dla mnie mniej warci niż psi nawóz.

No to do następnej gównoburzy! :)


Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo