36 obserwujących
373 notki
378k odsłon
  328   2

Bieda w Polsce - odpowiadam na Wasze zarzuty


Poprzednia notka wywołała falę krytyki, a że nie czuję się na siłach odpowiadać na każdy komentarz z osobna, tedy podsumuję wasze wypowiedzi w nowej notce.

Przede wszystkim przepraszam, że nie sprawdziłam pewnych informacji, tylko bezmyślnie wkleiłam fragmenty artykułu, które błędnie podają procenty biedoty w Polsce. Za bardzo ufam Internetowi. W ogóle jestem za mało krytyczna i nie sprawdzam większości informacji, jeśli tylko podawane są przez media, które wydają mi się rzetelne. A czasami informacja przewija się na paru portalach, co według mnie czyni ją wiarygodną.

Zaznaczam też, iż nie było moim zamiarem psioczyć na PiS i wychwalać dawne rządy PO. To nie był tekst polityczny. Krytykowałam jedynie nastawienie pana prezydenta, który nakłania (wszystkich) ludzi do zaciskania pasa, podczas gdy sam chyba nigdy nie zaznał prawdziwej nędzy. Wiem jak to jest wpaść w spiralę długów, nie mieć na podstawowe opłaty, czuć się upokorzoną z powodu braku pieniędzy. Rady, żeby jeszcze bardziej się spiąć i jakoś to wytrzymać, uważam za zwyczajnie grubiańskie. Sprowadzanie wszystkiego do walki pomiędzy PiSem a anty-PiSem świadczy o jakimś poważnym upośledzeniu umysłowym. Ale niektórzy już tak mają...

Co pan prezydent powinien powiedzieć Polakom? Ano, że rząd postara się uruchomić jakieś programy pomocowe dla najuboższych. A jeśli nie, to niech ugryzie się w język i nie dolewa oliwy do ognia. Ktoś, kto nie ma problemów finansowych, nie powinien brać się za pouczanie tych, którzy ledwo dożywają do wypłaty. Wbrew temu, co pisze Eri, nie jest niegodziwością wypominanie panu Dudzie jego słów, gdyż z autentyczną troską i solidarnością nie mają one wiele wspólnego.

Tak, wiem, bieda jest wszędzie. No i co z tego? Notka była o niestosowności wypowiedzi pana Dudy, a nie o tym, że gdzie indziej jest lepiej czy gorzej. Pewnie, że w naszym kraju nie jest jeszcze tak fatalnie, żeby większość przymierała głodem. Ale spora część społeczeństwa jest przygnieciona rachunkami do tego stopnia, że nie wychodzą poza zaspokajanie najpilniejszych potrzeb.

Dociekliwy pisze: „Niech Pani nie bierze się za tematy o których nie ma żadnego pojęcia. W Polsce nie pracuje ponad 40% dorosłego społeczeństwa (i ma wobec tego zerowe dochody formalne). Większość z nich ma własne domy, samochody i spędza wczasy za granicą. W Polsce formalne dochody mają niewiele wspólnego z realnym standardem życia.”  Tylko co to ma wspólnego z poruszonym przeze mnie tematem? Jak ktoś zgarnia niezłą kasę na czarno, to nie zalicza się do opisywanej przeze mnie biedoty.

Idiotyzmem jest sugestia, że pracę zawsze da się znaleźć, trzeba tylko iść do konkretnej branży i/lub zapieprzać kilkanaście godzin na dobę. Po pierwsze, nie każdy może sobie pozwolić na wymagające iluś miesięcy nauki przebranżowienie; układać kafelki czy naprawić piec też trzeba umieć, nie można być partaczem, który bierze się za przeróbki i wykończenia po korespondencyjnym kursie budowlanki. Po drugie, nie każdy nadaje się do ciężkiej pracy fizycznej (ja na przykład). Dostępne i łatwo osiągalne prace, w których nie wymaga się od razu iluś lat doświadczenia, i które nie są fizycznie wyczerpujące, są na ogół bardzo nisko płatne i łatwo z nich wylecieć.

Szydzenie z ludzi nieporadnych, którzy nie umieją gospodarować pieniądzem i z tego powodu tkwią w niedostatku, nie spełnia wymogów racjonalnej dyskusji. Kto jest winien temu, że jakaś rodzina dziedziczy biedę przez całe pokolenia? Ona sama? Żeby jednak zarządzać kasą, trzeba ją najpierw mieć. Nie podawajcie przykładów utracjuszy, co to wygrali szóstkę w Totka i wszystko przepieprzyli, to mało poważne.

Coś pominęłam?


Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo